Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Piąte piętno.

Zwiń to zdjęcie

Nie mieszkałem tam za długo, ale skrycie liczyłem, że właśnie w tym mieszkaniu uda mi się odnaleźć święty spokój. Wcześniej bywało różnie i nie ma co się dziwić, czego należy oczekiwać za 7 stówek miesięcznie? Nigdy nie wiecie kogo będziecie mieli za ścianą. Mój ostatni sąsiad miał brzuch jak niemiecka cysterna – tyle też potrafił wlać w siebie gorzały. Codzienne awantury i chlast tłustej dłoni lądującej na twarzy żony, codzienność – serio, takie sąsiedztwo nie jest warte 7 stów za cztery ściany, które umożliwią legalne posuwanie nastolatek, w innych okolicznościach niż wagary i łóżko ich starych. Kończyłem studia, chciałem już od życia trochę lepszych rzeczy.

Człowiek inaczej funkcjonuje w piątkowe popołudnie – niezależnie od tego jak bardzo tydzień upodlił go pracą. Otworzyłem puszkę schłodzonego Reds’a. Smak ananasowo-grapefruitowym wchodził dopiero na rynek. Puszki wtedy projektowała Dąbrowską i Peszek, wiecie co mam na myśli – tak, to było piwo dla kobiet – miałem w sumie to w dupie, pragnąłem relaksu, powieści Charlesa i podmuchu lata, który gościł na moim balkonie.

Było całkiem przyjemnie – do momentu, aż nie śmignął mi obok balkonu sąsiad, który wyskoczył z któregoś tam piętra. Facet walną w ziemie z takim impetem, że z jego brzucha wylało się spaghetti , przynajmniej tak wyglądała mieszanina flaków, gówna i mazi. Człowiek w takich chwilach działa instynktownie, wyleciałem na zewnątrz, gdzie w mig rozstawiła się już dość spora grupa gapiów.

– Paszkiewicz! To Darek z szóstego – krzyczała jakaś stara wariatka – Wstawaj Daruś, nie wygłupiaj się!

– Jezu, czy ona naprawdę myśli, że facet, z którego wylało się jak z gara zaraz wstanie, przetrzepie podarte spodnie i potulnie wróci do żony? – zapytałem stojącej obok blondyny.

Zaśmiała się, choć śmiech w tak gównianych okolicznościach nie był na miejscu.

Była niska, miała pięknie niebieskie oczy i już wkrótce miała być moja. Podobała mi się, bo widywałem ją już wcześniej, gdy wyprowadzała na dwór tego hałaśliwego szczura – jorka o imieniu Suzi. Z oddali było już słuchać tylko syreny. Właściwie to potrzeba było już tylko służb od sprzątania miasta. Wróciłem na balkon, zaciągając się piwem – nie znamy dnia, ani godziny, prawda Charles? – zapytałem.

Kolejny miesiąc był dość intensywnie – od randki przez lizing i do łózka. Iza, okazała się świetną babką o porywczym usposobieniu i podobnym poczuciu humoru. Na dodatek studiowała prawo i jak na studentkę prawa przystało – chciała karać mnie za każdy mój występek. Nigdy nie miała dość.

– Tak wysoki sądzie, przyznaje się do winy i dobrowolnie poddaje się każe.
– Skazuję oskarżonego na całonocne lizanie wszystkich części ciała tylko będę chciała mu podstawić pod nos. Odprowadzić skazanego!

Uwielbiałem lizać jej dupę, do tego stopnia, że zgodziłem się na to, aby się do mnie wprowadziła razem z Suzi. Tak mijały dni, miesiące i lata. Sam nie wiem kiedy ten czas zleciał. Poznajemy się, przestają nam smakować parówki, a nasze brzuchy wypełniają miłosne motyle. Nie możemy spać, a każdą chwilę poświęcamy na myśl o ukochanej osobie. To wszystko po to, aby któregoś dnia wybudzić się z tego miłosnego snu – mniej ze sobą rozmawiać, mniej słuchaj, przeklinać i pieprzyć raz na trzy tygodnie. W takich okolicznościach nie dziwie się, że ludzie wyskakują z okiem. Słuchają przykrych rzeczy i nie wytrzymują. Skaczą, bo miłość zabiera im pogodę ducha. Umielibyście tak po prostu skoczyć? Ludzie się dziwią, ale samobójstwo, to nie głupota, lecz odwaga niesiona brakiem sił.

W naszym związku bywało różnie. Iza miała trudny charakter, czasem do tego stopnia, że dziwiłem się skąd w takim małym ciele tyle złej mocy. Uwielbiała się kłócić, rypać i nie szanować ludzi. Kiedy szalała, to odwiedzały nas jej najbliższe przyjaciółki. Anka i Ewelina – dwie cholery zamknięte w popieprzonym umyśle Izki. Wiedziały o nas dosłownie wszystko. Podejrzewam, że znały nawet długość mojego penisa – tak często dziwnie mi się przyglądały i miały ten zastanawiający błysk w oku. Żeby było jasne – dziewczyny, faceci naprawdę widzą jak wgapiacie się ukradkiem w ich pochowane w jeansach męskie odkształcenia. Róbcie to dyskretniej. O dziwo sama Iza nie była o nie zazdrosna – było to dość dziwne, tyle się przecież słucha o braku lojalności wśród przyjaciółek, które prędzej czy później lądują w łóżku z nie swoim chłopakiem.  Mimo to nasza czwórka miała ze sobą dobry kontakt – śmiem twierdzić, że podobałem im się dlatego tak często miałem u nich taryfę ulgową. Słusznie? Nie wiem.

