Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Skończ powtarzać „jakoś to będzie” – dorośnij.

Zwiń to zdjęcie

Jakiś czas temu pisałem, że kobiety czują presję i niepisany społeczny obowiązek ułożenia swojego życia do 30 roku życia. Dziś dodałbym jeszcze do tego, że po trzydziestce każdy kolejny rok należy liczyć jak cztery – dokładnie jak u Twojego słodkiego yorka. Szowinistyczne? Być może, ale akcje kobiecej seksualności wraz z wiekiem lecą na łeb i szyję, bo faceci zaczynają oglądać się za młodszymi koleżankami, które mają jędrniejsze cycki, uda bez celolitu i mniej sprecyzowane oczekiwania.

I za ten wpis należy podziękować pewnej Pani, która zaczepiła mnie w drodze do pracy skromnym „czy Ty czasami nie prowadzisz bloga dla kobiet?”. Bloga dla kobiet? Nic mi o tym nie wiadomo – to raczej kobiece historię prowadzą mnie, zwłaszcza, że sama właśnie stajesz się fundatorem dzisiejszego wpisu.

Dziewczyna na pierwszy rzut oka śmiała, wesoła i poukładana. Wysoka blondynka. Śliskie niebieskie oczy i niezłe wyczucie stylu, które nie ogranicza się do wycieranych jeansów i balerin z ubiegłego sezonu. Myślę, że z taką prezencją nie powinna mieć żadnego problemu, aby zainteresować sobą mężczyzn – ba, na pewno jest w fajnym związku z facetem, który jej pilnuje. I próbuję utwierdzić się w tym przekonaniu, aż do momentu kiedy nie dowiaduje się, że za miesiąc obchodzi trzydzieste urodziny, a za pół roku wychodzi za mąż i jak sama mówi „Od siedmiu lat jestem z facetem, z którym nie widzę swojej przyszłości, ale chciałabym mieć dzieci, więc może jakoś to się poukłada po ślubie.” Słucham i nie wierzę, a wyraz moje twarzy jest co najmniej taki jakby niespodziewanie przy wszystkich wywaliła piersi. Pytam zatem jak wyglądało ostatnie dziesięć lat jej życia.

I bez zaskoczenia – typowa historia, charakterystyczna dla mojego pokolenia.

Od 18 roku życia pracowała jako ekspedientka w sklepie z ciuchami, którego nazwa zaczyna się na H, a kończy na M. W między czasie dwa poważne związki. Studia (praca społeczna), które tak właściwie wcale jej nie cieszyły, bo w tamtym czasie jeszcze nie wiedziała co chce robić w życiu, ale jak rodzice płacili to wypadało skończyć. Do 25 roku życia mieszkała ze starymi, teraz wynajmuje z chłopakiem skromne m2. Jeździ na nartach. Trenowała też taniec przez 3 lata, ale nie ma na to już czasu. Osiągnięcia? W sumie to bez większych. Raz była na wakacjach na Rodos z przyjaciółkami, a w tamtym roku z nadgodzin udało jej się kupić iphona szóstkę. Robi zajebiste zdjęcia. Dalsze plany? Jakoś to będzie, się zobaczy.

– Następna stacja?
– Nie moja droga, wysiadam na tej, ale klikaj mi tam, ok? – śmieje się i narzekam, że za mało mi lajkuje.
Wysiadam.

Ewelina była sympatyczną, gadatliwą bestią, z którą pewnie nie tylko ja mógłbym iść na kolę. Wiecie, taka typowa dziewczyna z sąsiedztwa, z którą można pogadać o wszystkim i o niczym, a następnie grzecznie cmoknąć w policzek i odprowadzić na autobus. Jednak było mi jej żal – widziałem ją w myślach, jak wieczorem, gdy on już śpi, parzy sobie ziółka i tęskni za wszystkim czego przy nim nie zrobi. A niestety – jeśli osoba, z która jesteście nie ma ambicji i Was nie motywuje, to będzie Was nieświadomie ściągała w dół. I tak było w jej przypadku..

Niby młoda, a jak starzec. Nie sama, a samotna, bo wystarczyło spojrzeć jej głęboko w oczy, aby wiedzieć, że samotność już dawno weszła jej w krew.

