Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Modne instagramowe zdziry myślą, że są kimś wyjątkowym.

Zwiń to zdjęcie

Kojarzysz Ankę?

Tą, co wozi się, jak księżniczka, dumna pani, która przez te wszystkie lajki na instagramie sra wyżej niż dupę ma. Pamiętam ją z czasów szkolnych. Normalna dziewczyna z dobrego domu. A dzisiaj coś ewidentnie siadło na mózg. Takie panisko, że nawet cześć Ci nie odpowie. Wymalowana, porozbierana, napompowana, a do tego mądra jak zabawa w berka. Tu poprawione, tam poprawione. Słodki Jezu. Nikt nie wie, czym się zajmuje, ale chyba ma w cholerę wolnego czasu, bo zamieszcza w internecie dosłownie WSZYSTKO. Oglądały ją już lustra każdego warszawskiego butiku, dotykały sztućce każdej krakowskiej knajpy i gościły parkiety każdego wrocławskiego klubu. Niby młoda, może atrakcyjna, ale z takim tupetem, że ja pierdolę. Od stycznia łazi gdzieś na siłownię, czym zdążyła się już dziesięć razy pochwalić pokazując „formę”, przypisując do tego komentarz: „nie jestem taka, jak każda”. I nie może być „jak każda”, bo czy każdemu jest dane podziwianie stolicy z 40 piętra w Panorama Sky Bar? I to w środę wieczorem? Jej było, ale chyba nie ma czego zazdrościć, bo relacjonowała na snapie swoje znudzenie, które przejawiało się grzebaniem widelcem w sałatce z małż i trawy morskiej w towarzystwie dwanaście lat starszego nudziarza, który pewnie dopiero nad ranem oznajmił jej, że ma żonę, ale w sumie nie chciał psuć wieczoru, gdy tak słodko zachwycała się zamówioną butelką Moeta. I nie zrozum mnie źle – przecież nie uważam, że przypałem jest nadrzędny cel konsumpcji, który ogranicza się do szpanerskiego pstrykania zdjęć rzeczy i dań, na które mało kto może sobie pozwolić. Gdybym coś do tego miał, to pewnie wspomniałbym Ci o tym, że widziałem ją w ubiegłym roku na Narodowym. Było to na koncercie Coldplaya. Było ekstra, przynajmniej ja mogę tak powiedzieć. A ona? Cały koncert przesiedziała w telefonie, udostępniając relację na snapie. Po co? Skoro już dzień później można było obejrzeć wszystko na YT? To chyba po prostu cecha współczesności, że atrakcyjniejsze stało się chwalenie się, niż przeżywanie. Nie pokazałaś? To nie byłaś. I w przypadku Anki to się doskonale sprawdza – zwłaszcza, że zalicza się do tych, którym jeszcze nie znudziło się pstrykanie fotek imiennych kubeczków ze Starbucksa – chociaż czy tutaj aby na pewno chodziło o kubek kawy za 14zł czy może kierownicę BMW x6 w tle, które niedawno kupił sobie tatuś? Relacje z imprez, które widzę na jej snapchacie, również mnie zadziwiają. Rozumiem – odwalić się, podkreślić atrakcyjność, ale gdy średnio raz w tygodniu ubiera się, a raczej rozbiera (bo to bardziej pasujące określenie)… pokazuje się cycki, które wręcz eksplodują ze zbyt obcisłej kiecki, gdzie dekolt najczęściej kończy się przy pępku? No cóż, panom się podoba. A kwiaty, to dostajecie? Bo Anka ostatnio dostała bukiet – jak na moje oko to jakieś 100 kwiatów średniej wielkości, a nie byle co za 8zł w Biedronce. Ktoś miał gest, a Anka kolejną okazję do instagramowej sesji. I te wszystkie babki, zostawiają Ance lajki, a za plecami nazywają ją głupią zdzirą. Może to zazdrość? Bo chcą być takie jak ona. Wiesz, wyjątkowe. Poubierane w te markowe oksy za siedem stówek i różowe czapki z daszkiem od Ralpha. Chcą móc malować sobie duże, poprawiane kwasem hialuronowym usta czerwoną szminką i pytać czy zajebiście im w czerwonym? Robić te wszystkie dzióbki, rozchylać uda na zdjęciach, które lądują na iphonach kolejnych żonatych impotentów. A i w czerwonym zajebiście, żeby była jasność. Mi się podobało, bo co innego o niej ma pomyśleć mój fiut, gdy przeglądam jej profil? Gdy mój mały pójdzie spać, to zastanawiam się, czy ona rzeczywiście wierzy w tą swoją wyjątkowość? Czy te kilka tysięcy lajków pod każdym zdjęciem sprawia, że czuje się lepsza? Piękniejsza? Szczęśliwsza? Bardziej wartościowa od Ciebie? Ode mnie, który nie może jej mieć, bo „nie ta liga kolego”? Podejrzewam, że tak właśnie się czuje, bo jakie ego musi mieć atrakcyjna, młoda kobieta, do której mężczyźni pukają drzwiami i oknami? Słowo klucz: PUKAJĄ, bo z tymi facetami to też jest dobry temat. W listopadzie 2017 relacjonowała story ze swoim „pożal się Boże” skarbem. Wiecie, wielka miłość od pierwszego włożenia wejrzenia. Gościu miał gest, bo na pierwszą randkę zabrał ją na mecz Polska – Meksyk. Miejsca VIP. Mimo to nie wyszło, bo miał kasę i żonkę, która wybaczyła mu każda młodą sikse na boku. I tu nie ma się z czego śmiać, bo ona naprawdę wierzyła w tego chłopa, a biedak rozłożył jej nogi kilka razy i stwierdził, że jednak jej nie kocha, bo żona to i ugotuje i posprząta, a i dzieci do szkoły ogarnie. Na szczęście Anka miała twardą dupę, bo jej życie wiele razy odbiło się od kutasa. Miała też charakter, bo po dwóch tygodniach tuż pod koniec listopada pokazywała się z jakimś Patrykiem. Patryk, przyjacielem od wsadzania. Gość był trenerem personalny z dużej warszawskiej sieci siłowni McFit. Skurwysyńsko duży brunatny miś ze świetnie wyregulowanymi brwiami, który w wolnych chwilach lubił wygrzewać futerko w solarium. Niby skurwysyn, ale wiesz – taki z klasą. Tani Armani, zawsze „zastaw się, ale postaw się” i pokaż ile pociągnie Twoje audi… to wzięte w kredycie oczywiście. Nie wiem, co Anka widziała w tym Kenie? Duże ramiona, kilka tatuaży i zbyt mała koszula, która dość śmiesznie prezentowała się w zestawie z białymi spodniami, tak ciasnymi, że jego jaja to musiały się czuć jak kury w chowie klatkowym. Słodkie panie, zapamiętajcie moje słowa – przyjaźń, przyjaźnią, ale tak to bywa w życiu, że przyjaciół nie wybieramy sami, a wybiera nam ich czas. W przeciwnym razie to się nie udaje, tak jak w przypadku Patryka. Okazało się, że ją wykorzystał. Nie wiem, o co tam poszło, ale podobno na odchodne dostała od niego zdjęcie, jak trzyma już za włosy inna pusie, która aktualnie miała jego miłość w ustach, a później pewnie w dupie. I niby nic, bo dzisiaj to wszystkiego można się spodziewać po facetach, ale gdy jego ego dopisało przy tym zdjęciu komentarz pt. „Ty już tego nie zrobisz” to pomyślałem, że ten kolo miał jaja, charakter i nieuleczalne upośledzenie.

