Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Skończ powtarzać „jakoś to będzie” – dorośnij.

Zwiń to zdjęcie

Jakiś czas temu pisałem, że kobiety czują presję i niepisany społeczny obowiązek ułożenia swojego życia do 30 roku życia. Dziś dodałbym jeszcze do tego, że po trzydziestce każdy kolejny rok należy liczyć jak cztery – dokładnie jak u Twojego słodkiego yorka. Szowinistyczne? Być może, ale akcje kobiecej seksualności wraz z wiekiem lecą na łeb i szyję, bo faceci zaczynają oglądać się za młodszymi koleżankami, które mają jędrniejsze cycki, uda bez celolitu i mniej sprecyzowane oczekiwania.

I za ten wpis należy podziękować pewnej Pani, która zaczepiła mnie w drodze do pracy skromnym „czy Ty czasami nie prowadzisz bloga dla kobiet?”. Bloga dla kobiet? Nic mi o tym nie wiadomo – to raczej kobiece historię prowadzą mnie, zwłaszcza, że sama właśnie stajesz się fundatorem dzisiejszego wpisu.

Dziewczyna na pierwszy rzut oka śmiała, wesoła i poukładana. Wysoka blondynka. Śliskie niebieskie oczy i niezłe wyczucie stylu, które nie ogranicza się do wycieranych jeansów i balerin z ubiegłego sezonu. Myślę, że z taką prezencją nie powinna mieć żadnego problemu, aby zainteresować sobą mężczyzn – ba, na pewno jest w fajnym związku z facetem, który jej pilnuje. I próbuję utwierdzić się w tym przekonaniu, aż do momentu kiedy nie dowiaduje się, że za miesiąc obchodzi trzydzieste urodziny, a za pół roku wychodzi za mąż i jak sama mówi „Od siedmiu lat jestem z facetem, z którym nie widzę swojej przyszłości, ale chciałabym mieć dzieci, więc może jakoś to się poukłada po ślubie.” Słucham i nie wierzę, a wyraz moje twarzy jest co najmniej taki jakby niespodziewanie przy wszystkich wywaliła piersi. Pytam zatem jak wyglądało ostatnie dziesięć lat jej życia.

I bez zaskoczenia – typowa historia, charakterystyczna dla mojego pokolenia.

Od 18 roku życia pracowała jako ekspedientka w sklepie z ciuchami, którego nazwa zaczyna się na H, a kończy na M. W między czasie dwa poważne związki. Studia (praca społeczna), które tak właściwie wcale jej nie cieszyły, bo w tamtym czasie jeszcze nie wiedziała co chce robić w życiu, ale jak rodzice płacili to wypadało skończyć. Do 25 roku życia mieszkała ze starymi, teraz wynajmuje z chłopakiem skromne m2. Jeździ na nartach. Trenowała też taniec przez 3 lata, ale nie ma na to już czasu. Osiągnięcia? W sumie to bez większych. Raz była na wakacjach na Rodos z przyjaciółkami, a w tamtym roku z nadgodzin udało jej się kupić iphona szóstkę. Robi zajebiste zdjęcia. Dalsze plany? Jakoś to będzie, się zobaczy.

– Następna stacja?
– Nie moja droga, wysiadam na tej, ale klikaj mi tam, ok? – śmieje się i narzekam, że za mało mi lajkuje.
Wysiadam.

Ewelina była sympatyczną, gadatliwą bestią, z którą pewnie nie tylko ja mógłbym iść na kolę. Wiecie, taka typowa dziewczyna z sąsiedztwa, z którą można pogadać o wszystkim i o niczym, a następnie grzecznie cmoknąć w policzek i odprowadzić na autobus. Jednak było mi jej żal – widziałem ją w myślach, jak wieczorem, gdy on już śpi, parzy sobie ziółka i tęskni za wszystkim czego przy nim nie zrobi. A niestety – jeśli osoba, z która jesteście nie ma ambicji i Was nie motywuje, to będzie Was nieświadomie ściągała w dół. I tak było w jej przypadku..

Niby młoda, a jak starzec. Nie sama, a samotna, bo wystarczyło spojrzeć jej głęboko w oczy, aby wiedzieć, że samotność już dawno weszła jej w krew.