Czy powinienem się jej dziwić? W końcu łatwo motywować i serwować tą chujową gadke o zmianie życie „od tak”. A to przecież nie takie proste (choć konieczne), zwłaszcza dla kobiet, które są tuż przed 30 i nagle jest im dane słyszeć disco polo, i zaczyna się weselna gra w krzesła. Znacie to? Wuj wymiotuje bimbrem za swojskim kątem, włącza się muzyka, a uśmiechnięte towarzystwo zapomina o kredytach biegając bezmyślnie wokół ustawionych na środku krzeseł. Kiedy muzyka gaśnie, wszyscy zajmują miejsca i nagle okazuje sie, że jako jedyna stoisz. A nie chcesz stać – dlatego układasz sobie życie z tym, który stał obok Ciebie, najbliżej tuż przed trzydziestką. Ewelina stała od 7 lat. Przy facecie, który nie miał zbyt dużo czasu dla niej, bo „praca” a jak był w domu, to narzekał, że chcę odpocząć, bo jest ujebany robotą… i znikał z kumplami lub oglądał amerykańskie seriale. I tak gdzieś w tej beznadziei rozminęły się ich priorytety i złamała się przysięga gówniarzy. Mijały dni, miesiące, lata, podczas których ona wychodziła z siebie i żyła od niechcenia, łudząc się, że coś się zmieni i jeszcze będzie kolorowo.

A nie będzie, niestety.

Dziś nie tylko związki, ale i życie stało się dla młodych jak fastfoody – tanie, szybkie i niewystarczające, aby ostać się przy jedne wartościowej kanapce. I w takich tanich knajpach zostawiamy młodość – przepijając ją w Starbucksach i zajadając w Makach. Dziś wszystko zaczyna się później – później idziemy do pracy, która na dłuższa metę nie okaże się tą wymarzoną. Później zawieramy małżeństwa w myśl, że tak trzeba – nie będąc do końca pewnym osoby, przy której się budzimy. Później decydujemy się na rodzicielstwo, na które w konsekwencji niewystarczającego życia nie jesteśmy gotowi. Później umieramy – no, ale „jakoś to będzie”. I to całe „później” jest sponsorowane przez rodziców, którzy zapewniają bezpieczne i finansowe schronienie, pomimo tego, że w naszym wieku Oni już dawno byli za siebie odpowiedzialni. Dzisiaj młodzież jest wygodna i przedłuża swoje beztroskie życie jak najdłużej tylko może. Na co liczy? Za cholerę nie wiem.
Przecież marzenia to realne cele z odroczonym terminem realizacji – cele, które się spełnia ambicjami i ciężka pracą. Jeśli Ci się „nie chcę”, to nie dziw się, że z każdym kolejnym dmuchaniem świeczek, twój urodzinowy tort staje się sraczko czekoladowy – tak jest jak podchodzi się do dorosłości od dupy strony.

Jeśli macie jeszcze czas, aby wziąć sprawy w swoje ręce – to nie czekajcie. Dwadzieścia parę lat, to jedyny taki okres w życiu, który będzie miał tak realne konsekwencję w twojej późniejszej przyszłości. To ile włożysz pracy w tym czasie będzie kluczowe dla twojego związku, kariery, rodziny i przyszłości o jakiej snujesz plany – 80% definiujących życie momentów ma miejsce do 35 roku życia!

To bardzo ważne, zwłaszcza, dla ludzi, którzy trwają latami w związkach, których nie czują. Pakujemy się w pułapki, z których nie chcemy wychodzić (mimo doskonałej świadomości, że te relację są bez przyszłości), bojąc się samotności. I nagle błyska światło, masz 30 lat i zaczyna lecieć muzyka – to twój ostatni taniec, właśnie wnieśli krzesła.
Układanie życia to gra o naprawdę wysoką stawkę. Nie wychodźcie za mąż, nie decydujcie się na dzieci, tylko dlatego, że wszyscy już dawno to zrobili. Myślcie wcześniej o tym jak i z kim poukładać sobie życie – bo niezależnie od tego co się mówi – rodzinę się WYBIERA, a nie akceptuję. Nie trwajcie w związkach, których nie jesteście pewne. Nie róbcie tego, bo nie będziecie szczęśliwe, będąc z byle kim.
Lepiej jest być samemu i szukać, niż brać to co jest pod ręką. Ci którzy ugięli się pod presją społeczną – dziś najgłośniej narzekają na swoje małżeństwa i twierdzą, że są nieszczęśliwi. A przecież mieli wybór, jak każdy.