I widzicie, dużo można by pisać, bo takie to właśnie szczęście w nieszczęściu miała Anka.

Jeśli chcesz się dowiedzieć jak dalej toczy się jej życie to zacznij obserwować ją na Istagramie. Może Twoja Anka będzie miała na imię Kaśka, Aneta, Sylwia czy Marta. Jak zwał tak zwał, od razu rozpoznasz po zdjęciach.

I po co dzisiejszy wpis?
A po to, żebym mógł zapytać publicznie:

Co i komu się popierdoliło w głowie?

Dlaczego tak wiele młodych, fajnych, pięknych i często naprawdę nie głupich dziewczyn, coraz częściej doszukuje się swojej atrakcyjności w lajkach od facetów, którzy oglądają ich zdjęcia, nie po to, aby je poznać, ale po to, żeby mieć wytrysk w ich pochwach? Dlaczego tak trudno stanąć im na straży swojej intymności? Dlaczego tak tanio sprzedają swoją prywatność? Uprawiają internetowy ekscepcjonalizm?
Pytam, bo uważam, że niektóre rzeczy mogłyby zostawić dla ich przyszłego partnera, ukochanego chłopaka czy męża. Tymczasem wszystko co mają wystawiają na sprzedaż, a przecież nie sztuką jest uwieść faceta dupą, w czasach gdy banda kolesiowców potrzebuje tylko miejsca. Serio taką jedną i drugą zadowoli substytut szczęścia osiągnięty wypiętym tyłkiem? Czy nie lepiej układałoby im się w życiu, gdyby były bardziej niedostępne i pracowały przede wszystkim nad charakterem i nad tym, aby być lubianym przez innych? Lubianym, ale nie przez atencję, która sprowadza wszystko do postów o nowych butach, przypadkowych selfie na tle drogich gadżetów, wyszukanych metek i talerzy pełnych krabów, gdzieś na Dominikanie – 3 razy w roku? Ludzie nie lubią chwalenia się. To ich drażni. I owszem zazdroszczą takiej Ance, a to wystarczający powód, aby przykleić jej łatkę głupiej zdziry.

