Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Kiedy zdrada staje się kurestwem? (Do czego prowadzi kłamstwo?)

Zwiń to zdjęcie

Co przychodzi Wam na myśl kiedy pada słowo ZDRADA?

Pytam, bo domyślam się, że macie najróżniejsze doświadczenia i zdanie, które i tak pewnie dziesięć razy zmienicie na widok bonusów skrywanych w majtkach nieswojego partnera. Ale spoko, wszyscy przecież popełniamy błędy – niektórzy raz, a inni co parę dni od nowa, kiedy twierdzą, że muszą zostać dłużej w robocie, aby nadrobić zaległości… w orgazmach.

I ja to rozumiem, śmiem nawet twierdzić, że zdrada w dzisiejszych czasach, to tylko konsekwencja małżeństwa. Małżeństwa matołów, którzy jakby nie chcieli zauważyć, że związek to ciągła praca na pełny etat – a nie koniecznie status na fejsie i wykorzystanie pierwszej lepszej okazji na zawinięcie się w trzytygodniową pościel z kory faceta poznanego na tinderze lub zapach satynowej koszuli nocnej Pani z zakładu ubezpieczeń.

I możemy się usprawiedliwiać – bo partner nie doceniał, więc zdradziłam go z miłości. Bo mam dość bycia drwalem, który raz na dwa tygodnie porżnie sobie od łaski leżący jak kłoda… nieprzycięty świerk. I milion innych powodów, które zamykamy w pseudo mądrych statystykach, które krzyczą, że 70% małżeństw dopuszcza się zdrady.

I naprawdę się tym nie przejmuję – bo to wasza sprawa po czyich skaczecie łóżkach i w jakich relacjach tkwicie, ale kiedy przychodzi mi czytać takie wiadomości jak ta poniżej, to kończy się u mnie głupie śmieszkowanie i zaczyna współczucie, że ludzie za nic mają wartości, które powinny charakteryzować coś co wszyscy nazywamy miłością i związkiem.

Przeczytajcie.

„Hej Kobus. A masz może dobrą radę na męża o ponad 10 lat starszego, który jest świetnym ojcem i przyjacielem? Pozwala mi się wyszaleć… W takim stopniu ze podał mnie na tacy swojemu przyjacielowi, a ja „wpadłam” po uszy.

Od 3 lat wiodę podwójne życie, bo muszę. Mam z mężem dziecko, które jest jego, a drugi syn, który urodził się pod koniec tamtego roku jest dzieckiem jego przyjaciela. Mój mąż o tym nie wie i chowa dwójkę jak swoje. „Przyjaciel” od trzech lat próbuje się ogarnąć i stworzyć dom dla mnie i dla dzieci… chociaż coś nie wychodzi, bo spotykamy się po hotelach prawie co tydzień. Dziecko czasem weźmie do siebie do rodziny na parę dni. Mały jeszcze nie mówi, więc problemu nie ma… jeszcze. Mężowi mówię że syna oddaje przyjaciółce, której płace za opiekę. I co Ty na to Kobus? Powiesz mi że to moja wina? No ja uważam że moja, ale nie tylko. Jak ja mam to wszystko rozwiązać? Obecnie czuje się jak w jakiejś kiepskiej telenoweli. Podkreślam, choć może się tłumacząc, że mąż przestał mnie kochać już dawno. Takie mam odczucie, dlatego pozwoliłam sobie na romans. I tak to się ciągnie już parę lat. Przyjaciel natomiast wiele obiecuje. Słyszę od niego wiele pięknych słów, których nigdy nie usłyszałem od męża… jednak na tym się kończy. Moja sytuacja jest beznadziejna i kompletnie nie wiem gdzie mnie doprowadzi.”

Moja droga…

Jesteś dorosła, więc śmiem twierdzić, że liczysz się z konsekwencjami swoich decyzji – zwłaszcza, że jesteś jedyną osobą, do której możesz mieć ew. pretensję. Jednak czy masz? Nie zamierzam Cię karmić fajnie brzmiącymi frazesami, chcę jednak postawić kilak głuchych pytań, po których każdy z nas wróci do swoich wieczornych obowiązków. Jest to dla mnie o tyle ważne, że chciałbym zrozumieć, jak można było tak bardzo zjebać…  komuś życie.