Pracujcie na swoje życie, w trochę bardziej twórczy sposób niż przepierdalanie czasu na ruchanie tinderowych serduszek w prawo i lewo – podczas oglądania trudnych spraw. Bo gdy nie oprzecie swojej codzienności na mocnych fundamentach i zostawicie martwienie się o przyszłość między 30, a 40 rok życia, to staniecie w obliczu ogromnej presji, w której arcy trudne będzie zbudowanie kariery, zamieszkanie w ulubionym mieście, skończenie studiów, znalezienie wartościowego partnera i dorobienie się trójki dzieci. Wszystko staje się trudniejsze po 30 – bo nagle okazuje się, że przespaliśmy ostatnie 10 lat życia, w którym był czas na działanie.

I ku Twojemu zdziwieniu, życie nie polega na ciągłej zabawie – miałeś na to czas, jak rodzice rozsypali Ci klocki lego na dywanie. Miałaś na to czas, jak skakałaś z koleżankami w gumę i prosiłaś kolegę, aby pokazał Ci siusiaka (Wiem, że prosiłaś. Pokazywałem). Teraz przyszedł czas na poszerzanie horyzontów, zajęcie jak najlepszego miejsca i nie oglądanie się na ludzi, którzy nie pozwalają Ci wzlecieć. Szkoda czasu napierdalać na wszystko w koło – chory kraj, ciężkie czasy, egoistyczny partner. Bo być może to wszystko, to po prostu Twoje lenistwo? Wszyscy startujemy z takiej samej pozycji – tylko niektórzy po prostu dłużej zasiedzieli się w Maku.

Wymagaj – od siebie. Oczekuj, że nie ściągniesz majtek przed Kobusem tylko dlatego, że połowa Facebooka by to zrobiła. Oczekuj od siebie że twój partner będzie Ciebie warty. Oczekuj, że pójdziesz z nim przed ołtarz w szczęściu i miłości, a nie frustracji, bo już wszyscy z twojego rocznika mają dzieci.

Wszystko to tylko kwestia wyboru, decyzji – i nie potrzeba do tego specjalnego czasu. Przestań się oszukiwać – skończ z wymówkami, usprawiedliwianiem i wiecznym byciem na „nie”. Zacznij decydować kogo i czego pragniesz i przestań zabijać czas z kimś, kto aktualnie uznał, że nie musi się starać – bo jesteś oczywistością, którą zdobył… na zawsze. Nie daj się definiować przez to czego nie widziałaś, bądź nie zrobiłaś. Dorośnij i wyrośnij z wersji demo, którą byłaś. Zacznij spełniać wymagania na pełną, lepszą wersję siebie.

We współczesnym świecie, kryzys wieku nie jest już utożsamiany z kobiecym romansem z młodym jebaką czy czerwonym cabrio kupionym przez Janusza z brzuchem. Współczesny kryzys, to uświadomienie sobie, że straciłaś młodość, podczas której nic tak naprawdę nie zrobiłaś. Brak fajnej pracy, zaprzepaszczona miłość i puste białe ściany, bez śmiechu dziecka.

Co Ci jeszcze pozostanie?
Lustro? Rozczarowany wzrok, który usłyszy od samotnych ust „Co ja najlepszego zrobiłam? Co ja sobie myślałam 10 lat temu?”

I nie usłyszysz odpowiedzi.
A nawet nie będziesz miała więcej pytań.

Pozostaną Ci tylko puste retrospekcję i może ukryty… żal?