Po co instagramowym atencjuszkom przesadnie umalowane twarze i dawanie dupy w zamian za drogie żarcie, wycieczki i sobotnie popołudnie z gościem, dla którego są tylko jedną z wielu opcji? Co im po tym skoro ludzie ich nie lubią, bo ich ego, arogancja i pozorna pewność siebie, są wystarczająco odpychająca? Zwłaszcza kiedy czują się lepsze, będąc utrzymywanymi przez żonatych kolesi, budując swoją wartość ilością lajków na instagramie i żebrząc o jakieś durne herbaty, cateringi i ciuszki otrzymywane od firm w barterze za reklamę.

Rozumiem, że presja na idealny wygląd stała duża, ale faktu, że tępe dzidy, biegają i poprawiają, co się tylko da, już nie rozumiem. Wiecie co mam na myśli. Ile takich koleżanek wyglądało całkiem spoko, aby później przybliżyć się wyglądem do wynaturzonego karpia? Ile z nich nie pomyślało, że jak narysuje sobie brwi za wysoko, to będzie wyglądała jak człowiek, który wiecznie się dziwi? Przecież normalni ludzie tak nie wyglądają – nie chodzą zdziwieni przez cały dzień. Serio, to ma się podobać współczesnemu facetowi? Temu, który w końcu zacznie szukać tej normalnej, poukładanej żony, a nie obiektu seksualnego do sobotnich wsadów? Serio myślisz, że jak doczepisz sobie włosy, przedłużysz rzęsy, wymalujesz wyzywająco twarz, zrobisz liposukcje brzucha, ud, mózgu, a do tego wypchasz się za dużymi implantami po to, żeby później narzekać, że nie ma prawdziwych mężczyzn, to faceci będzie chcieli wziąć sobie Ciebie za żonę? Księżniczki są fajne tylko na sobotę, kiedy facet chce podbudować sobie ego młodą i atrakcyjną laską. I w sumie to dobrze, że nie zdarzyło Ci się jeszcze wstrzyknąć kwasu w czoło, bo większość tych, którzy zapragną zdobyć Twoje ciało, będzie mogła Cię w nie pocałować zaraz po lodziku. Na pożegnanie, gdy będą chcieli wracać do swoich dziewczyn lub żon. I wybacz, że przekazałem Ci to bez ogródek, że nie dobrałem ładnych słów, ale właśnie tak będą traktowali Cię ludzie, jeśli nie nauczysz się patrzeć dalej, poza niż linię krągłości swojej dupy.

Wartością powinny być szczere chęci i bezinteresowne czyny, a nie przesadny makijaż i chwalenie się drogimi przedmiotami.

O tym kim jesteśmy nie świadczy wygląd, samochód taty czy nowy iPhone. O tym kim jesteśmy świadczy serce i to jak traktujemy drugiego człowieka. A oryginalność? Trzeba mieć w sobie, a nie na sobie. Kilka drogich ciuchów i wystawnych kolacji nie zrobi z Ciebie damy na salony. Zwłaszcza, gdy twierdzisz, że jesteś oryginalna, a pół miasta wygląda tak samo jak Ty – czyli jak jeden chuj, goniąc za tymi samymi (niedościgniętymi) ideałami. Goniąc za nienaturalnymi wyobrażeniami sami robicie sobie krzywdę przez kwestie, na które nie macie wpływu. Stajecie się marionetkami w rękach ciągle zmieniających się trendów ustalanych przez gejowskie lobby mające tylko jeden cel – aby wycisnąć z Was jak najwięcej szmalu. Nie tak dawno temu nasze matki mogły być piękne i kobiece bez tej całej współczesnej szopki. Wystarczyła wyprasowana sukienka i czerwona szminka, a nie Gucci z aliexpress, poprawiane usta i photoshop, który ma załatwić całą resztę. Młodość jest piękna sama w sobie. Naturalność i zdrowe podejście do świata, również.