Bo niestety – zjebałaś, w momencie kiedy pozwoliłaś włożyć sobie obrączkę na palec. Po co? Bo długo z nim byłaś? Bo bałaś się, że nikogo lepszego już nie spotkasz? Bo mieliście wspólny kredyt na mieszkanie? Bo miałaś nadzieję, że się zmieni na lepsze? Bo rodzina, dzieci? Wspólna przeszłość? Po co to całe pierdolenie, po co małżeństwo? Kiedy nie potrafisz dotrzymać danego słowa, postarać się i zadbać o absolutne fundamenty Twojego związku? Po co Ci druga osoba obok, kiedy nie potrafisz się postawić na jej miejscu? Po co Ci związek kiedy nie potrafisz szczerze rozmawiać, bo bardziej interesujące okazuje się jeżdżenie po hotelach? Jakie pozostały Ci wartości – jeśli kiedyś mówiłaś o sobie szczera, bezpośrednia, wierna i radosna? Jaka więc jesteś dzisiaj, kiedy prowadzisz podwójne życie? Jak wygląda kobieta, która zatraciła się w kłamstwie, wykazała się brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności i strachem przed konsekwencjami swoich czynów? Pytam Cię o to wszystko, bo w twojej sytuacji już nie chodzi o zdradę, ale o fakt, że przez tchórzostwo byłaś w stanie oszukać w najbardziej perfidny sposób osobę, która Ci ufa. Twój mąż zapewne niczego się nie domyśla, a niestety żyje na chwiejnym gruncie w domku z piasku, który mu postawiłaś. Oparłaś jego rzeczywistość i przyszłość na kłamstwie, które prędzej czy później wyjdzie na jaw i pozbawi go jakiegokolwiek sensu i wiarę. Czy to fair, aby Twoje niedojrzałe czyny odbijały się na osobach trzecich?

Pytam, bo rozumiem sam fakt zdrady – przecież mogłaś przestać kochać, zatracić satysfakcje, nie odnajdywać szczęścia, być emocjonalnie głupia i szereg innych rzeczy, które pchnęły Cię w ramiona innego. Jednak Twoje czyny dziś mają już realny wpływ na życie innych osób (męża, dzieci). Stworzyłaś swojemu facetowi pierdolony matrix, z którego sama jako pierwsza chcesz dać dyla – bo jak stwierdziłaś „Przyjaciel od trzech lat próbuje się ogarnąć i stworzyć dom dla mnie i dla dzieci”. I to jest w tym wszystkim kurestwem, bo niezależnie od wszystkiego ludzie zasługują na prawdę – chociażby ze względu na wspólną przeszłość, dzieci, dla których już do końca życia oboje będziecie rodzicami. Tymczasem, przygotowałaś dla niego przykrą niespodziankę.

Myślisz, że wszystko jest w porządku, bo od trzech lat trzymasz rodzinkę w komplecie z nadzieją na to, że kochanek w końcu się ogarnie (a nie ogranie, zapewniam Cię) i wtedy będziesz mogła sobie tak po prostu odejść. Czy naprawdę jesteś na tyle bezwzględna, aby wdeptać w ziemię drugą osobę? W jednej chwili odebrać mu wszystko co w ma dla niego jakąkolwiek wartość i jest jego sensem życia? Być może jesteś w stanie to sobie wyobrazić, bo nie podejrzewasz jak wielki ból psychiczny mu sprawisz. Ból który będzie do niego wracał każdego dnia, po to, aby zabijać go od nowa, bez przerwy.

Właśnie tego nie potrafię i chyba nie chcę zrozumieć.

Bo owszem, mogłaś się pogubić – skłamać raz, później drugi, itd. ale kombinować jak z tego uciec i co najgorsze, dalej trwać przy mężu tylko dlatego, że Twój przyjaciel ma Cię za pojemnik na nasienie i nie potrafi się określić jak odpowiedzialny, dojrzały facet? A Ty głupia i naiwna po trzech latach ruchania, masz nadal nadzieję na pierścionek i klucze do nowego mieszkania? Nie wiem w jakim świecie żyjesz, w co wierzysz i na co liczysz, ale wiedz tylko tyle – masz prawo romansować i zmarnować swoje życie, ale nie powinnaś marnować życia osobie, która sobie na to nie zasłużyła. Niezależnie od tego czy Twój mąż się starał czy Cię nudził. Decydowanie o jego życiu, nie powinno leżeć w Twoich rękach. Chłop być może miałby możliwość znaleźć kobietę, która go szczerze i bezwarunkowo pokocha, ale musi trwać w fikcji, który mu stworzyłaś. W świecie, gdzie on i jego dzieci wierzą w szczęśliwa rodzinę, która nie istnieje. W świecie, gdzie największym problemem jest fakt, że Oni NIE SĄ wszystkim czego chcesz.