Związek był sinusoidą, bo ja również nie należałem do ludzi o łagodnym usposobieniu. Jednak nie byłem porywczy, a leniwy i chyba za często mi się nie chciało. Dokładnie tak samo jak tym wszystkim umęczonym robotą smordom, którzy po pracy nie zmieniali skarpet i zasiadali z piwem przed telewizorem. Choć z małą różnicą – ja wolałem po robocie nie zmienić skarpet i posiedzieć przed komputerem lub wyjść na spacer z Suzi. Wyobrażacie sobie? Ponad 100 kg facet i wystylizowany york, paradoks tej sytuacji był proporcjonalny do tego jak wyglądał mój ówczesny związek. Nie byłem ideałem, bo przecież ideały wciąż pielęgnują swoje związki – ja bardziej pielęgnowałem psa. Dziś już nawet nie przypominam sobie czy kiedykolwiek powiedziałem Izie, że ślicznie wygląda. A wyglądała – zwłaszcza w rocznicę, o których tak często zapominałem. Byłem beznadziejny, ale starałem się na tyle ile potrafiłem. Zresztą, ona też się zmieniła. Kiedy mieszkanie zaczyna przypominać celę, a każdy dzień staje się monotonią nie trudno stać się wariatem. Izka miała urojenia, bzikowała coraz częściej – wydawało jej się, że dymam każdą laskę, która zwraca na mnie uwagę. Kiedyś mi zrobiła awanturę o starszą o 21 lat sąsiadkę – przy sąsiadce. Ale babsko miało minę. Bałem się z nią nawet chodzić po pieczywo, bo co gdybym ekspedientka zapytała czy smakują mi jej słodkie pączki?

Bywały też dobre chwilę. Najmilej wspominam jak chodziliśmy do parku dokarmiać kaczki. Kaczki nas uspokajały. Były spokojne bo nie musiały się o nic martwić – pływały, żarły, srały i kwakały. Czasem też chodziłem tam sam, bez Izy, która myślała, że muszę dłużej zostać w pracy. Lecz nawet to ludzie musieli spierdolić. Któregoś pięknego dnia, staw w parku był pusty. Jak się później okazało, miejska cyganeria połapała te piękne pierzaste ptaki, oskubała i ugotowała. Skurwysyny kochające rosół, bez szacunku do czegokolwiek.

Strasznie się wtedy wkurzyłem, ona jakoś też się przejęła – odreagowaliśmy oczywiście na sobie, do tego stopnia, że na drugi dzień mogliśmy jeść jedynie z ziemi. Talerze latały często, ale w tamten dzień wytrzaskaliśmy wszystkie, przeplatając pomiędzy nimi patologiczne wiązanki. Usłyszałem wiele na swój temat, to wystarczyło, aby spakować plecak i wynieść się z tej celi.

– Nigdy już do Ciebie nie wrócę jędzo, świruj dalej sama – wykrzyczałem zasuwając plecak.

Płakała, bo wiedziała, że przegięła. Oboje wtedy przegięliśmy. Nie łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, ale jeśli to zrobicie, to zobaczycie czołg, który przejdzie przez każdą ścianę. Wyprowadzałem się dość często, średnio raz na dwa miesiące – jednak teraz miało wyglądać to zupełnie inaczej. Wylądowałem w hotelu, w którym mogłem w końcu poczuć, że oddycham. Dzwoniła mnie, jednak moje ego ani razu nie odebrałem telefonu. Oczywiście, że za nią tęskniłem, do tego stopnia, że każdego wieczoru przeglądałem nasze zdjęcia na fejsie. Później był już tylko wzrok wbity tuż przed snem, w wygaszony telefon – przestała dzwonić. Zastanawiacie się czy w końcu wróciłem? Oczywiście, byłem chyba już uzależniony od tego tego wyniszczającego jazgotu Izki. Wróciłem po niespełna miesiącu. Był to słoneczny piątek.

Około godziny 10 zebrałem się z hotelu. Większość pracujących tam kobietek znałem już z imienia, często rozmawiałem z nimi wychodząc jako ostatni z hotelowego baru. Fajne babki, trzymały za mnie kciuki i powiedziały co nieco o życiu i kobietach. Z takim bagażem musi Wam się udać. Wracacie do siebie, bo nie umiecie bez siebie żyć – powtarzały bez końca. W powrocie miał mi pomóc ogromny bukiet róż – kupiłem ich wtedy ponad setkę. Co czuje kobieta, która dostaje bukiet, który ledwo przeciska się przed futrynę drzwi jej mieszkania? Nie wiem, ale wiem co czuje facet, który wydaje na to pieniądze. Bądźmy szczerzy, to tylko trochę zieleniny, która od setek lat pomaga beznadziejnym mężczyzna pozbywać się winy i ściągać z Was majtki.

Leciałem z tymi kwiatami ponad kilometr, który dzielił kwiaciarnie od wynajmowanego przez nas mieszkania. Mijałem tych wszystkich dobrze ubranych głupków, którzy pewnie zastanawiali się, w jaki sposób przegiąłem i czy kolejna naiwniara przyjmie przeprosiny. Dzisiejszy świat nie wierzy w mężczyzn – sami sobie na to zapracowaliśmy swoimi kutasami. I to trochę krzywdzące, bo przecież Ci mężczyźni nie zdradzają kobiet z mężczyznami – kobiety są równie niewierne, o czym miałem się już wkrótce przekonać.

Dotarłem do bloku. Darowałem sobie windę, która od zawsze głośno hałasowała, a pinda z piątego tylko czekała, aby coś wywęszyć. Czułem się wystarczająco głupio, aby musieć się jeszcze z tego tłumaczyć. Wyprawa schodami nie była łatwa – przekonało się o tym kilka czerwonych główek, które rozrzuciły swoje płatki po trzecim i czwartym piętrze. Wyglądało to jak czerwony dywan przebaczenia. Na pewno rzuci mi się na szyje i da szansę, a ja postaram się wziąć nas wystarczająco mocno w garść i się jakoś ułoży. Mieliśmy na to szansę, nie byliśmy przecież jeszcze martwi jak te kwiaty.