Czy powinienem się jej dziwić? W końcu łatwo motywować i serwować tą chujową gadke o zmianie życie „od tak”. A to przecież nie takie proste (choć konieczne), zwłaszcza dla kobiet, które są tuż przed 30 i nagle jest im dane słyszeć disco polo, i zaczyna się weselna gra w krzesła. Znacie to? Wuj wymiotuje bimbrem za swojskim kątem, włącza się muzyka, a uśmiechnięte towarzystwo zapomina o kredytach biegając bezmyślnie wokół ustawionych na środku krzeseł. Kiedy muzyka gaśnie, wszyscy zajmują miejsca i nagle okazuje sie, że jako jedyna stoisz. A nie chcesz stać – dlatego układasz sobie życie z tym, który stał obok Ciebie, najbliżej tuż przed trzydziestką. Ewelina stała od 7 lat. Przy facecie, który nie miał zbyt dużo czasu dla niej, bo „praca” a jak był w domu, to narzekał, że chcę odpocząć, bo jest ujebany robotą… i znikał z kumplami lub oglądał amerykańskie seriale. I tak gdzieś w tej beznadziei rozminęły się ich priorytety i złamała się przysięga gówniarzy. Mijały dni, miesiące, lata, podczas których ona wychodziła z siebie i żyła od niechcenia, łudząc się, że coś się zmieni i jeszcze będzie kolorowo.

A nie będzie, niestety.

Dziś nie tylko związki, ale i życie stało się dla młodych jak fastfoody – tanie, szybkie i niewystarczające, aby ostać się przy jedne wartościowej kanapce. I w takich tanich knajpach zostawiamy młodość – przepijając ją w Starbucksach i zajadając w Makach. Dziś wszystko zaczyna się później – później idziemy do pracy, która na dłuższa metę nie okaże się tą wymarzoną. Później zawieramy małżeństwa w myśl, że tak trzeba – nie będąc do końca pewnym osoby, przy której się budzimy. Później decydujemy się na rodzicielstwo, na które w konsekwencji niewystarczającego życia nie jesteśmy gotowi. Później umieramy – no, ale „jakoś to będzie”. I to całe „później” jest sponsorowane przez rodziców, którzy zapewniają bezpieczne i finansowe schronienie, pomimo tego, że w naszym wieku Oni już dawno byli za siebie odpowiedzialni. Dzisiaj młodzież jest wygodna i przedłuża swoje beztroskie życie jak najdłużej tylko może. Na co liczy? Za cholerę nie wiem.
Przecież marzenia to realne cele z odroczonym terminem realizacji – cele, które się spełnia ambicjami i ciężka pracą. Jeśli Ci się „nie chcę”, to nie dziw się, że z każdym kolejnym dmuchaniem świeczek, twój urodzinowy tort staje się sraczko czekoladowy – tak jest jak podchodzi się do dorosłości od dupy strony.

Jeśli macie jeszcze czas, aby wziąć sprawy w swoje ręce – to nie czekajcie. Dwadzieścia parę lat, to jedyny taki okres w życiu, który będzie miał tak realne konsekwencję w twojej późniejszej przyszłości. To ile włożysz pracy w tym czasie będzie kluczowe dla twojego związku, kariery, rodziny i przyszłości o jakiej snujesz plany – 80% definiujących życie momentów ma miejsce do 35 roku życia!

To bardzo ważne, zwłaszcza, dla ludzi, którzy trwają latami w związkach, których nie czują. Pakujemy się w pułapki, z których nie chcemy wychodzić (mimo doskonałej świadomości, że te relację są bez przyszłości), bojąc się samotności. I nagle błyska światło, masz 30 lat i zaczyna lecieć muzyka – to twój ostatni taniec, właśnie wnieśli krzesła.
Układanie życia to gra o naprawdę wysoką stawkę. Nie wychodźcie za mąż, nie decydujcie się na dzieci, tylko dlatego, że wszyscy już dawno to zrobili. Myślcie wcześniej o tym jak i z kim poukładać sobie życie – bo niezależnie od tego co się mówi – rodzinę się WYBIERA, a nie akceptuję. Nie trwajcie w związkach, których nie jesteście pewne. Nie róbcie tego, bo nie będziecie szczęśliwe, będąc z byle kim.
Lepiej jest być samemu i szukać, niż brać to co jest pod ręką. Ci którzy ugięli się pod presją społeczną – dziś najgłośniej narzekają na swoje małżeństwa i twierdzą, że są nieszczęśliwi. A przecież mieli wybór, jak każdy.

