Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Faceci kochają zaliczać naiwne panienki, będące świeżo po rozstaniu.

Zwiń to zdjęcie

Miała 21 lat, a na dupie dobrze skrojone czarne rajstopy. Stała przed lustrem wykonując ostatnie szlify swojej grubo zarysowanej brwi. Szklana tafla zdradzała amarantowy odcień jej szminki, który świetnie współgrał z kasztanową grzywką. Mogła podobać się facetom, nie tylko tego wieczoru. Nie tylko tyłem. Wiecie, takie mocne 7/10, za które faceci płacili w maku, wiedząc, że i tak z tego nic nie będzie.

Szykowała się na spotkanie z kolesiem, którego poznała na Tinderze.

I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że odkąd ją znałem, to powtarzała, że to aplikacja dla desperatek, a jej jedyny kontakt z nią ogranicza się tylko do bekowego przewijania naiwniaków – podczas wizyt u przyjaciółek. Najwidoczniej tego wieczoru zmieniła zdanie. I choć miała prawo szukać księcia, bo ostatni rycerzyk, któremu poświęciła minione 2 lata skończył w dupie jakiejś blondyny, to powtarzałem jej, że to nie jest najlepszy pomysł.

Facet z aplikacji miał na imię Tomek.
Jego profil? Tylko trzy zdjęcia.

Pierwsze, to zwykła profilówka, niebieska koszulka z dobrze znanym konikiem, modnie ułożona fryzura i uśmiech jak u aktora z młodzieżowych seriali. Drugie chyba z ulic Bangkoku – strzelane z kijka, bo w dłoni trzyma drinka podanego w skorupie po kokosie. Ostatnie zdjęcie na sportowo z jakiegoś Warszawskiego biegu – wygrał, zawsze wygrywa, przynajmniej tak o sobie pisał. Niby nic, zwyczajny facet z fajnymi zainteresowaniami, z którym łączyły ją książki Nicholasa Sparksa, Filip Chajzer i Uniwersytet Warszawski.

W tym momencie przerwałem pisać ten wpis, było to z dobre 7 miesięcy temu. Siedem długich miesięcy temu, podczas, których moje dłonie drapały mnie po jajach, pisały kolejne notki, wiązały sznurowadła, wyciskały sztangę i pociągały za spłuczkę od kibla. Nadal wierzycie, że jestem interesujący?

Dziś jest mi dane kończyć ten wpis – domyślam się, że chcecie zapytać co u Natalii?

Jakoś leci – nie przesiaduje już na Tinderze, skupiła się na studiach, uczy się francuskiego i chodzi na wieczorne zajęcia z salsy.
A i bym zapomniał – nienawidzi facetów.

Tomek, okazał się fiutem, którego głównym zainteresowaniem nie był marny prezenter z TVNu czy kobiece romansidła Sparksa, a obracanie naiwnych cipko-dupci. Natalia przekonała się o tym po miesiącu intensywnej znajomości, kiedy to podczas jednego z wieczorów jej psiapsiuła odnalazła go ponownie w randkowej aplikacji. On zaś twierdził przez cały czas ich związku, że skasował konto, bo nie jest mu potrzebne do szczęścia nic poza nią. Mimo to nie zniechęciła się i po niewiernym Tomaszu byli następni.

Darek, fotograf z dużym, który kochał podróżować. Lecz jemu również szybko odwidziało się bycie tym jedynym i zerwał z nią zaraz po ich pierwszym razie – ostatnim co usłyszała przed tym jak strzeliła go w pysk było „związek, to nie jest to czemu chcę się teraz oddać. Życie jest zbyt interesujące, aby bawić się w dom”.

Maciek, sprzedawca w salonie Peugeota (wielkość członka nieznana), z którym mogłaby być pomimo tego, że miział po cycku niczym niedoświadczony licealista. Niby miły, wygadany intelektualista w markowych okularkach, który również sprytnie wywinął się ze znajomości, wymyślając pretekst, że ma tyle pracy, iż nie da rady angażować się w związki – „Nie chcę Cię ranić, nie będziesz przy mnie szczęśliwa, zasługuje na kogoś lepszego. Odejdź”.

I jeszcze kilku innych gości, którzy nazywali ją płatkiem śniegu, rysowali uśmiech na twarzy i komplementowali włosy oraz sukienkę.

Drogie dziewczyny,
z racji tego, że na Tinderze nie znajdziecie inteligentnego, przecudnego i zabawnego pismaka, którego nazwisko zaczyna się na K, a kończy na S, to dajcie sobie spokój z randkowaniem przez neta. To dobra rada starszego kolegi, który w dawnych czasach był jednym z takich gości. Statystycznie raz w tygodniu utwierdzacie mnie w moim podejściu do tematu – bo zazwyczaj co tydzień jest mi dane koić wasze złamane przez Tinder serca i pupy.

I zaufajcie mi, jestem facetem, a więc potrafię myśleć jak facet.