Kiedy stanąłem przed drzwiami, usłyszałem śmiech i wrzaski. Ta dziwka Iza, nie próżnowała i najwyraźniej świetnie się bawi. Miałem ochotę wejść z drzwiami i przemalować na czerwono mordą frajera sypialnie. Częściowo wyładowałem się jednak na kwiatach, którymi cisnąłem z siłą przepełnionego testosteronem samca, w drzwi podłej pindy, która lubiła węszyć. Musiałem zrobić przy tym dużo hałasu, ponieważ drzwi mojego mieszkania się otworzyły, a w nich stała zaskoczona Iza.

– Kochanie! – podeszła do mnie i pocałowała z języczkiem. Była wzruszona widokiem fruwających po całym korytarzu czerwonych płatków, które lądując układały kwiecisty dywan przebaczenia. Wszystko na jej cześć! Miała na sobie szpilki i krótko skrojoną, czarną sukienkę. – Anka spodziewa się dziecka, a Ewelina jest zaręczona, właśnie świętujemy!

Wszedłem do przepełnionego muzyką mieszkania. Na sole stały dwie flaszki wódki, leżała paczka ruskich papierosów i trochę fioletowych pigułek.

– W porządku dajcie mi chwilę – powiedziałem, udając się do łazienki, gdzie wziąłem prysznic. Wyszedłem w samych gatkach, miałem świadomość, że wyglądam bardzo dobrze. Babki zazwyczaj tylko z jednego powodu zaprzeczają, że nie podobają im się wysportowani faceci – ponieważ ich faceci, tak nie wyglądają. W drodze do salonu wyjrzałem jeszcze na klatkę – należały jej się te kwiaty, a raczej te kilka sztuk, które być może się ostało. Na klatce panowała cisza, a stara pinda wnosiła róże do swojego domu – pierdol się, pomyślałem trzaskając drzwiami.

Usiadłem na sofie w salonie i odpaliłem cienkiego papierosa. Musiałem się prezentować wystarczająco dobrze, pomyślcie jak wygląda facet, który 5 dni w tygodniu katuje się na siłowni.

– Cholera Daro, nie powinieneś już ćwiczyć – powiedziała Anka.
– No, żyły na brzuchu wyglądają obrzydliwie – przyznała Ewelina.

Podobałem im się. Iza się uśmiechnęła i nalała mi pierwszą setę wódki. Później poszło już z górki, wskazówki zegara upijały się równie szybko jak my. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak szczerze o wszystkim rozmawialiśmy i piliśmy. Gdy skończyła się wódka, dziewczyny otworzyły butelkę wina i tak rozmawialiśmy i piliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy. Wkrótce się ściemniło, a ja już piłem tylko w towarzystwie swoich gaci. Iza poszła do łazienki, a później padła gdzieś w sypialni. Anka zasnęła w przejściu do kuchni, a Ewelina tuż przy łóżku w małym pokoju. Byłem pijany, ale to nie przeszkadzało mi, aby czuć się nieszczęśliwym. Nie wiedziałem czy postępuje właściwie, znów pakując się w ten związek. Może stało się już za dużo? Może te wszystkie przykre słowa, które tak łatwo nam przychodziły, będą się za nami już zawsze ciągnąć? Ludzie kochają wypominać złe chwilę. Dopiłem wino z kieliszka i wziąłem Ewelinę do łóżka. Była dość wysoka i ku zdziwieniu każdego mężczyzny miała na prawdę obfite cycki, którym nie mogłem się tego wieczoru oprzeć. Jej koszula leżała na ziemi, a piersi słodko wyglądały z bordowej koronki. Zacząłem je całować i ssać.

– Boże co Ty robisz… – bełkotała.
– Będę się z Tobą pieprzył, niesamowicie mnie podniecasz Ew – wyszeptałem.
– Nie, przecież Izka mnie zabije!
– Cicho, o niczym się nie dowie, rozchyl nogi proszę.

Wlazłem na nią polowi i najumiejętniej ją całowałem, gmerając palcami w jej mokrej cipie. Jej ciało ją zdradzało – chciała tego i była gotowa. Ułożyłem się w taki sposób, aby łóżko nie hałasowało i ulżyłem sobie wtedy za całe zło jakie przeżyłem w tym pieprzonym mieszkaniu. Tryskało ze mnie jak nigdy – myślałem, że nigdy nie skończę. Jeden z najlepszych bzyków w moim życiu, pomyślałem, wycierając się w koszulę Eweliny. Ewelina spała – nawet nie zastanawiałem się czy jej się podobało, była tak pijana, że uzna to za sen – pomyślałem. Wróciłem do salonu, gdzie chwyciłem butelkę z resztą wina i zapaliłem papierosa. Dochodziła czwarta, kiedy wstałem i podszedłem do Anki chrapiącej w przejściu do kuchni. Z Anki to była prawdziwa baba, zwłaszcza wtedy kiedy ciąża ozdobiła jej brzuch, w kolejną fałdę tłuszczu. Miała wymalowane na czerwono usta i kręcone włosy. Gdyby czort był kobieta pewnie wyglądałby jak ona. Zacząłem całować tą tłustą japę, która cuchnęła tanimi śledziami w śmietanie. Ku zdziwieniu również nie miała oporów, przekręciła się na brzuszysko i ochoczo opuściła spodnie, odsłaniając swój duży, blady tyłek. Seks był jak zjazd górskim potokiem na pontonie, nic przyjemnego, jednak to wystarczyło, abym zastanawiał się co poczuje ten biedny chłopak kiedy Anka urodzi dziecko. Mężczyźni boją się kobiecych porodów, boją się o kwiat kobiecości, które nie zawsze uchodzi bez szwanku podczas wypychania na świat potomka. W mojej pracy chłopaki nawet licytowali się ile dać w łapę lekarzowi, ale ten dodatkowo zrobił jeden szew więcej – stare świntuchy, chcące zrobić ze swoich żon, świeżutkie siedemnastki. Nie moja sprawa, ja nie chcę mieć dzieci. Podciągnąłem Ance jeansy i poszedłem do kibla się odlać. Ten wieczór był wystarczająco dziwny, więc brakowało jeszcze tego, abym nie mógł się porządnie wyszczać. Faceci po seksie mają zawsze z tym problem, później zaprzeczają, że to nie oni leja po płytkach w łazience. Powoli zaczynało świtać, był tuż przed piątą, kiedy poszedłem do sypialni gdzie spała Iza. Chwile na nią patrzyłem – zawsze lubiłem patrzeć jak śpi. Wyglądała przy tym niewinnie – przeciwnie do tego jak potrafiła się złościć, wtedy była kumulacją wszystkich moich leków. Była piękna, szkoda, że jej tego nie mówiłem. To musi być prawdziwa miłość, kiedy nawet po tak trudnych przejściach nadal do siebie wracamy, bo nie potrafimy o sobie nie myśleć, bez siebie funkcjonować. Czy na prawdę chciałbym to stracić? Wszedłem do łóżka i przytuliłem się do jej pleców. Jej włosy pachniały jak dawniej.