Pracujcie na swoje życie, w trochę bardziej twórczy sposób niż przepierdalanie czasu na ruchanie tinderowych serduszek w prawo i lewo – podczas oglądania trudnych spraw. Bo gdy nie oprzecie swojej codzienności na mocnych fundamentach i zostawicie martwienie się o przyszłość między 30, a 40 rok życia, to staniecie w obliczu ogromnej presji, w której arcy trudne będzie zbudowanie kariery, zamieszkanie w ulubionym mieście, skończenie studiów, znalezienie wartościowego partnera i dorobienie się trójki dzieci. Wszystko staje się trudniejsze po 30 – bo nagle okazuje się, że przespaliśmy ostatnie 10 lat życia, w którym był czas na działanie.

I ku Twojemu zdziwieniu, życie nie polega na ciągłej zabawie – miałeś na to czas, jak rodzice rozsypali Ci klocki lego na dywanie. Miałaś na to czas, jak skakałaś z koleżankami w gumę i prosiłaś kolegę, aby pokazał Ci siusiaka (Wiem, że prosiłaś. Pokazywałem). Teraz przyszedł czas na poszerzanie horyzontów, zajęcie jak najlepszego miejsca i nie oglądanie się na ludzi, którzy nie pozwalają Ci wzlecieć. Szkoda czasu napierdalać na wszystko w koło – chory kraj, ciężkie czasy, egoistyczny partner. Bo być może to wszystko, to po prostu Twoje lenistwo? Wszyscy startujemy z takiej samej pozycji – tylko niektórzy po prostu dłużej zasiedzieli się w Maku.

Wymagaj – od siebie. Oczekuj, że nie ściągniesz majtek przed Kobusem tylko dlatego, że połowa Facebooka by to zrobiła. Oczekuj od siebie że twój partner będzie Ciebie warty. Oczekuj, że pójdziesz z nim przed ołtarz w szczęściu i miłości, a nie frustracji, bo już wszyscy z twojego rocznika mają dzieci.

Wszystko to tylko kwestia wyboru, decyzji – i nie potrzeba do tego specjalnego czasu. Przestań się oszukiwać – skończ z wymówkami, usprawiedliwianiem i wiecznym byciem na „nie”. Zacznij decydować kogo i czego pragniesz i przestań zabijać czas z kimś, kto aktualnie uznał, że nie musi się starać – bo jesteś oczywistością, którą zdobył… na zawsze. Nie daj się definiować przez to czego nie widziałaś, bądź nie zrobiłaś. Dorośnij i wyrośnij z wersji demo, którą byłaś. Zacznij spełniać wymagania na pełną, lepszą wersję siebie.

We współczesnym świecie, kryzys wieku nie jest już utożsamiany z kobiecym romansem z młodym jebaką czy czerwonym cabrio kupionym przez Janusza z brzuchem. Współczesny kryzys, to uświadomienie sobie, że straciłaś młodość, podczas której nic tak naprawdę nie zrobiłaś. Brak fajnej pracy, zaprzepaszczona miłość i puste białe ściany, bez śmiechu dziecka.

Co Ci jeszcze pozostanie?
Lustro? Rozczarowany wzrok, który usłyszy od samotnych ust „Co ja najlepszego zrobiłam? Co ja sobie myślałam 10 lat temu?”

I nie usłyszysz odpowiedzi.
A nawet nie będziesz miała więcej pytań.

Pozostaną Ci tylko puste retrospekcję i może ukryty… żal?

„Jeden przyjaciel wyjechał sprzedawać ubrania, inny pracuje na wybrzeżu
Jeden miał dwoje dzieci, ale żyje sam, innego brat przedawkował
Inny ma już drugą żonę, a jeszcze inny ledwo wiąże koniec z końcem
Ale ci ludzie mnie wychowali i nie mogę się doczekać, aż wrócę do domu
Jestem w drodze, ciągle pamiętam
Te polne drogi, czasy kiedy nie znaliśmy odpowiedzi
I tęsknię za tym jak czułem się dzięki tobie, to było takie prawdziwe
Oglądaliśmy zachody słońca nad zamkiem na wzgórzu
Nad zamkiem na wzgórzu”

kobus_udostepnij

Komentarze

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

The Best of:

Sorry. No data so far.