„Jeden przyjaciel wyjechał sprzedawać ubrania, inny pracuje na wybrzeżu
Jeden miał dwoje dzieci, ale żyje sam, innego brat przedawkował
Inny ma już drugą żonę, a jeszcze inny ledwo wiąże koniec z końcem
Ale ci ludzie mnie wychowali i nie mogę się doczekać, aż wrócę do domu
Jestem w drodze, ciągle pamiętam
Te polne drogi, czasy kiedy nie znaliśmy odpowiedzi
I tęsknię za tym jak czułem się dzięki tobie, to było takie prawdziwe
Oglądaliśmy zachody słońca nad zamkiem na wzgórzu
Nad zamkiem na wzgórzu”

kobus_udostepnij

  • Dot

    Świetny wpis!! Naprawdę genialny. Na tyle, że gdybym chciała wpisać tu moje ulubione fragmenty, musiałabym wkleić właściwie większość.

    „jeśli osoba, z która jesteście nie ma ambicji i Was nie motywuje, to będzie Was nieświadomie ściągała w dół. (…) Nie sama, a samotna, bo wystarczyło spojrzeć jej głęboko w oczy, aby wiedzieć, że samotność już dawno weszła jej w krew.” Zgadzam się.

    „Ewelina stała od 7 lat. Przy facecie, który nie miał zbyt dużo czasu dla niej, bo „praca” a jak był w domu, to narzekał, że chcę odpocząć, bo jest ujebany robotą… i znikał z kumplami lub oglądał amerykańskie seriale. I tak gdzieś w tej beznadziei rozminęły się ich priorytety i złamała się przysięga gówniarzy. Mijały dni, miesiące, lata, podczas których ona wychodziła z siebie i żyła od niechcenia, łudząc się, że coś się zmieni i jeszcze będzie kolorowo.” Mój były chłopak też był umęczony robotą i nie miał dla mnie czasu. Dobre jest to, że zobaczyłam w porę, że to się nie zmieni i poszłam własną drogę. Nam też rozminęły się priorytety.

    „nie dziw się, że z każdym kolejnym dmuchaniem świeczek, twój urodzinowy tort staje się sraczko czekoladowy – tak jest jak podchodzi się do dorosłości od dupy strony.” hahaha 😀

    „Wszyscy startujemy z takiej samej pozycji – tylko niektórzy po prostu dłużej zasiedzieli się w Maku.” O tak. A niektórzy nawet w piaskownicy 😉

    „Wymagaj – od siebie. Oczekuj, że nie ściągniesz majtek przed Kobusem tylko dlatego, że połowa Facebooka by to zrobiła. Oczekuj od siebie że twój partner będzie Ciebie warty. Oczekuj, że pójdziesz z nim przed ołtarz w szczęściu i miłości, a nie frustracji, bo już wszyscy z twojego rocznika mają dzieci.

    Wszystko to tylko kwestia wyboru, decyzji – i nie potrzeba do tego specjalnego czasu. Zacznij decydować kogo i czego pragniesz i przestań zabijać czas z kimś, kto aktualnie uznał, że nie musi się starać – bo jesteś oczywistością, którą zdobył… na zawsze. Zacznij spełniać wymagania na pełną, lepszą wersję siebie.”

  • duże Y

    A ja mam trochę problem z tym. Z jednej strony sama uciekłam przed takim małżeństwem w ostatniej chwili i chwała mi za to mimo że do dziś gniję sama, choć w gruncie rzeczy nie jest najgorzej. Anyway mam wrażenie, że trochę za daleko skręciliśmy od ‚małżeństwo jest do końca życia choćby nie wiem co’ do ‚nie pasuje ci to sie rozstań’, gdzieś się gubi rozsądne walczenie o związki, a dziwnym nie jest, że ludzie chcą walczyć skoro już tyle czasu zainwestowali, problem chyba w tym dlaczego walczą, jeśli życie się pozmieniało to warto spróbować się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Tylko mam wrażenie, że coraz cześciej ta walka wynika z tego, że już zaklepaliśmy wakacje, kupiliśmy mieszkanie, zarezerwowaliśmy kapelę i wysłaliśmy zaproszenia…

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Skończ powtarzać „jakoś to będzie” – dorośnij.

Jakiś czas temu pisałem, że kobiety czują presję i niepisany społeczny obowiązek ułożenia swojego życia do 30 roku życia. Dziś dodałbym jeszcze do tego, że po trzydziestce każdy kolejny rok należy liczyć jak cztery – dokładnie jak u Twojego słodkiego yorka. Szowinistyczne? Być może, ale akcje kobiecej seksualności wraz z wiekiem lecą na łeb i szyję, bo faceci zaczynają oglądać się za młodszymi koleżankami, które mają jędrniejsze cycki, uda bez celolitu i mniej sprecyzowane oczekiwania.