Tymczasem dochodzimy do czasów, w których to przyszłe panny młode faszerują się lekami, aby wejść w ślubne kiecki, jakby zapomniały, że to nie one powinny pasować do kiecek, a kiecki do nich. Miej swój rozum. Ten, którego nie miały kilka lat temu te wszystkie laski dziarające sobie tribale nad tyłkiem. Miej rozum, którego nie miały te wszystkie wytapetowane laleczki robiące dzióbek do zdjęć. Miej swój rozum, sięgający trochę dalej, niż zniżanie się do poziomu nakładania sobie na twarz snapchatowego filtra psa. Miej rozum, bo oryginalność trzeba mieć w sobie, a nie na sobie, w przeciwnym razie, mimo tego, że urodziłyście się oryginalne, to teraz, pozdychacie jako czyjeś kopie, udając, że idealnie radzicie sobie z udawaniem, że jest idealnie. Zacznijcie przyglądać się poczuciu własnej wartości, uwolnijcie się od gówno wartych lajków i przedmiotów, które jutro przestaną imponować ludziom, którzy tak naprawdę mają Was w dupie. Nie musicie za wszelką cenę udowadniać nam, że macie idealne życie. Zamiast tracić na to czas, wyjmijcie głowy sprzed telefonów, skończcie napierdalać zdjęcia swoim psom i zacznijcie poświęcać czas na rzeczy, które są tego wartę. Zacznijcie, bo jutro dotrze do Was, że tak naprawdę jesteście w czarnej dupie. Inni będą mieli szczere i poukładane życie z wartościowymi ludźmi, a Wy dopiero będziecie zamierzały w to wchodzić – trochę za późno. Otwórzcie oczy i zejdź na ziemię, bo raczej nikt nie chce dzielić życia z księżniczkami z manierami, które tak naprawdę poza drogimi fluidami i zdjęciami psów nie ma nic do zaoferowania. Cycki też mają mądre, ładne, NATURALNE i skromne dziewczyny, które nie leczą kompleksów lajkami. Pomyślcie jak w trosce szanować ludzi i zapisywać się w ich szczerym „dziękuję”. Pomyślcie po to, aby nie skończyć z byle kim lub same – w wieku 30 lat, gdzie już nikt nie będzie miał czasu i chęci na zwracanie uwagi na to ile macie lajków pod zdjęciami – czy wasz sweterek jest z Burberry Collections czy z H&Mowej wyprzedaży. Na wasze miejsce zaraz przyjdą młodsze, lepsze i ciekawsze, i też będą na chwilę – jak byłyście Wy.

Jedyne, co na tym świecie nie ma granic, to głupota ludzka.

I zmorą dzisiejszych czasów stał się fakt, że ta głupota zabrała się do myślenia. Dlatego też dziewczyny zakochują się przez to, co słyszą, a faceci zakochują się przez to, co widzą. Dlatego dziewczyny się malują, a faceci kłamią. I to wystarczający powód, żeby nie kreować się na ideał za wszelką cenę, a skupić się na prawdziwym sobie – w sobie. Będąc wieczną księżniczką tak naprawdę, wiecznie będziesz nikim i z nikim. Lepiej bądź sobą i skup się na kimś kto będzie widział w Tobie ideał, ale idealny dla siebie, a nie dla innych.

Gdy to zrozumiecie, zobaczycie nagle, że wszystko, co w życiu cenne i prawdziwe, mieliście przy sobie od zawsze. Nagle zrozumiecie, że do bycia szczęśliwą będzie Wam potrzebna zwykła ławka w parku, garstka wiernych przyjaciół i mężczyzna, który nie będzie musiał być wynaturzoną wersją Bratta Pitta, tylko zwykłym gościem, kochającym i szanującym przede wszystkim każdy skrawek Twojej duszy – a dopiero później ciała. I oczywiście ludzie oceniają „książki po okładce”, ale gdy znajdziesz w tym wszystkim zdrowy rozsądek, to nagle się okaże, że chętnie przy Tobie się zatrzymają, aby sięgnąć w Ciebie głębiej – do Twojego serca i duszy. I owszem, pierwsze wrażenia bywają mylące, ale żeby przeczytać książkę potrzeba czasu. Tak samo, aby poznać wnętrze drugiej osoby. Zrób wszystko, aby ktoś pokochał Ciebie taką, jaką jesteś i nigdy nie pozwól, aby ktoś decydował, o tym jaka powinnaś być.

„Czytałem książki o starych
Legendach i mitach
Achilles i jego złoto
Herkules i jego dary
Opanowanie Spidermana
I pięści Batmana
A ja oczywiście nie widzę siebie na tej liście”

 Hej, na moim blogu będą pojawiały się wpisy z czerwonym znaczkiem przy nazwie. Są to wpisy zastrzeżone hasłem, które możesz otrzymać tylko i wyłącznie stając się moim Patronem. Jak zostać Patronem Kobusa? Dlaczego to kosztuje tyle co tabliczka czekolady? Co za to otrzymasz? Po co mi Twoje pieniądze? Dowiedz się, klikając tutaj: https://patronite.pl/kobus

Komentarze

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Modne instagramowe zdziry myślą, że są kimś wyjątkowym.