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Skończ powtarzać „jakoś to będzie” – dorośnij.

Jakiś czas temu pisałem, że kobiety czują presję i niepisany społeczny obowiązek ułożenia swojego życia do 30 roku życia. Dziś dodałbym jeszcze do tego, że po trzydziestce każdy kolejny rok należy liczyć jak cztery – dokładnie jak u Twojego słodkiego yorka. Szowinistyczne? Być może, ale akcje kobiecej seksualności wraz z wiekiem lecą na łeb i szyję, bo faceci zaczynają oglądać się za młodszymi koleżankami, które mają jędrniejsze cycki, uda bez celolitu i mniej sprecyzowane oczekiwania.

I za ten wpis należy podziękować pewnej Pani, która zaczepiła mnie w drodze do pracy skromnym „czy Ty czasami nie prowadzisz bloga dla kobiet?”. Bloga dla kobiet? Nic mi o tym nie wiadomo – to raczej kobiece historię prowadzą mnie, zwłaszcza, że sama właśnie stajesz się fundatorem dzisiejszego wpisu.

Dziewczyna na pierwszy rzut oka śmiała, wesoła i poukładana. Wysoka blondynka. Śliskie niebieskie oczy i niezłe wyczucie stylu, które nie ogranicza się do wycieranych jeansów i balerin z ubiegłego sezonu. Myślę, że z taką prezencją nie powinna mieć żadnego problemu, aby zainteresować sobą mężczyzn – ba, na pewno jest w fajnym związku z facetem, który jej pilnuje. I próbuję utwierdzić się w tym przekonaniu, aż do momentu kiedy nie dowiaduje się, że za miesiąc obchodzi trzydzieste urodziny, a za pół roku wychodzi za mąż i jak sama mówi „Od siedmiu lat jestem z facetem, z którym nie widzę swojej przyszłości, ale chciałabym mieć dzieci, więc może jakoś to się poukłada po ślubie.” Słucham i nie wierzę, a wyraz moje twarzy jest co najmniej taki jakby niespodziewanie przy wszystkich wywaliła piersi. Pytam zatem jak wyglądało ostatnie dziesięć lat jej życia.

I bez zaskoczenia – typowa historia, charakterystyczna dla mojego pokolenia.

Od 18 roku życia pracowała jako ekspedientka w sklepie z ciuchami, którego nazwa zaczyna się na H, a kończy na M. W między czasie dwa poważne związki. Studia (praca społeczna), które tak właściwie wcale jej nie cieszyły, bo w tamtym czasie jeszcze nie wiedziała co chce robić w życiu, ale jak rodzice płacili to wypadało skończyć. Do 25 roku życia mieszkała ze starymi, teraz wynajmuje z chłopakiem skromne m2. Jeździ na nartach. Trenowała też taniec przez 3 lata, ale nie ma na to już czasu. Osiągnięcia? W sumie to bez większych. Raz była na wakacjach na Rodos z przyjaciółkami, a w tamtym roku z nadgodzin udało jej się kupić iphona szóstkę. Robi zajebiste zdjęcia. Dalsze plany? Jakoś to będzie, się zobaczy.

– Następna stacja?
– Nie moja droga, wysiadam na tej, ale klikaj mi tam, ok? – śmieje się i narzekam, że za mało mi lajkuje.
Wysiadam.

Ewelina była sympatyczną, gadatliwą bestią, z którą pewnie nie tylko ja mógłbym iść na kolę. Wiecie, taka typowa dziewczyna z sąsiedztwa, z którą można pogadać o wszystkim i o niczym, a następnie grzecznie cmoknąć w policzek i odprowadzić na autobus. Jednak było mi jej żal – widziałem ją w myślach, jak wieczorem, gdy on już śpi, parzy sobie ziółka i tęskni za wszystkim czego przy nim nie zrobi. A niestety – jeśli osoba, z która jesteście nie ma ambicji i Was nie motywuje, to będzie Was nieświadomie ściągała w dół. I tak było w jej przypadku..

Niby młoda, a jak starzec. Nie sama, a samotna, bo wystarczyło spojrzeć jej głęboko w oczy, aby wiedzieć, że samotność już dawno weszła jej w krew.