I za ten wpis należy podziękować pewnej Pani, która zaczepiła mnie w drodze do pracy skromnym „czy Ty czasami nie prowadzisz bloga dla kobiet?”. Bloga dla kobiet? Nic mi o tym nie wiadomo – to raczej kobiece historię prowadzą mnie, zwłaszcza, że sama właśnie stajesz się fundatorem dzisiejszego wpisu.

Dziewczyna na pierwszy rzut oka śmiała, wesoła i poukładana. Wysoka blondynka. Śliskie niebieskie oczy i niezłe wyczucie stylu, które nie ogranicza się do wycieranych jeansów i balerin z ubiegłego sezonu. Myślę, że z taką prezencją nie powinna mieć żadnego problemu, aby zainteresować sobą mężczyzn – ba, na pewno jest w fajnym związku z facetem, który jej pilnuje. I próbuję utwierdzić się w tym przekonaniu, aż do momentu kiedy nie dowiaduje się, że za miesiąc obchodzi trzydzieste urodziny, a za pół roku wychodzi za mąż i jak sama mówi „Od siedmiu lat jestem z facetem, z którym nie widzę swojej przyszłości, ale chciałabym mieć dzieci, więc może jakoś to się poukłada po ślubie.” Słucham i nie wierzę, a wyraz moje twarzy jest co najmniej taki jakby niespodziewanie przy wszystkich wywaliła piersi. Pytam zatem jak wyglądało ostatnie dziesięć lat jej życia.

I bez zaskoczenia – typowa historia, charakterystyczna dla mojego pokolenia.

Od 18 roku życia pracowała jako ekspedientka w sklepie z ciuchami, którego nazwa zaczyna się na H, a kończy na M. W między czasie dwa poważne związki. Studia (praca społeczna), które tak właściwie wcale jej nie cieszyły, bo w tamtym czasie jeszcze nie wiedziała co chce robić w życiu, ale jak rodzice płacili to wypadało skończyć. Do 25 roku życia mieszkała ze starymi, teraz wynajmuje z chłopakiem skromne m2. Jeździ na nartach. Trenowała też taniec przez 3 lata, ale nie ma na to już czasu. Osiągnięcia? W sumie to bez większych. Raz była na wakacjach na Rodos z przyjaciółkami, a w tamtym roku z nadgodzin udało jej się kupić iphona szóstkę. Robi zajebiste zdjęcia. Dalsze plany? Jakoś to będzie, się zobaczy.

– Następna stacja?
– Nie moja droga, wysiadam na tej, ale klikaj mi tam, ok? – śmieje się i narzekam, że za mało mi lajkuje.
Wysiadam.

Ewelina była sympatyczną, gadatliwą bestią, z którą pewnie nie tylko ja mógłbym iść na kolę. Wiecie, taka typowa dziewczyna z sąsiedztwa, z którą można pogadać o wszystkim i o niczym, a następnie grzecznie cmoknąć w policzek i odprowadzić na autobus. Jednak było mi jej żal – widziałem ją w myślach, jak wieczorem, gdy on już śpi, parzy sobie ziółka i tęskni za wszystkim czego przy nim nie zrobi. A niestety – jeśli osoba, z która jesteście nie ma ambicji i Was nie motywuje, to będzie Was nieświadomie ściągała w dół. I tak było w jej przypadku..

Niby młoda, a jak starzec. Nie sama, a samotna, bo wystarczyło spojrzeć jej głęboko w oczy, aby wiedzieć, że samotność już dawno weszła jej w krew.