Kojarzysz Ankę?

Tą, co wozi się, jak księżniczka, dumna pani, która przez te wszystkie lajki na instagramie sra wyżej niż dupę ma. Pamiętam ją z czasów szkolnych. Normalna dziewczyna z dobrego domu. A dzisiaj coś ewidentnie siadło na mózg. Takie panisko, że nawet cześć Ci nie odpowie. Wymalowana, porozbierana, napompowana, a do tego mądra jak zabawa w berka. Tu poprawione, tam poprawione. Słodki Jezu. Nikt nie wie, czym się zajmuje, ale chyba ma w cholerę wolnego czasu, bo zamieszcza w internecie dosłownie WSZYSTKO. Oglądały ją już lustra każdego warszawskiego butiku, dotykały sztućce każdej krakowskiej knajpy i gościły parkiety każdego wrocławskiego klubu. Niby młoda, może atrakcyjna, ale z takim tupetem, że ja pierdolę. Od stycznia łazi gdzieś na siłownię, czym zdążyła się już dziesięć razy pochwalić pokazując „formę”, przypisując do tego komentarz: „nie jestem taka, jak każda”. I nie może być „jak każda”, bo czy każdemu jest dane podziwianie stolicy z 40 piętra w Panorama Sky Bar? I to w środę wieczorem? Jej było, ale chyba nie ma czego zazdrościć, bo relacjonowała na snapie swoje znudzenie, które przejawiało się grzebaniem widelcem w sałatce z małż i trawy morskiej w towarzystwie dwanaście lat starszego nudziarza, który pewnie dopiero nad ranem oznajmił jej, że ma żonę, ale w sumie nie chciał psuć wieczoru, gdy tak słodko zachwycała się zamówioną butelką Moeta. I nie zrozum mnie źle – przecież nie uważam, że przypałem jest nadrzędny cel konsumpcji, który ogranicza się do szpanerskiego pstrykania zdjęć rzeczy i dań, na które mało kto może sobie pozwolić. Gdybym coś do tego miał, to pewnie wspomniałbym Ci o tym, że widziałem ją w ubiegłym roku na Narodowym. Było to na koncercie Coldplaya. Było ekstra, przynajmniej ja mogę tak powiedzieć. A ona? Cały koncert przesiedziała w telefonie, udostępniając relację na snapie. Po co? Skoro już dzień później można było obejrzeć wszystko na YT? To chyba po prostu cecha współczesności, że atrakcyjniejsze stało się chwalenie się, niż przeżywanie. Nie pokazałaś? To nie byłaś. I w przypadku Anki to się doskonale sprawdza – zwłaszcza, że zalicza się do tych, którym jeszcze nie znudziło się pstrykanie fotek imiennych kubeczków ze Starbucksa – chociaż czy tutaj aby na pewno chodziło o kubek kawy za 14zł czy może kierownicę BMW x6 w tle, które niedawno kupił sobie tatuś? Relacje z imprez, które widzę na jej snapchacie, również mnie zadziwiają. Rozumiem – odwalić się, podkreślić atrakcyjność, ale gdy średnio raz w tygodniu ubiera się, a raczej rozbiera (bo to bardziej pasujące określenie)… pokazuje się cycki, które wręcz eksplodują ze zbyt obcisłej kiecki, gdzie dekolt najczęściej kończy się przy pępku? No cóż, panom się podoba. A kwiaty, to dostajecie? Bo Anka ostatnio dostała bukiet – jak na moje oko to jakieś 100 kwiatów średniej wielkości, a nie byle co za 8zł w Biedronce. Ktoś miał gest, a Anka kolejną okazję do instagramowej sesji. I te wszystkie babki, zostawiają Ance lajki, a za plecami nazywają ją głupią zdzirą. Może to zazdrość? Bo chcą być takie jak ona. Wiesz, wyjątkowe. Poubierane w te markowe oksy za siedem stówek i różowe czapki z daszkiem od Ralpha. Chcą móc malować sobie duże, poprawiane kwasem hialuronowym usta czerwoną szminką i pytać czy zajebiście im w czerwonym? Robić te wszystkie dzióbki, rozchylać uda na zdjęciach, które lądują na iphonach kolejnych żonatych impotentów. A i w czerwonym zajebiście, żeby była jasność. Mi się podobało, bo co innego o niej ma pomyśleć mój fiut, gdy przeglądam jej profil? Gdy mój mały pójdzie spać, to zastanawiam się, czy ona rzeczywiście wierzy w tą swoją wyjątkowość? Czy te kilka tysięcy lajków pod każdym zdjęciem sprawia, że czuje się lepsza? Piękniejsza? Szczęśliwsza? Bardziej wartościowa od Ciebie? Ode mnie, który nie może jej mieć, bo „nie ta liga kolego”? Podejrzewam, że tak właśnie się czuje, bo jakie ego musi mieć atrakcyjna, młoda kobieta, do której mężczyźni pukają drzwiami i oknami? Słowo klucz: PUKAJĄ, bo z tymi facetami to też jest dobry temat. W listopadzie 2017 relacjonowała story ze swoim „pożal się Boże” skarbem. Wiecie, wielka miłość od pierwszego włożenia wejrzenia. Gościu miał gest, bo na pierwszą randkę zabrał ją na mecz Polska – Meksyk. Miejsca VIP. Mimo to nie wyszło, bo miał kasę i żonkę, która wybaczyła mu każda młodą sikse na boku. I tu nie ma się z czego śmiać, bo ona naprawdę wierzyła w tego chłopa, a biedak rozłożył jej nogi kilka razy i stwierdził, że jednak jej nie kocha, bo żona to i ugotuje i posprząta, a i dzieci do szkoły ogarnie. Na szczęście Anka miała twardą dupę, bo jej życie wiele razy odbiło się od kutasa. Miała też charakter, bo po dwóch tygodniach tuż pod koniec listopada pokazywała się z jakimś Patrykiem. Patryk, przyjacielem od wsadzania. Gość był trenerem personalny z dużej warszawskiej sieci siłowni McFit. Skurwysyńsko duży brunatny miś ze świetnie wyregulowanymi brwiami, który w wolnych chwilach lubił wygrzewać futerko w solarium. Niby skurwysyn, ale wiesz – taki z klasą. Tani Armani, zawsze „zastaw się, ale postaw się” i pokaż ile pociągnie Twoje audi… to wzięte w kredycie oczywiście. Nie wiem, co Anka widziała w tym Kenie? Duże ramiona, kilka tatuaży i zbyt mała koszula, która dość śmiesznie prezentowała się w zestawie z białymi spodniami, tak ciasnymi, że jego jaja to musiały się czuć jak kury w chowie klatkowym. Słodkie panie, zapamiętajcie moje słowa – przyjaźń, przyjaźnią, ale tak to bywa w życiu, że przyjaciół nie wybieramy sami, a wybiera nam ich czas. W przeciwnym razie to się nie udaje, tak jak w przypadku Patryka. Okazało się, że ją wykorzystał. Nie wiem, o co tam poszło, ale podobno na odchodne dostała od niego zdjęcie, jak trzyma już za włosy inna pusie, która aktualnie miała jego miłość w ustach, a później pewnie w dupie. I niby nic, bo dzisiaj to wszystkiego można się spodziewać po facetach, ale gdy jego ego dopisało przy tym zdjęciu komentarz pt. „Ty już tego nie zrobisz” to pomyślałem, że ten kolo miał jaja, charakter i nieuleczalne upośledzenie.