Czy powinienem się jej dziwić? W końcu łatwo motywować i serwować tą chujową gadke o zmianie życie „od tak”. A to przecież nie takie proste (choć konieczne), zwłaszcza dla kobiet, które są tuż przed 30 i nagle jest im dane słyszeć disco polo, i zaczyna się weselna gra w krzesła. Znacie to? Wuj wymiotuje bimbrem za swojskim kątem, włącza się muzyka, a uśmiechnięte towarzystwo zapomina o kredytach biegając bezmyślnie wokół ustawionych na środku krzeseł. Kiedy muzyka gaśnie, wszyscy zajmują miejsca i nagle okazuje sie, że jako jedyna stoisz. A nie chcesz stać – dlatego układasz sobie życie z tym, który stał obok Ciebie, najbliżej tuż przed trzydziestką. Ewelina stała od 7 lat. Przy facecie, który nie miał zbyt dużo czasu dla niej, bo „praca” a jak był w domu, to narzekał, że chcę odpocząć, bo jest ujebany robotą… i znikał z kumplami lub oglądał amerykańskie seriale. I tak gdzieś w tej beznadziei rozminęły się ich priorytety i złamała się przysięga gówniarzy. Mijały dni, miesiące, lata, podczas których ona wychodziła z siebie i żyła od niechcenia, łudząc się, że coś się zmieni i jeszcze będzie kolorowo.

A nie będzie, niestety.

Dziś nie tylko związki, ale i życie stało się dla młodych jak fastfoody – tanie, szybkie i niewystarczające, aby ostać się przy jedne wartościowej kanapce. I w takich tanich knajpach zostawiamy młodość – przepijając ją w Starbucksach i zajadając w Makach. Dziś wszystko zaczyna się później – później idziemy do pracy, która na dłuższa metę nie okaże się tą wymarzoną. Później zawieramy małżeństwa w myśl, że tak trzeba – nie będąc do końca pewnym osoby, przy której się budzimy. Później decydujemy się na rodzicielstwo, na które w konsekwencji niewystarczającego życia nie jesteśmy gotowi. Później umieramy – no, ale „jakoś to będzie”. I to całe „później” jest sponsorowane przez rodziców, którzy zapewniają bezpieczne i finansowe schronienie, pomimo tego, że w naszym wieku Oni już dawno byli za siebie odpowiedzialni. Dzisiaj młodzież jest wygodna i przedłuża swoje beztroskie życie jak najdłużej tylko może. Na co liczy? Za cholerę nie wiem.
Przecież marzenia to realne cele z odroczonym terminem realizacji – cele, które się spełnia ambicjami i ciężka pracą. Jeśli Ci się „nie chcę”, to nie dziw się, że z każdym kolejnym dmuchaniem świeczek, twój urodzinowy tort staje się sraczko czekoladowy – tak jest jak podchodzi się do dorosłości od dupy strony.

Jeśli macie jeszcze czas, aby wziąć sprawy w swoje ręce – to nie czekajcie. Dwadzieścia parę lat, to jedyny taki okres w życiu, który będzie miał tak realne konsekwencję w twojej późniejszej przyszłości. To ile włożysz pracy w tym czasie będzie kluczowe dla twojego związku, kariery, rodziny i przyszłości o jakiej snujesz plany – 80% definiujących życie momentów ma miejsce do 35 roku życia!

To bardzo ważne, zwłaszcza, dla ludzi, którzy trwają latami w związkach, których nie czują. Pakujemy się w pułapki, z których nie chcemy wychodzić (mimo doskonałej świadomości, że te relację są bez przyszłości), bojąc się samotności. I nagle błyska światło, masz 30 lat i zaczyna lecieć muzyka – to twój ostatni taniec, właśnie wnieśli krzesła.
Układanie życia to gra o naprawdę wysoką stawkę. Nie wychodźcie za mąż, nie decydujcie się na dzieci, tylko dlatego, że wszyscy już dawno to zrobili. Myślcie wcześniej o tym jak i z kim poukładać sobie życie – bo niezależnie od tego co się mówi – rodzinę się WYBIERA, a nie akceptuję. Nie trwajcie w związkach, których nie jesteście pewne. Nie róbcie tego, bo nie będziecie szczęśliwe, będąc z byle kim.
Lepiej jest być samemu i szukać, niż brać to co jest pod ręką. Ci którzy ugięli się pod presją społeczną – dziś najgłośniej narzekają na swoje małżeństwa i twierdzą, że są nieszczęśliwi. A przecież mieli wybór, jak każdy.