Jak sama napisałaś – Twój mąż to w gruncie rzeczy dobry facet – jednak nie potrafisz zaakceptować, że zbyt oczywisty, zapracowany i nudny. Myślę jednak, że to można mu wybaczyć, bo nie każdy jest na tyle dojrzały emocjonalnie, aby potrafić nieustannie dbać o partnera. Tak samo jak nie każdy jest w stanie otwarcie powiedzieć o swoich oczekiwaniach i o tym co można zrobić lepiej, aby wspólne trwanie było najpiękniejsza podróżą – najlepszych przyjaciół.

W którym momencie się zgubiłaś? Czy wina leży w Tobie czy w czasach, w których wszystko jest na chwilę? W czasach, gdzie zdrada stała się pospolita, a przyznanie się do błędu urosło do rangi adekwatnej z aktem rewolucji. Dziś ludzie nie potrafią się skupić na jednej osobie, więc w moim mniemaniu nie są warci żadnej.

I tutaj chodzi o absolutne fundamenty partnerstwa, które powinno cechować się prawdą, empatią i sprawiedliwym traktowaniem. Jeśli kogoś kochasz, to z nim jesteś na dobre i na złe – nie czyniąc mu tego co tobie nie miłe. Jeśli ktoś Cię unieszczęśliwia i nie potrafisz lub nie chcesz pracować nad waszą relacją, to puść ten związek wolno – ale nie baw się w Boga kreując partnerowi przykry finał życia, w które obecnie wierzy. Chociażby ze względu na to co kiedyś między Wami było – jesteś mu winna prawdę i szansę na to, aby jeszcze ułożył sobie życie z osobą, która pokocha go bezwarunkowo – skoro ty nie potrafisz. To nazywa się sprawiedliwością, której brakło Ci trzy lata temu. To nazywa się obowiązkiem człowieka, który nie jest tchórzem i potrafi wziąć na klatę wszystkie konsekwencję swoich czynów. To nazywa się sumieniem, które prędzej czy później odezwie się, gdy na starość przyjdzie spojrzeć Ci w lustro.

Przestań kazać mu wierzyć w idealny świat fikcji, który mu stworzyłaś. Skończ marnować jego czas (życie) – bo robisz to, każdej nocy kiedy przy nim zasypiasz, tylko dlatego, że nie masz pewności czy kochanek Cię nie wykiwa, a nie chcesz przecież zostać sama.

I owszem – prawda boli, szczerość rani, a kłamstwo uzależnia, ale najgorszym kurestwem jest egoizm (wynikający ze strachu przed przyznaniem się do błędu). Bo trzeba nie mieć serca i godności, aby doszczętnie rujnować życie osobie, którą niegdyś się kochało, kiedy doskonale zdajesz sobie sprawę, że ona zasługuje na znacznie więcej niż… Twój strach przed samotnością.

Wyciągnijcie z tego lekcje drodzy czytelnicy – jeśli macie odwagę sprzedać czyjeś zaufanie w zamian za poboczny orgazm, to miejcie też odwagę na prawdę, która prędzej czy później i tak Was dosięgnie – jak nie w życiu, to w sumieniu.

„I ja wiem, że on wie, że jestem niewierna
I to go zabija od środka –
Świadomość, że jestem szczęśliwa z innym facetem
Widzę jak umiera…
Nie chcę tego robić już więcej
Nie chcę być powodem tego, że za każdym razem,
gdy wychodzę przez drzwi
Widzę go jeszcze bardziej martwego wewnątrz
Nie chcę go ranić już więcej
Nie chcę zabierać jego życia
Nie chcę być…
Morderczynią”

Komentarze

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

The Best of:

Sorry. No data so far.