I widzicie, dużo można by pisać, bo takie to właśnie szczęście w nieszczęściu miała Anka.

Jeśli chcesz się dowiedzieć jak dalej toczy się jej życie to zacznij obserwować ją na Istagramie. Może Twoja Anka będzie miała na imię Kaśka, Aneta, Sylwia czy Marta. Jak zwał tak zwał, od razu rozpoznasz po zdjęciach.

I po co dzisiejszy wpis?
A po to, żebym mógł zapytać publicznie:

Co i komu się popierdoliło w głowie?

Dlaczego tak wiele młodych, fajnych, pięknych i często naprawdę nie głupich dziewczyn, coraz częściej doszukuje się swojej atrakcyjności w lajkach od facetów, którzy oglądają ich zdjęcia, nie po to, aby je poznać, ale po to, żeby mieć wytrysk w ich pochwach? Dlaczego tak trudno stanąć im na straży swojej intymności? Dlaczego tak tanio sprzedają swoją prywatność? Uprawiają internetowy ekscepcjonalizm?
Pytam, bo uważam, że niektóre rzeczy mogłyby zostawić dla ich przyszłego partnera, ukochanego chłopaka czy męża. Tymczasem wszystko co mają wystawiają na sprzedaż, a przecież nie sztuką jest uwieść faceta dupą, w czasach gdy banda kolesiowców potrzebuje tylko miejsca. Serio taką jedną i drugą zadowoli substytut szczęścia osiągnięty wypiętym tyłkiem? Czy nie lepiej układałoby im się w życiu, gdyby były bardziej niedostępne i pracowały przede wszystkim nad charakterem i nad tym, aby być lubianym przez innych? Lubianym, ale nie przez atencję, która sprowadza wszystko do postów o nowych butach, przypadkowych selfie na tle drogich gadżetów, wyszukanych metek i talerzy pełnych krabów, gdzieś na Dominikanie – 3 razy w roku? Ludzie nie lubią chwalenia się. To ich drażni. I owszem zazdroszczą takiej Ance, a to wystarczający powód, aby przykleić jej łatkę głupiej zdziry.