Rano obudził mnie hasał dobiegający z kuchni – kurwa, serio? Nie możesz mi tego oszczędzić, boli mnie łeb! – wydarłem się, wzmacniając tym samym przeszywający dyskomfort. Nie często miewałem kace, ale kiedy się przytrafiały, to przeraźliwie pragnę śmierci. Znacie to uczucie? Człowiek w takich chwilach słyszy jak rośnie najmniejsze źdźbło trawy. Mózg pulsuje, uderzając w czaszkę, z której chce się wydostać. Odgłosy z kuchni nie ustawały. Zwlekłem zwłoki z łóżka, wsunąłem jedną stopkę w klapka i udałem się w stronę Izy. Woda lała się do zlewu pełnego talerzy i szklanek, a Iza klęczała na ziemi, wyjadając kolorowe pigułki, które były rozrzucone po całej podłodze.

– Co Ty kurwa wyprawiasz, wypluj to – podbiegłem łapiąc ją za ramię – przełknęła.
– Boże czyś Ty oszalała, co to kurwa było? Zacząłem szukać opakowania, nigdy nie widziałem jej w tak złym stanie.

Jak to możliwe, że tak szybko się postarzała? Jej twarz była sucha i pomarszczona, a z przekrwionych oczu leciały łzy, które rozpraszały się po nierównościach chropowatej cery. Włosy miała kręcone, pofarbowane, a jej ciało przypominało worek pełny galaretek, pianek i czekolady.

– Coś Ty ze sobą zrobiła – rozpłakałem się.
– Przestań ryczeć, nic nie rozumiesz. Gdzie byleś jak Cie potrzebowałam? Gdzie będziesz jak urodzę nie twoje dziecko?
– Dziecko? – zapytałem.
– No co zrobisz, jak powiem Ci, że jestem zaręczona? Mogłam liczyć tylko na dziewczyny. Spójrzcie kochane tylko na niego – roześmiała się.

Nie byłem w stanie nic z siebie wydusić, a ona kontynuowała.

– To wszystko twoja wina, pozwoliłeś na to, abyśmy tutaj pozdychali. Nie wiem po cholerę wróciłeś – śmiała się z zaciekawieniem obserwując moją reakcję.
– Zobacz Aniu, patrz Ewelino, tacy są właśnie dzisiejsi mężczyźni. Banda zawszonych fiutów myślących o czubku własnego nosa – Izka powtarzała to zdanie do znudzenia.
W kuchni nie było nikogo poza nami. W jednej chwili zrozumiałem w jakiej fikcji tkwiliśmy. To było piętno tego związku. Żyjąc z wariatem sam się nim stajesz. My, wyniszczeni. My i nasze ukochane urojenia.

Ten ostatni raz spojrzałem jej tak głęboko w oczy. Wiedzieliśmy, że niszczyliśmy wszystkie swoje ideały. To było pożegnanie, którego tak strasznie potrzebowaliśmy. Wstałem z kolan i nie mówiąc ani słowa, wyszedłem na balkon. Na mojej twarzy zarysował się uśmiech, oddychałem i czułem się spokojny. Chwyciwszy za antenę ustawiłem nogi na żółtej balustradzie – była piękna w plasku wrześniowego słońca. Z kuchni dobiegał dopingujący krzyk i latały talerze. Widok był niesamowity – nigdy nie czułem się tak wolny, jak w tej jednej chwili. Był piękny sobotni poranek, a przyjemny letni wiatr przeczesywał moje włosy. Stałem, a w oddali pary z dziećmi karmiły kaczki. Przepiękny widok, moje kochane kwaki. Na dole ustawiła się grupa zaciekawionych gapiów. Wśród nich stała ona, dziewczyna o blond włosach, trzymająca w ręku yorka. Była piękna, tak jak wtedy, kiedy nigdy jej nie poznałem. Uśmiechnąłem się i skoczyłem.

„Jestem kluczem do zamka od twojego domu
który trzyma twoje zabawki w piwnicy
jeśli wejdziesz zbyt głęboko
zobaczysz jedynie moje odbicie
wiesz że jesteśmy przyjaciółmi do śmierci”

Czytaj mnie częściej i bądź na bieżąco:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

Komentarze

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

The Best of:

Sorry. No data so far.