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Kiedy zdrada staje się kurestwem? (Do czego prowadzi kłamstwo?)

Co przychodzi Wam na myśl kiedy pada słowo ZDRADA?

Pytam, bo domyślam się, że macie najróżniejsze doświadczenia i zdanie, które i tak pewnie dziesięć razy zmienicie na widok bonusów skrywanych w majtkach nieswojego partnera. Ale spoko, wszyscy przecież popełniamy błędy – niektórzy raz, a inni co parę dni od nowa, kiedy twierdzą, że muszą zostać dłużej w robocie, aby nadrobić zaległości… w orgazmach.

I ja to rozumiem, śmiem nawet twierdzić, że zdrada w dzisiejszych czasach, to tylko konsekwencja małżeństwa. Małżeństwa matołów, którzy jakby nie chcieli zauważyć, że związek to ciągła praca na pełny etat – a nie koniecznie status na fejsie i wykorzystanie pierwszej lepszej okazji na zawinięcie się w trzytygodniową pościel z kory faceta poznanego na tinderze lub zapach satynowej koszuli nocnej Pani z zakładu ubezpieczeń.

I możemy się usprawiedliwiać – bo partner nie doceniał, więc zdradziłam go z miłości. Bo mam dość bycia drwalem, który raz na dwa tygodnie porżnie sobie od łaski leżący jak kłoda… nieprzycięty świerk. I milion innych powodów, które zamykamy w pseudo mądrych statystykach, które krzyczą, że 70% małżeństw dopuszcza się zdrady.

I naprawdę się tym nie przejmuję – bo to wasza sprawa po czyich skaczecie łóżkach i w jakich relacjach tkwicie, ale kiedy przychodzi mi czytać takie wiadomości jak ta poniżej, to kończy się u mnie głupie śmieszkowanie i zaczyna współczucie, że ludzie za nic mają wartości, które powinny charakteryzować coś co wszyscy nazywamy miłością i związkiem.

Przeczytajcie.

„Hej Kobus. A masz może dobrą radę na męża o ponad 10 lat starszego, który jest świetnym ojcem i przyjacielem? Pozwala mi się wyszaleć… W takim stopniu ze podał mnie na tacy swojemu przyjacielowi, a ja „wpadłam” po uszy.

Od 3 lat wiodę podwójne życie, bo muszę. Mam z mężem dziecko, które jest jego, a drugi syn, który urodził się pod koniec tamtego roku jest dzieckiem jego przyjaciela. Mój mąż o tym nie wie i chowa dwójkę jak swoje. „Przyjaciel” od trzech lat próbuje się ogarnąć i stworzyć dom dla mnie i dla dzieci… chociaż coś nie wychodzi, bo spotykamy się po hotelach prawie co tydzień. Dziecko czasem weźmie do siebie do rodziny na parę dni. Mały jeszcze nie mówi, więc problemu nie ma… jeszcze. Mężowi mówię że syna oddaje przyjaciółce, której płace za opiekę. I co Ty na to Kobus? Powiesz mi że to moja wina? No ja uważam że moja, ale nie tylko. Jak ja mam to wszystko rozwiązać? Obecnie czuje się jak w jakiejś kiepskiej telenoweli. Podkreślam, choć może się tłumacząc, że mąż przestał mnie kochać już dawno. Takie mam odczucie, dlatego pozwoliłam sobie na romans. I tak to się ciągnie już parę lat. Przyjaciel natomiast wiele obiecuje. Słyszę od niego wiele pięknych słów, których nigdy nie usłyszałem od męża… jednak na tym się kończy. Moja sytuacja jest beznadziejna i kompletnie nie wiem gdzie mnie doprowadzi.”

Moja droga…

Jesteś dorosła, więc śmiem twierdzić, że liczysz się z konsekwencjami swoich decyzji – zwłaszcza, że jesteś jedyną osobą, do której możesz mieć ew. pretensję. Jednak czy masz? Nie zamierzam Cię karmić fajnie brzmiącymi frazesami, chcę jednak postawić kilak głuchych pytań, po których każdy z nas wróci do swoich wieczornych obowiązków. Jest to dla mnie o tyle ważne, że chciałbym zrozumieć, jak można było tak bardzo zjebać…  komuś życie.