Czy powinienem się jej dziwić? W końcu łatwo motywować i serwować tą chujową gadke o zmianie życie „od tak”. A to przecież nie takie proste (choć konieczne), zwłaszcza dla kobiet, które są tuż przed 30 i nagle jest im dane słyszeć disco polo, i zaczyna się weselna gra w krzesła. Znacie to? Wuj wymiotuje bimbrem za swojskim kątem, włącza się muzyka, a uśmiechnięte towarzystwo zapomina o kredytach biegając bezmyślnie wokół ustawionych na środku krzeseł. Kiedy muzyka gaśnie, wszyscy zajmują miejsca i nagle okazuje sie, że jako jedyna stoisz. A nie chcesz stać – dlatego układasz sobie życie z tym, który stał obok Ciebie, najbliżej tuż przed trzydziestką. Ewelina stała od 7 lat. Przy facecie, który nie miał zbyt dużo czasu dla niej, bo „praca” a jak był w domu, to narzekał, że chcę odpocząć, bo jest ujebany robotą… i znikał z kumplami lub oglądał amerykańskie seriale. I tak gdzieś w tej beznadziei rozminęły się ich priorytety i złamała się przysięga gówniarzy. Mijały dni, miesiące, lata, podczas których ona wychodziła z siebie i żyła od niechcenia, łudząc się, że coś się zmieni i jeszcze będzie kolorowo.

A nie będzie, niestety.

Dziś nie tylko związki, ale i życie stało się dla młodych jak fastfoody – tanie, szybkie i niewystarczające, aby ostać się przy jedne wartościowej kanapce. I w takich tanich knajpach zostawiamy młodość – przepijając ją w Starbucksach i zajadając w Makach. Dziś wszystko zaczyna się później – później idziemy do pracy, która na dłuższa metę nie okaże się tą wymarzoną. Później zawieramy małżeństwa w myśl, że tak trzeba – nie będąc do końca pewnym osoby, przy której się budzimy. Później decydujemy się na rodzicielstwo, na które w konsekwencji niewystarczającego życia nie jesteśmy gotowi. Później umieramy – no, ale „jakoś to będzie”. I to całe „później” jest sponsorowane przez rodziców, którzy zapewniają bezpieczne i finansowe schronienie, pomimo tego, że w naszym wieku Oni już dawno byli za siebie odpowiedzialni. Dzisiaj młodzież jest wygodna i przedłuża swoje beztroskie życie jak najdłużej tylko może. Na co liczy? Za cholerę nie wiem.
Przecież marzenia to realne cele z odroczonym terminem realizacji – cele, które się spełnia ambicjami i ciężka pracą. Jeśli Ci się „nie chcę”, to nie dziw się, że z każdym kolejnym dmuchaniem świeczek, twój urodzinowy tort staje się sraczko czekoladowy – tak jest jak podchodzi się do dorosłości od dupy strony.

Jeśli macie jeszcze czas, aby wziąć sprawy w swoje ręce – to nie czekajcie. Dwadzieścia parę lat, to jedyny taki okres w życiu, który będzie miał tak realne konsekwencję w twojej późniejszej przyszłości. To ile włożysz pracy w tym czasie będzie kluczowe dla twojego związku, kariery, rodziny i przyszłości o jakiej snujesz plany – 80% definiujących życie momentów ma miejsce do 35 roku życia!

To bardzo ważne, zwłaszcza, dla ludzi, którzy trwają latami w związkach, których nie czują. Pakujemy się w pułapki, z których nie chcemy wychodzić (mimo doskonałej świadomości, że te relację są bez przyszłości), bojąc się samotności. I nagle błyska światło, masz 30 lat i zaczyna lecieć muzyka – to twój ostatni taniec, właśnie wnieśli krzesła.
Układanie życia to gra o naprawdę wysoką stawkę. Nie wychodźcie za mąż, nie decydujcie się na dzieci, tylko dlatego, że wszyscy już dawno to zrobili. Myślcie wcześniej o tym jak i z kim poukładać sobie życie – bo niezależnie od tego co się mówi – rodzinę się WYBIERA, a nie akceptuję. Nie trwajcie w związkach, których nie jesteście pewne. Nie róbcie tego, bo nie będziecie szczęśliwe, będąc z byle kim.
Lepiej jest być samemu i szukać, niż brać to co jest pod ręką. Ci którzy ugięli się pod presją społeczną – dziś najgłośniej narzekają na swoje małżeństwa i twierdzą, że są nieszczęśliwi. A przecież mieli wybór, jak każdy.