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Piąte piętno.

Nie mieszkałem tam za długo, ale skrycie liczyłem, że właśnie w tym mieszkaniu uda mi się odnaleźć święty spokój. Wcześniej bywało różnie i nie ma co się dziwić, czego należy oczekiwać za 7 stówek miesięcznie? Nigdy nie wiecie kogo będziecie mieli za ścianą. Mój ostatni sąsiad miał brzuch jak niemiecka cysterna – tyle też potrafił wlać w siebie gorzały. Codzienne awantury i chlast tłustej dłoni lądującej na twarzy żony, codzienność – serio, takie sąsiedztwo nie jest warte 7 stów za cztery ściany, które umożliwią legalne posuwanie nastolatek, w innych okolicznościach niż wagary i łóżko ich starych. Kończyłem studia, chciałem już od życia trochę lepszych rzeczy.

Człowiek inaczej funkcjonuje w piątkowe popołudnie – niezależnie od tego jak bardzo tydzień upodlił go pracą. Otworzyłem puszkę schłodzonego Reds’a. Smak ananasowo-grapefruitowym wchodził dopiero na rynek. Puszki wtedy projektowała Dąbrowską i Peszek, wiecie co mam na myśli – tak, to było piwo dla kobiet – miałem w sumie to w dupie, pragnąłem relaksu, powieści Charlesa i podmuchu lata, który gościł na moim balkonie.

Było całkiem przyjemnie – do momentu, aż nie śmignął mi obok balkonu sąsiad, który wyskoczył z któregoś tam piętra. Facet walną w ziemie z takim impetem, że z jego brzucha wylało się spaghetti , przynajmniej tak wyglądała mieszanina flaków, gówna i mazi. Człowiek w takich chwilach działa instynktownie, wyleciałem na zewnątrz, gdzie w mig rozstawiła się już dość spora grupa gapiów.

– Paszkiewicz! To Darek z szóstego – krzyczała jakaś stara wariatka – Wstawaj Daruś, nie wygłupiaj się!

– Jezu, czy ona naprawdę myśli, że facet, z którego wylało się jak z gara zaraz wstanie, przetrzepie podarte spodnie i potulnie wróci do żony? – zapytałem stojącej obok blondyny.

Zaśmiała się, choć śmiech w tak gównianych okolicznościach nie był na miejscu.

Była niska, miała pięknie niebieskie oczy i już wkrótce miała być moja. Podobała mi się, bo widywałem ją już wcześniej, gdy wyprowadzała na dwór tego hałaśliwego szczura – jorka o imieniu Suzi. Z oddali było już słuchać tylko syreny. Właściwie to potrzeba było już tylko służb od sprzątania miasta. Wróciłem na balkon, zaciągając się piwem – nie znamy dnia, ani godziny, prawda Charles? – zapytałem.

Kolejny miesiąc był dość intensywnie – od randki przez lizing i do łózka. Iza, okazała się świetną babką o porywczym usposobieniu i podobnym poczuciu humoru. Na dodatek studiowała prawo i jak na studentkę prawa przystało – chciała karać mnie za każdy mój występek. Nigdy nie miała dość.

– Tak wysoki sądzie, przyznaje się do winy i dobrowolnie poddaje się każe.
– Skazuję oskarżonego na całonocne lizanie wszystkich części ciała tylko będę chciała mu podstawić pod nos. Odprowadzić skazanego!

Uwielbiałem lizać jej dupę, do tego stopnia, że zgodziłem się na to, aby się do mnie wprowadziła razem z Suzi. Tak mijały dni, miesiące i lata. Sam nie wiem kiedy ten czas zleciał. Poznajemy się, przestają nam smakować parówki, a nasze brzuchy wypełniają miłosne motyle. Nie możemy spać, a każdą chwilę poświęcamy na myśl o ukochanej osobie. To wszystko po to, aby któregoś dnia wybudzić się z tego miłosnego snu – mniej ze sobą rozmawiać, mniej słuchaj, przeklinać i pieprzyć raz na trzy tygodnie. W takich okolicznościach nie dziwie się, że ludzie wyskakują z okiem. Słuchają przykrych rzeczy i nie wytrzymują. Skaczą, bo miłość zabiera im pogodę ducha. Umielibyście tak po prostu skoczyć? Ludzie się dziwią, ale samobójstwo, to nie głupota, lecz odwaga niesiona brakiem sił.

W naszym związku bywało różnie. Iza miała trudny charakter, czasem do tego stopnia, że dziwiłem się skąd w takim małym ciele tyle złej mocy. Uwielbiała się kłócić, rypać i nie szanować ludzi. Kiedy szalała, to odwiedzały nas jej najbliższe przyjaciółki. Anka i Ewelina – dwie cholery zamknięte w popieprzonym umyśle Izki. Wiedziały o nas dosłownie wszystko. Podejrzewam, że znały nawet długość mojego penisa – tak często dziwnie mi się przyglądały i miały ten zastanawiający błysk w oku. Żeby było jasne – dziewczyny, faceci naprawdę widzą jak wgapiacie się ukradkiem w ich pochowane w jeansach męskie odkształcenia. Róbcie to dyskretniej. O dziwo sama Iza nie była o nie zazdrosna – było to dość dziwne, tyle się przecież słucha o braku lojalności wśród przyjaciółek, które prędzej czy później lądują w łóżku z nie swoim chłopakiem.  Mimo to nasza czwórka miała ze sobą dobry kontakt – śmiem twierdzić, że podobałem im się dlatego tak często miałem u nich taryfę ulgową. Słusznie? Nie wiem.