Bo niestety – zjebałaś, w momencie kiedy pozwoliłaś włożyć sobie obrączkę na palec. Po co? Bo długo z nim byłaś? Bo bałaś się, że nikogo lepszego już nie spotkasz? Bo mieliście wspólny kredyt na mieszkanie? Bo miałaś nadzieję, że się zmieni na lepsze? Bo rodzina, dzieci? Wspólna przeszłość? Po co to całe pierdolenie, po co małżeństwo? Kiedy nie potrafisz dotrzymać danego słowa, postarać się i zadbać o absolutne fundamenty Twojego związku? Po co Ci druga osoba obok, kiedy nie potrafisz się postawić na jej miejscu? Po co Ci związek kiedy nie potrafisz szczerze rozmawiać, bo bardziej interesujące okazuje się jeżdżenie po hotelach? Jakie pozostały Ci wartości – jeśli kiedyś mówiłaś o sobie szczera, bezpośrednia, wierna i radosna? Jaka więc jesteś dzisiaj, kiedy prowadzisz podwójne życie? Jak wygląda kobieta, która zatraciła się w kłamstwie, wykazała się brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności i strachem przed konsekwencjami swoich czynów? Pytam Cię o to wszystko, bo w twojej sytuacji już nie chodzi o zdradę, ale o fakt, że przez tchórzostwo byłaś w stanie oszukać w najbardziej perfidny sposób osobę, która Ci ufa. Twój mąż zapewne niczego się nie domyśla, a niestety żyje na chwiejnym gruncie w domku z piasku, który mu postawiłaś. Oparłaś jego rzeczywistość i przyszłość na kłamstwie, które prędzej czy później wyjdzie na jaw i pozbawi go jakiegokolwiek sensu i wiarę. Czy to fair, aby Twoje niedojrzałe czyny odbijały się na osobach trzecich?

Pytam, bo rozumiem sam fakt zdrady – przecież mogłaś przestać kochać, zatracić satysfakcje, nie odnajdywać szczęścia, być emocjonalnie głupia i szereg innych rzeczy, które pchnęły Cię w ramiona innego. Jednak Twoje czyny dziś mają już realny wpływ na życie innych osób (męża, dzieci). Stworzyłaś swojemu facetowi pierdolony matrix, z którego sama jako pierwsza chcesz dać dyla – bo jak stwierdziłaś „Przyjaciel od trzech lat próbuje się ogarnąć i stworzyć dom dla mnie i dla dzieci”. I to jest w tym wszystkim kurestwem, bo niezależnie od wszystkiego ludzie zasługują na prawdę – chociażby ze względu na wspólną przeszłość, dzieci, dla których już do końca życia oboje będziecie rodzicami. Tymczasem, przygotowałaś dla niego przykrą niespodziankę.

Myślisz, że wszystko jest w porządku, bo od trzech lat trzymasz rodzinkę w komplecie z nadzieją na to, że kochanek w końcu się ogarnie (a nie ogranie, zapewniam Cię) i wtedy będziesz mogła sobie tak po prostu odejść. Czy naprawdę jesteś na tyle bezwzględna, aby wdeptać w ziemię drugą osobę? W jednej chwili odebrać mu wszystko co w ma dla niego jakąkolwiek wartość i jest jego sensem życia? Być może jesteś w stanie to sobie wyobrazić, bo nie podejrzewasz jak wielki ból psychiczny mu sprawisz. Ból który będzie do niego wracał każdego dnia, po to, aby zabijać go od nowa, bez przerwy.

Właśnie tego nie potrafię i chyba nie chcę zrozumieć.

Bo owszem, mogłaś się pogubić – skłamać raz, później drugi, itd. ale kombinować jak z tego uciec i co najgorsze, dalej trwać przy mężu tylko dlatego, że Twój przyjaciel ma Cię za pojemnik na nasienie i nie potrafi się określić jak odpowiedzialny, dojrzały facet? A Ty głupia i naiwna po trzech latach ruchania, masz nadal nadzieję na pierścionek i klucze do nowego mieszkania? Nie wiem w jakim świecie żyjesz, w co wierzysz i na co liczysz, ale wiedz tylko tyle – masz prawo romansować i zmarnować swoje życie, ale nie powinnaś marnować życia osobie, która sobie na to nie zasłużyła. Niezależnie od tego czy Twój mąż się starał czy Cię nudził. Decydowanie o jego życiu, nie powinno leżeć w Twoich rękach. Chłop być może miałby możliwość znaleźć kobietę, która go szczerze i bezwarunkowo pokocha, ale musi trwać w fikcji, który mu stworzyłaś. W świecie, gdzie on i jego dzieci wierzą w szczęśliwa rodzinę, która nie istnieje. W świecie, gdzie największym problemem jest fakt, że Oni NIE SĄ wszystkim czego chcesz.