Po co instagramowym atencjuszkom przesadnie umalowane twarze i dawanie dupy w zamian za drogie żarcie, wycieczki i sobotnie popołudnie z gościem, dla którego są tylko jedną z wielu opcji? Co im po tym skoro ludzie ich nie lubią, bo ich ego, arogancja i pozorna pewność siebie, są wystarczająco odpychająca? Zwłaszcza kiedy czują się lepsze, będąc utrzymywanymi przez żonatych kolesi, budując swoją wartość ilością lajków na instagramie i żebrząc o jakieś durne herbaty, cateringi i ciuszki otrzymywane od firm w barterze za reklamę.

Rozumiem, że presja na idealny wygląd stała duża, ale faktu, że tępe dzidy, biegają i poprawiają, co się tylko da, już nie rozumiem. Wiecie co mam na myśli. Ile takich koleżanek wyglądało całkiem spoko, aby później przybliżyć się wyglądem do wynaturzonego karpia? Ile z nich nie pomyślało, że jak narysuje sobie brwi za wysoko, to będzie wyglądała jak człowiek, który wiecznie się dziwi? Przecież normalni ludzie tak nie wyglądają – nie chodzą zdziwieni przez cały dzień. Serio, to ma się podobać współczesnemu facetowi? Temu, który w końcu zacznie szukać tej normalnej, poukładanej żony, a nie obiektu seksualnego do sobotnich wsadów? Serio myślisz, że jak doczepisz sobie włosy, przedłużysz rzęsy, wymalujesz wyzywająco twarz, zrobisz liposukcje brzucha, ud, mózgu, a do tego wypchasz się za dużymi implantami po to, żeby później narzekać, że nie ma prawdziwych mężczyzn, to faceci będzie chcieli wziąć sobie Ciebie za żonę? Księżniczki są fajne tylko na sobotę, kiedy facet chce podbudować sobie ego młodą i atrakcyjną laską. I w sumie to dobrze, że nie zdarzyło Ci się jeszcze wstrzyknąć kwasu w czoło, bo większość tych, którzy zapragną zdobyć Twoje ciało, będzie mogła Cię w nie pocałować zaraz po lodziku. Na pożegnanie, gdy będą chcieli wracać do swoich dziewczyn lub żon. I wybacz, że przekazałem Ci to bez ogródek, że nie dobrałem ładnych słów, ale właśnie tak będą traktowali Cię ludzie, jeśli nie nauczysz się patrzeć dalej, poza niż linię krągłości swojej dupy.

Wartością powinny być szczere chęci i bezinteresowne czyny, a nie przesadny makijaż i chwalenie się drogimi przedmiotami.

O tym kim jesteśmy nie świadczy wygląd, samochód taty czy nowy iPhone. O tym kim jesteśmy świadczy serce i to jak traktujemy drugiego człowieka. A oryginalność? Trzeba mieć w sobie, a nie na sobie. Kilka drogich ciuchów i wystawnych kolacji nie zrobi z Ciebie damy na salony. Zwłaszcza, gdy twierdzisz, że jesteś oryginalna, a pół miasta wygląda tak samo jak Ty – czyli jak jeden chuj, goniąc za tymi samymi (niedościgniętymi) ideałami. Goniąc za nienaturalnymi wyobrażeniami sami robicie sobie krzywdę przez kwestie, na które nie macie wpływu. Stajecie się marionetkami w rękach ciągle zmieniających się trendów ustalanych przez gejowskie lobby mające tylko jeden cel – aby wycisnąć z Was jak najwięcej szmalu. Nie tak dawno temu nasze matki mogły być piękne i kobiece bez tej całej współczesnej szopki. Wystarczyła wyprasowana sukienka i czerwona szminka, a nie Gucci z aliexpress, poprawiane usta i photoshop, który ma załatwić całą resztę. Młodość jest piękna sama w sobie. Naturalność i zdrowe podejście do świata, również.