Pracujcie na swoje życie, w trochę bardziej twórczy sposób niż przepierdalanie czasu na ruchanie tinderowych serduszek w prawo i lewo – podczas oglądania trudnych spraw. Bo gdy nie oprzecie swojej codzienności na mocnych fundamentach i zostawicie martwienie się o przyszłość między 30, a 40 rok życia, to staniecie w obliczu ogromnej presji, w której arcy trudne będzie zbudowanie kariery, zamieszkanie w ulubionym mieście, skończenie studiów, znalezienie wartościowego partnera i dorobienie się trójki dzieci. Wszystko staje się trudniejsze po 30 – bo nagle okazuje się, że przespaliśmy ostatnie 10 lat życia, w którym był czas na działanie.

I ku Twojemu zdziwieniu, życie nie polega na ciągłej zabawie – miałeś na to czas, jak rodzice rozsypali Ci klocki lego na dywanie. Miałaś na to czas, jak skakałaś z koleżankami w gumę i prosiłaś kolegę, aby pokazał Ci siusiaka (Wiem, że prosiłaś. Pokazywałem). Teraz przyszedł czas na poszerzanie horyzontów, zajęcie jak najlepszego miejsca i nie oglądanie się na ludzi, którzy nie pozwalają Ci wzlecieć. Szkoda czasu napierdalać na wszystko w koło – chory kraj, ciężkie czasy, egoistyczny partner. Bo być może to wszystko, to po prostu Twoje lenistwo? Wszyscy startujemy z takiej samej pozycji – tylko niektórzy po prostu dłużej zasiedzieli się w Maku.

Wymagaj – od siebie. Oczekuj, że nie ściągniesz majtek przed Kobusem tylko dlatego, że połowa Facebooka by to zrobiła. Oczekuj od siebie że twój partner będzie Ciebie warty. Oczekuj, że pójdziesz z nim przed ołtarz w szczęściu i miłości, a nie frustracji, bo już wszyscy z twojego rocznika mają dzieci.

Wszystko to tylko kwestia wyboru, decyzji – i nie potrzeba do tego specjalnego czasu. Przestań się oszukiwać – skończ z wymówkami, usprawiedliwianiem i wiecznym byciem na „nie”. Zacznij decydować kogo i czego pragniesz i przestań zabijać czas z kimś, kto aktualnie uznał, że nie musi się starać – bo jesteś oczywistością, którą zdobył… na zawsze. Nie daj się definiować przez to czego nie widziałaś, bądź nie zrobiłaś. Dorośnij i wyrośnij z wersji demo, którą byłaś. Zacznij spełniać wymagania na pełną, lepszą wersję siebie.

We współczesnym świecie, kryzys wieku nie jest już utożsamiany z kobiecym romansem z młodym jebaką czy czerwonym cabrio kupionym przez Janusza z brzuchem. Współczesny kryzys, to uświadomienie sobie, że straciłaś młodość, podczas której nic tak naprawdę nie zrobiłaś. Brak fajnej pracy, zaprzepaszczona miłość i puste białe ściany, bez śmiechu dziecka.

Co Ci jeszcze pozostanie?
Lustro? Rozczarowany wzrok, który usłyszy od samotnych ust „Co ja najlepszego zrobiłam? Co ja sobie myślałam 10 lat temu?”

I nie usłyszysz odpowiedzi.
A nawet nie będziesz miała więcej pytań.

Pozostaną Ci tylko puste retrospekcję i może ukryty… żal?

„Jeden przyjaciel wyjechał sprzedawać ubrania, inny pracuje na wybrzeżu
Jeden miał dwoje dzieci, ale żyje sam, innego brat przedawkował
Inny ma już drugą żonę, a jeszcze inny ledwo wiąże koniec z końcem
Ale ci ludzie mnie wychowali i nie mogę się doczekać, aż wrócę do domu
Jestem w drodze, ciągle pamiętam
Te polne drogi, czasy kiedy nie znaliśmy odpowiedzi
I tęsknię za tym jak czułem się dzięki tobie, to było takie prawdziwe
Oglądaliśmy zachody słońca nad zamkiem na wzgórzu
Nad zamkiem na wzgórzu”

kobus_udostepnij

Powrót na stronę główną