Związek był sinusoidą, bo ja również nie należałem do ludzi o łagodnym usposobieniu. Jednak nie byłem porywczy, a leniwy i chyba za często mi się nie chciało. Dokładnie tak samo jak tym wszystkim umęczonym robotą smordom, którzy po pracy nie zmieniali skarpet i zasiadali z piwem przed telewizorem. Choć z małą różnicą – ja wolałem po robocie nie zmienić skarpet i posiedzieć przed komputerem lub wyjść na spacer z Suzi. Wyobrażacie sobie? Ponad 100 kg facet i wystylizowany york, paradoks tej sytuacji był proporcjonalny do tego jak wyglądał mój ówczesny związek. Nie byłem ideałem, bo przecież ideały wciąż pielęgnują swoje związki – ja bardziej pielęgnowałem psa. Dziś już nawet nie przypominam sobie czy kiedykolwiek powiedziałem Izie, że ślicznie wygląda. A wyglądała – zwłaszcza w rocznicę, o których tak często zapominałem. Byłem beznadziejny, ale starałem się na tyle ile potrafiłem. Zresztą, ona też się zmieniła. Kiedy mieszkanie zaczyna przypominać celę, a każdy dzień staje się monotonią nie trudno stać się wariatem. Izka miała urojenia, bzikowała coraz częściej – wydawało jej się, że dymam każdą laskę, która zwraca na mnie uwagę. Kiedyś mi zrobiła awanturę o starszą o 21 lat sąsiadkę – przy sąsiadce. Ale babsko miało minę. Bałem się z nią nawet chodzić po pieczywo, bo co gdybym ekspedientka zapytała czy smakują mi jej słodkie pączki?

Bywały też dobre chwilę. Najmilej wspominam jak chodziliśmy do parku dokarmiać kaczki. Kaczki nas uspokajały. Były spokojne bo nie musiały się o nic martwić – pływały, żarły, srały i kwakały. Czasem też chodziłem tam sam, bez Izy, która myślała, że muszę dłużej zostać w pracy. Lecz nawet to ludzie musieli spierdolić. Któregoś pięknego dnia, staw w parku był pusty. Jak się później okazało, miejska cyganeria połapała te piękne pierzaste ptaki, oskubała i ugotowała. Skurwysyny kochające rosół, bez szacunku do czegokolwiek.

Strasznie się wtedy wkurzyłem, ona jakoś też się przejęła – odreagowaliśmy oczywiście na sobie, do tego stopnia, że na drugi dzień mogliśmy jeść jedynie z ziemi. Talerze latały często, ale w tamten dzień wytrzaskaliśmy wszystkie, przeplatając pomiędzy nimi patologiczne wiązanki. Usłyszałem wiele na swój temat, to wystarczyło, aby spakować plecak i wynieść się z tej celi.

– Nigdy już do Ciebie nie wrócę jędzo, świruj dalej sama – wykrzyczałem zasuwając plecak.

Płakała, bo wiedziała, że przegięła. Oboje wtedy przegięliśmy. Nie łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, ale jeśli to zrobicie, to zobaczycie czołg, który przejdzie przez każdą ścianę. Wyprowadzałem się dość często, średnio raz na dwa miesiące – jednak teraz miało wyglądać to zupełnie inaczej. Wylądowałem w hotelu, w którym mogłem w końcu poczuć, że oddycham. Dzwoniła mnie, jednak moje ego ani razu nie odebrałem telefonu. Oczywiście, że za nią tęskniłem, do tego stopnia, że każdego wieczoru przeglądałem nasze zdjęcia na fejsie. Później był już tylko wzrok wbity tuż przed snem, w wygaszony telefon – przestała dzwonić. Zastanawiacie się czy w końcu wróciłem? Oczywiście, byłem chyba już uzależniony od tego tego wyniszczającego jazgotu Izki. Wróciłem po niespełna miesiącu. Był to słoneczny piątek.

Około godziny 10 zebrałem się z hotelu. Większość pracujących tam kobietek znałem już z imienia, często rozmawiałem z nimi wychodząc jako ostatni z hotelowego baru. Fajne babki, trzymały za mnie kciuki i powiedziały co nieco o życiu i kobietach. Z takim bagażem musi Wam się udać. Wracacie do siebie, bo nie umiecie bez siebie żyć – powtarzały bez końca. W powrocie miał mi pomóc ogromny bukiet róż – kupiłem ich wtedy ponad setkę. Co czuje kobieta, która dostaje bukiet, który ledwo przeciska się przed futrynę drzwi jej mieszkania? Nie wiem, ale wiem co czuje facet, który wydaje na to pieniądze. Bądźmy szczerzy, to tylko trochę zieleniny, która od setek lat pomaga beznadziejnym mężczyzna pozbywać się winy i ściągać z Was majtki.

Leciałem z tymi kwiatami ponad kilometr, który dzielił kwiaciarnie od wynajmowanego przez nas mieszkania. Mijałem tych wszystkich dobrze ubranych głupków, którzy pewnie zastanawiali się, w jaki sposób przegiąłem i czy kolejna naiwniara przyjmie przeprosiny. Dzisiejszy świat nie wierzy w mężczyzn – sami sobie na to zapracowaliśmy swoimi kutasami. I to trochę krzywdzące, bo przecież Ci mężczyźni nie zdradzają kobiet z mężczyznami – kobiety są równie niewierne, o czym miałem się już wkrótce przekonać.

Dotarłem do bloku. Darowałem sobie windę, która od zawsze głośno hałasowała, a pinda z piątego tylko czekała, aby coś wywęszyć. Czułem się wystarczająco głupio, aby musieć się jeszcze z tego tłumaczyć. Wyprawa schodami nie była łatwa – przekonało się o tym kilka czerwonych główek, które rozrzuciły swoje płatki po trzecim i czwartym piętrze. Wyglądało to jak czerwony dywan przebaczenia. Na pewno rzuci mi się na szyje i da szansę, a ja postaram się wziąć nas wystarczająco mocno w garść i się jakoś ułoży. Mieliśmy na to szansę, nie byliśmy przecież jeszcze martwi jak te kwiaty.