Tymczasem dochodzimy do czasów, w których to przyszłe panny młode faszerują się lekami, aby wejść w ślubne kiecki, jakby zapomniały, że to nie one powinny pasować do kiecek, a kiecki do nich. Miej swój rozum. Ten, którego nie miały kilka lat temu te wszystkie laski dziarające sobie tribale nad tyłkiem. Miej rozum, którego nie miały te wszystkie wytapetowane laleczki robiące dzióbek do zdjęć. Miej swój rozum, sięgający trochę dalej, niż zniżanie się do poziomu nakładania sobie na twarz snapchatowego filtra psa. Miej rozum, bo oryginalność trzeba mieć w sobie, a nie na sobie, w przeciwnym razie, mimo tego, że urodziłyście się oryginalne, to teraz, pozdychacie jako czyjeś kopie, udając, że idealnie radzicie sobie z udawaniem, że jest idealnie. Zacznijcie przyglądać się poczuciu własnej wartości, uwolnijcie się od gówno wartych lajków i przedmiotów, które jutro przestaną imponować ludziom, którzy tak naprawdę mają Was w dupie. Nie musicie za wszelką cenę udowadniać nam, że macie idealne życie. Zamiast tracić na to czas, wyjmijcie głowy sprzed telefonów, skończcie napierdalać zdjęcia swoim psom i zacznijcie poświęcać czas na rzeczy, które są tego wartę. Zacznijcie, bo jutro dotrze do Was, że tak naprawdę jesteście w czarnej dupie. Inni będą mieli szczere i poukładane życie z wartościowymi ludźmi, a Wy dopiero będziecie zamierzały w to wchodzić – trochę za późno. Otwórzcie oczy i zejdź na ziemię, bo raczej nikt nie chce dzielić życia z księżniczkami z manierami, które tak naprawdę poza drogimi fluidami i zdjęciami psów nie ma nic do zaoferowania. Cycki też mają mądre, ładne, NATURALNE i skromne dziewczyny, które nie leczą kompleksów lajkami. Pomyślcie jak w trosce szanować ludzi i zapisywać się w ich szczerym „dziękuję”. Pomyślcie po to, aby nie skończyć z byle kim lub same – w wieku 30 lat, gdzie już nikt nie będzie miał czasu i chęci na zwracanie uwagi na to ile macie lajków pod zdjęciami – czy wasz sweterek jest z Burberry Collections czy z H&Mowej wyprzedaży. Na wasze miejsce zaraz przyjdą młodsze, lepsze i ciekawsze, i też będą na chwilę – jak byłyście Wy.

Jedyne, co na tym świecie nie ma granic, to głupota ludzka.

I zmorą dzisiejszych czasów stał się fakt, że ta głupota zabrała się do myślenia. Dlatego też dziewczyny zakochują się przez to, co słyszą, a faceci zakochują się przez to, co widzą. Dlatego dziewczyny się malują, a faceci kłamią. I to wystarczający powód, żeby nie kreować się na ideał za wszelką cenę, a skupić się na prawdziwym sobie – w sobie. Będąc wieczną księżniczką tak naprawdę, wiecznie będziesz nikim i z nikim. Lepiej bądź sobą i skup się na kimś kto będzie widział w Tobie ideał, ale idealny dla siebie, a nie dla innych.

Gdy to zrozumiecie, zobaczycie nagle, że wszystko, co w życiu cenne i prawdziwe, mieliście przy sobie od zawsze. Nagle zrozumiecie, że do bycia szczęśliwą będzie Wam potrzebna zwykła ławka w parku, garstka wiernych przyjaciół i mężczyzna, który nie będzie musiał być wynaturzoną wersją Bratta Pitta, tylko zwykłym gościem, kochającym i szanującym przede wszystkim każdy skrawek Twojej duszy – a dopiero później ciała. I oczywiście ludzie oceniają „książki po okładce”, ale gdy znajdziesz w tym wszystkim zdrowy rozsądek, to nagle się okaże, że chętnie przy Tobie się zatrzymają, aby sięgnąć w Ciebie głębiej – do Twojego serca i duszy. I owszem, pierwsze wrażenia bywają mylące, ale żeby przeczytać książkę potrzeba czasu. Tak samo, aby poznać wnętrze drugiej osoby. Zrób wszystko, aby ktoś pokochał Ciebie taką, jaką jesteś i nigdy nie pozwól, aby ktoś decydował, o tym jaka powinnaś być.

„Czytałem książki o starych
Legendach i mitach
Achilles i jego złoto
Herkules i jego dary
Opanowanie Spidermana
I pięści Batmana
A ja oczywiście nie widzę siebie na tej liście”

 Hej, na moim blogu będą pojawiały się wpisy z czerwonym znaczkiem przy nazwie. Są to wpisy zastrzeżone hasłem, które możesz otrzymać tylko i wyłącznie stając się moim Patronem. Jak zostać Patronem Kobusa? Dlaczego to kosztuje tyle co tabliczka czekolady? Co za to otrzymasz? Po co mi Twoje pieniądze? Dowiedz się, klikając tutaj: https://patronite.pl/kobus

Komentarze

Powrót na stronę główną