Jak sama napisałaś – Twój mąż to w gruncie rzeczy dobry facet – jednak nie potrafisz zaakceptować, że zbyt oczywisty, zapracowany i nudny. Myślę jednak, że to można mu wybaczyć, bo nie każdy jest na tyle dojrzały emocjonalnie, aby potrafić nieustannie dbać o partnera. Tak samo jak nie każdy jest w stanie otwarcie powiedzieć o swoich oczekiwaniach i o tym co można zrobić lepiej, aby wspólne trwanie było najpiękniejsza podróżą – najlepszych przyjaciół.

W którym momencie się zgubiłaś? Czy wina leży w Tobie czy w czasach, w których wszystko jest na chwilę? W czasach, gdzie zdrada stała się pospolita, a przyznanie się do błędu urosło do rangi adekwatnej z aktem rewolucji. Dziś ludzie nie potrafią się skupić na jednej osobie, więc w moim mniemaniu nie są warci żadnej.

I tutaj chodzi o absolutne fundamenty partnerstwa, które powinno cechować się prawdą, empatią i sprawiedliwym traktowaniem. Jeśli kogoś kochasz, to z nim jesteś na dobre i na złe – nie czyniąc mu tego co tobie nie miłe. Jeśli ktoś Cię unieszczęśliwia i nie potrafisz lub nie chcesz pracować nad waszą relacją, to puść ten związek wolno – ale nie baw się w Boga kreując partnerowi przykry finał życia, w które obecnie wierzy. Chociażby ze względu na to co kiedyś między Wami było – jesteś mu winna prawdę i szansę na to, aby jeszcze ułożył sobie życie z osobą, która pokocha go bezwarunkowo – skoro ty nie potrafisz. To nazywa się sprawiedliwością, której brakło Ci trzy lata temu. To nazywa się obowiązkiem człowieka, który nie jest tchórzem i potrafi wziąć na klatę wszystkie konsekwencję swoich czynów. To nazywa się sumieniem, które prędzej czy później odezwie się, gdy na starość przyjdzie spojrzeć Ci w lustro.

Przestań kazać mu wierzyć w idealny świat fikcji, który mu stworzyłaś. Skończ marnować jego czas (życie) – bo robisz to, każdej nocy kiedy przy nim zasypiasz, tylko dlatego, że nie masz pewności czy kochanek Cię nie wykiwa, a nie chcesz przecież zostać sama.

I owszem – prawda boli, szczerość rani, a kłamstwo uzależnia, ale najgorszym kurestwem jest egoizm (wynikający ze strachu przed przyznaniem się do błędu). Bo trzeba nie mieć serca i godności, aby doszczętnie rujnować życie osobie, którą niegdyś się kochało, kiedy doskonale zdajesz sobie sprawę, że ona zasługuje na znacznie więcej niż… Twój strach przed samotnością.

Wyciągnijcie z tego lekcje drodzy czytelnicy – jeśli macie odwagę sprzedać czyjeś zaufanie w zamian za poboczny orgazm, to miejcie też odwagę na prawdę, która prędzej czy później i tak Was dosięgnie – jak nie w życiu, to w sumieniu.

„I ja wiem, że on wie, że jestem niewierna
I to go zabija od środka –
Świadomość, że jestem szczęśliwa z innym facetem
Widzę jak umiera…
Nie chcę tego robić już więcej
Nie chcę być powodem tego, że za każdym razem,
gdy wychodzę przez drzwi
Widzę go jeszcze bardziej martwego wewnątrz
Nie chcę go ranić już więcej
Nie chcę zabierać jego życia
Nie chcę być…
Morderczynią”

Komentarze

Powrót na stronę główną