Kiedy stanąłem przed drzwiami, usłyszałem śmiech i wrzaski. Ta dziwka Iza, nie próżnowała i najwyraźniej świetnie się bawi. Miałem ochotę wejść z drzwiami i przemalować na czerwono mordą frajera sypialnie. Częściowo wyładowałem się jednak na kwiatach, którymi cisnąłem z siłą przepełnionego testosteronem samca, w drzwi podłej pindy, która lubiła węszyć. Musiałem zrobić przy tym dużo hałasu, ponieważ drzwi mojego mieszkania się otworzyły, a w nich stała zaskoczona Iza.

– Kochanie! – podeszła do mnie i pocałowała z języczkiem. Była wzruszona widokiem fruwających po całym korytarzu czerwonych płatków, które lądując układały kwiecisty dywan przebaczenia. Wszystko na jej cześć! Miała na sobie szpilki i krótko skrojoną, czarną sukienkę. – Anka spodziewa się dziecka, a Ewelina jest zaręczona, właśnie świętujemy!

Wszedłem do przepełnionego muzyką mieszkania. Na sole stały dwie flaszki wódki, leżała paczka ruskich papierosów i trochę fioletowych pigułek.

– W porządku dajcie mi chwilę – powiedziałem, udając się do łazienki, gdzie wziąłem prysznic. Wyszedłem w samych gatkach, miałem świadomość, że wyglądam bardzo dobrze. Babki zazwyczaj tylko z jednego powodu zaprzeczają, że nie podobają im się wysportowani faceci – ponieważ ich faceci, tak nie wyglądają. W drodze do salonu wyjrzałem jeszcze na klatkę – należały jej się te kwiaty, a raczej te kilka sztuk, które być może się ostało. Na klatce panowała cisza, a stara pinda wnosiła róże do swojego domu – pierdol się, pomyślałem trzaskając drzwiami.

Usiadłem na sofie w salonie i odpaliłem cienkiego papierosa. Musiałem się prezentować wystarczająco dobrze, pomyślcie jak wygląda facet, który 5 dni w tygodniu katuje się na siłowni.

– Cholera Daro, nie powinieneś już ćwiczyć – powiedziała Anka.
– No, żyły na brzuchu wyglądają obrzydliwie – przyznała Ewelina.

Podobałem im się. Iza się uśmiechnęła i nalała mi pierwszą setę wódki. Później poszło już z górki, wskazówki zegara upijały się równie szybko jak my. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak szczerze o wszystkim rozmawialiśmy i piliśmy. Gdy skończyła się wódka, dziewczyny otworzyły butelkę wina i tak rozmawialiśmy i piliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy. Wkrótce się ściemniło, a ja już piłem tylko w towarzystwie swoich gaci. Iza poszła do łazienki, a później padła gdzieś w sypialni. Anka zasnęła w przejściu do kuchni, a Ewelina tuż przy łóżku w małym pokoju. Byłem pijany, ale to nie przeszkadzało mi, aby czuć się nieszczęśliwym. Nie wiedziałem czy postępuje właściwie, znów pakując się w ten związek. Może stało się już za dużo? Może te wszystkie przykre słowa, które tak łatwo nam przychodziły, będą się za nami już zawsze ciągnąć? Ludzie kochają wypominać złe chwilę. Dopiłem wino z kieliszka i wziąłem Ewelinę do łóżka. Była dość wysoka i ku zdziwieniu każdego mężczyzny miała na prawdę obfite cycki, którym nie mogłem się tego wieczoru oprzeć. Jej koszula leżała na ziemi, a piersi słodko wyglądały z bordowej koronki. Zacząłem je całować i ssać.

– Boże co Ty robisz… – bełkotała.
– Będę się z Tobą pieprzył, niesamowicie mnie podniecasz Ew – wyszeptałem.
– Nie, przecież Izka mnie zabije!
– Cicho, o niczym się nie dowie, rozchyl nogi proszę.

Wlazłem na nią polowi i najumiejętniej ją całowałem, gmerając palcami w jej mokrej cipie. Jej ciało ją zdradzało – chciała tego i była gotowa. Ułożyłem się w taki sposób, aby łóżko nie hałasowało i ulżyłem sobie wtedy za całe zło jakie przeżyłem w tym pieprzonym mieszkaniu. Tryskało ze mnie jak nigdy – myślałem, że nigdy nie skończę. Jeden z najlepszych bzyków w moim życiu, pomyślałem, wycierając się w koszulę Eweliny. Ewelina spała – nawet nie zastanawiałem się czy jej się podobało, była tak pijana, że uzna to za sen – pomyślałem. Wróciłem do salonu, gdzie chwyciłem butelkę z resztą wina i zapaliłem papierosa. Dochodziła czwarta, kiedy wstałem i podszedłem do Anki chrapiącej w przejściu do kuchni. Z Anki to była prawdziwa baba, zwłaszcza wtedy kiedy ciąża ozdobiła jej brzuch, w kolejną fałdę tłuszczu. Miała wymalowane na czerwono usta i kręcone włosy. Gdyby czort był kobieta pewnie wyglądałby jak ona. Zacząłem całować tą tłustą japę, która cuchnęła tanimi śledziami w śmietanie. Ku zdziwieniu również nie miała oporów, przekręciła się na brzuszysko i ochoczo opuściła spodnie, odsłaniając swój duży, blady tyłek. Seks był jak zjazd górskim potokiem na pontonie, nic przyjemnego, jednak to wystarczyło, abym zastanawiał się co poczuje ten biedny chłopak kiedy Anka urodzi dziecko. Mężczyźni boją się kobiecych porodów, boją się o kwiat kobiecości, które nie zawsze uchodzi bez szwanku podczas wypychania na świat potomka. W mojej pracy chłopaki nawet licytowali się ile dać w łapę lekarzowi, ale ten dodatkowo zrobił jeden szew więcej – stare świntuchy, chcące zrobić ze swoich żon, świeżutkie siedemnastki. Nie moja sprawa, ja nie chcę mieć dzieci. Podciągnąłem Ance jeansy i poszedłem do kibla się odlać. Ten wieczór był wystarczająco dziwny, więc brakowało jeszcze tego, abym nie mógł się porządnie wyszczać. Faceci po seksie mają zawsze z tym problem, później zaprzeczają, że to nie oni leja po płytkach w łazience. Powoli zaczynało świtać, był tuż przed piątą, kiedy poszedłem do sypialni gdzie spała Iza. Chwile na nią patrzyłem – zawsze lubiłem patrzeć jak śpi. Wyglądała przy tym niewinnie – przeciwnie do tego jak potrafiła się złościć, wtedy była kumulacją wszystkich moich leków. Była piękna, szkoda, że jej tego nie mówiłem. To musi być prawdziwa miłość, kiedy nawet po tak trudnych przejściach nadal do siebie wracamy, bo nie potrafimy o sobie nie myśleć, bez siebie funkcjonować. Czy na prawdę chciałbym to stracić? Wszedłem do łóżka i przytuliłem się do jej pleców. Jej włosy pachniały jak dawniej.