Pracujcie na swoje życie, w trochę bardziej twórczy sposób niż przepierdalanie czasu na ruchanie tinderowych serduszek w prawo i lewo – podczas oglądania trudnych spraw. Bo gdy nie oprzecie swojej codzienności na mocnych fundamentach i zostawicie martwienie się o przyszłość między 30, a 40 rok życia, to staniecie w obliczu ogromnej presji, w której arcy trudne będzie zbudowanie kariery, zamieszkanie w ulubionym mieście, skończenie studiów, znalezienie wartościowego partnera i dorobienie się trójki dzieci. Wszystko staje się trudniejsze po 30 – bo nagle okazuje się, że przespaliśmy ostatnie 10 lat życia, w którym był czas na działanie.

I ku Twojemu zdziwieniu, życie nie polega na ciągłej zabawie – miałeś na to czas, jak rodzice rozsypali Ci klocki lego na dywanie. Miałaś na to czas, jak skakałaś z koleżankami w gumę i prosiłaś kolegę, aby pokazał Ci siusiaka (Wiem, że prosiłaś. Pokazywałem). Teraz przyszedł czas na poszerzanie horyzontów, zajęcie jak najlepszego miejsca i nie oglądanie się na ludzi, którzy nie pozwalają Ci wzlecieć. Szkoda czasu napierdalać na wszystko w koło – chory kraj, ciężkie czasy, egoistyczny partner. Bo być może to wszystko, to po prostu Twoje lenistwo? Wszyscy startujemy z takiej samej pozycji – tylko niektórzy po prostu dłużej zasiedzieli się w Maku.

Wymagaj – od siebie. Oczekuj, że nie ściągniesz majtek przed Kobusem tylko dlatego, że połowa Facebooka by to zrobiła. Oczekuj od siebie że twój partner będzie Ciebie warty. Oczekuj, że pójdziesz z nim przed ołtarz w szczęściu i miłości, a nie frustracji, bo już wszyscy z twojego rocznika mają dzieci.

Wszystko to tylko kwestia wyboru, decyzji – i nie potrzeba do tego specjalnego czasu. Przestań się oszukiwać – skończ z wymówkami, usprawiedliwianiem i wiecznym byciem na „nie”. Zacznij decydować kogo i czego pragniesz i przestań zabijać czas z kimś, kto aktualnie uznał, że nie musi się starać – bo jesteś oczywistością, którą zdobył… na zawsze. Nie daj się definiować przez to czego nie widziałaś, bądź nie zrobiłaś. Dorośnij i wyrośnij z wersji demo, którą byłaś. Zacznij spełniać wymagania na pełną, lepszą wersję siebie.

We współczesnym świecie, kryzys wieku nie jest już utożsamiany z kobiecym romansem z młodym jebaką czy czerwonym cabrio kupionym przez Janusza z brzuchem. Współczesny kryzys, to uświadomienie sobie, że straciłaś młodość, podczas której nic tak naprawdę nie zrobiłaś. Brak fajnej pracy, zaprzepaszczona miłość i puste białe ściany, bez śmiechu dziecka.

Co Ci jeszcze pozostanie?
Lustro? Rozczarowany wzrok, który usłyszy od samotnych ust „Co ja najlepszego zrobiłam? Co ja sobie myślałam 10 lat temu?”

I nie usłyszysz odpowiedzi.
A nawet nie będziesz miała więcej pytań.

Pozostaną Ci tylko puste retrospekcję i może ukryty… żal?

„Jeden przyjaciel wyjechał sprzedawać ubrania, inny pracuje na wybrzeżu
Jeden miał dwoje dzieci, ale żyje sam, innego brat przedawkował
Inny ma już drugą żonę, a jeszcze inny ledwo wiąże koniec z końcem
Ale ci ludzie mnie wychowali i nie mogę się doczekać, aż wrócę do domu
Jestem w drodze, ciągle pamiętam
Te polne drogi, czasy kiedy nie znaliśmy odpowiedzi
I tęsknię za tym jak czułem się dzięki tobie, to było takie prawdziwe
Oglądaliśmy zachody słońca nad zamkiem na wzgórzu
Nad zamkiem na wzgórzu”

kobus_udostepnij

Komentarze

Powrót na stronę główną