Rano obudził mnie hasał dobiegający z kuchni – kurwa, serio? Nie możesz mi tego oszczędzić, boli mnie łeb! – wydarłem się, wzmacniając tym samym przeszywający dyskomfort. Nie często miewałem kace, ale kiedy się przytrafiały, to przeraźliwie pragnę śmierci. Znacie to uczucie? Człowiek w takich chwilach słyszy jak rośnie najmniejsze źdźbło trawy. Mózg pulsuje, uderzając w czaszkę, z której chce się wydostać. Odgłosy z kuchni nie ustawały. Zwlekłem zwłoki z łóżka, wsunąłem jedną stopkę w klapka i udałem się w stronę Izy. Woda lała się do zlewu pełnego talerzy i szklanek, a Iza klęczała na ziemi, wyjadając kolorowe pigułki, które były rozrzucone po całej podłodze.

– Co Ty kurwa wyprawiasz, wypluj to – podbiegłem łapiąc ją za ramię – przełknęła.
– Boże czyś Ty oszalała, co to kurwa było? Zacząłem szukać opakowania, nigdy nie widziałem jej w tak złym stanie.

Jak to możliwe, że tak szybko się postarzała? Jej twarz była sucha i pomarszczona, a z przekrwionych oczu leciały łzy, które rozpraszały się po nierównościach chropowatej cery. Włosy miała kręcone, pofarbowane, a jej ciało przypominało worek pełny galaretek, pianek i czekolady.

– Coś Ty ze sobą zrobiła – rozpłakałem się.
– Przestań ryczeć, nic nie rozumiesz. Gdzie byleś jak Cie potrzebowałam? Gdzie będziesz jak urodzę nie twoje dziecko?
– Dziecko? – zapytałem.
– No co zrobisz, jak powiem Ci, że jestem zaręczona? Mogłam liczyć tylko na dziewczyny. Spójrzcie kochane tylko na niego – roześmiała się.

Nie byłem w stanie nic z siebie wydusić, a ona kontynuowała.

– To wszystko twoja wina, pozwoliłeś na to, abyśmy tutaj pozdychali. Nie wiem po cholerę wróciłeś – śmiała się z zaciekawieniem obserwując moją reakcję.
– Zobacz Aniu, patrz Ewelino, tacy są właśnie dzisiejsi mężczyźni. Banda zawszonych fiutów myślących o czubku własnego nosa – Izka powtarzała to zdanie do znudzenia.
W kuchni nie było nikogo poza nami. W jednej chwili zrozumiałem w jakiej fikcji tkwiliśmy. To było piętno tego związku. Żyjąc z wariatem sam się nim stajesz. My, wyniszczeni. My i nasze ukochane urojenia.

Ten ostatni raz spojrzałem jej tak głęboko w oczy. Wiedzieliśmy, że niszczyliśmy wszystkie swoje ideały. To było pożegnanie, którego tak strasznie potrzebowaliśmy. Wstałem z kolan i nie mówiąc ani słowa, wyszedłem na balkon. Na mojej twarzy zarysował się uśmiech, oddychałem i czułem się spokojny. Chwyciwszy za antenę ustawiłem nogi na żółtej balustradzie – była piękna w plasku wrześniowego słońca. Z kuchni dobiegał dopingujący krzyk i latały talerze. Widok był niesamowity – nigdy nie czułem się tak wolny, jak w tej jednej chwili. Był piękny sobotni poranek, a przyjemny letni wiatr przeczesywał moje włosy. Stałem, a w oddali pary z dziećmi karmiły kaczki. Przepiękny widok, moje kochane kwaki. Na dole ustawiła się grupa zaciekawionych gapiów. Wśród nich stała ona, dziewczyna o blond włosach, trzymająca w ręku yorka. Była piękna, tak jak wtedy, kiedy nigdy jej nie poznałem. Uśmiechnąłem się i skoczyłem.

„Jestem kluczem do zamka od twojego domu
który trzyma twoje zabawki w piwnicy
jeśli wejdziesz zbyt głęboko
zobaczysz jedynie moje odbicie
wiesz że jesteśmy przyjaciółmi do śmierci”

Czytaj mnie częściej i bądź na bieżąco:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

Komentarze

Powrót na stronę główną