Nie ma nic prostszego jak rwanie loszek przez telefon – i kolesie doskonale zdają sobie z tego sprawę, a na domiar złego znają wasze oczekiwania i potrzeby, więc doskonale wiedzą co napisać i jak to zrobić, abyście, w krótkiej perspektywie czasu jedli samcze sushi z ich majtek.

Przestańcie wierzyć we wszystkie piękne love story waszych koleżanek, które znalazły tinderowskiego księcia na białym koniu. Owszem, być może się udało, ale te koleżanki zazwyczaj już nie chwalą się tym jaka była cena dotarcia do królewskiej znajomości. Ile bezmózgiej męskiej ignorancji trzeba było przegrzebać, z iloma prostakami, chamami i nudziarzami przyszło pić im kawę, a ilu oddało się seksualną satysfakcję.

Wiecie co mówi większość moich kumpli, którzy bawią się w „idealnych” panów z Tindera? Że to kopalnia panienek z odzysku, które są najlepszym i najłatwiejszym celem. I mają rację, bo jeśli już mamy generalizować, to większość kobiet na Tinder trafia z dwóch powodów.

Są w długotrwałym związku z ciepłym misiem, który już dawno przestał o nie zabiegać/adorować i zaczął zachowywać się tak jakby miał wyjebane na życie i ich związek. Takie lasie ściągają na Tindera, bo mają świadomość, że mimo swoich bezsensownych związków nadal są fajne, ładne, zgrabne i mogą się podobać. Przybywają bo chcą się poczuć docenione i skomplementowane – pragną męskiego zainteresowania, uwagi i poczucia własnej wartości. I gdy dostaną to wszystko, to w zamian oddadzą cipkę jednemu czy drugiemu facetowi, który był miły. I to wszystko tylko po to, aby później potulnie wrócić do „ukochanego” i sprawdzonego misia – bo kochanek nie chciał zbyt długo bawić się w dom.

Drugie grupa to dziewczyny, które przybywają, ponieważ facet okazał się zdradliwym palantem. Jedną z nich była wspomniana wyżej Natalia, która chciała zrzucić na kogoś lizanie ran po jej nieudanym związku. Ile takich Natalii uśmiecha się codziennie do telefonu, nieświadome tego, że facet, z którym flirtują po prostu chce je przelecieć? Niestety, tamci kolesie w dużej większości są idiotami bez powodzenia. I jeśli trafi Wam się ich przeciwieństwo, to podniecone i rozkochane zawierzacie w fałszywe maski gości, którzy reprezentują nurt osób, które nie chcą stabilnych więzi, a raczej stabilnego, niezobowiązującego ruchania. Nóż otwiera się w mojej kieszeni, kiedy słucham swoich kumpli – bo potwierdzają, że liczba porządnych i poukładanych dziewczyn zaliczających się do tej grupy jest zatrważająca. Faceci z Was korzystają. Jesteście jak ławica dryfujących cycków, która ślepo płynie w kierunku męskiej atencji – a my korzystamy i wyławiamy Was garściami.

I nie mam Wam za złe (choć współczuje, że nie wyłapujecie tych wszystkich na kilometr śmierdzących męskich gierek), bo wiem, że niesie Was nadzieja na odnalezienie tego jedynego. Presja społeczna, upływający czas, doskwierająca samotność czy instynkt macierzyński – chcecie złapać i okiełznać faceta, ale dlaczego już po kilku dniach rozmowy pchacie się na spotkania z ludźmi, których ideał dopowiedzieliście sobie same? Idealizujecie kolesi, których charakteryzuje kilka wyphotoshopowanych zdjęć i chwytliwe (jak dla mnie mało wyszukane, zerżnięte z neta) opisy. Uznajecie ich za interesujących i jesteście łase na każde miłe słówko – „bo mnie docenił”, „rozśmieszył”, „bo był w równie bezsensownym związku”, „bo pragnie miłości”, „bo został zraniony”- wyrachowany facet sprzeda Wam każda bajeczkę, na którą czekacie.

Wiecie jaki Natalia miała opis o sobie?
„Nie jestem wszyscy, nie jestem każda.”

A prawda jest taka, że była jak wszystkie, bo była jak każda naiwniara, który wierzyła w swoją wyjątkowość potwierdzoną przez randomowego Romana. Nie ma sensu leczyć kompleksów i budować swojej wartości na kolesiach, którzy chcą doładowywać Wam telefony, jeździć z Wami na wakacje i do hotelów. Szukanie miłości na Tinderze jest jak szukanie złota w szambie – kiedy wydaje się, że właśnie je znaleźliście, okazuje się, że jest to tylko niestrawiony archaidowy orzeszek, który niemiłosiernie śmierdzi – z tym, że często dostrzegacie to po czasie. Facet, który chcę uwodzić kobiety, doskonale wie, że musi być interesujący, pociągający i dobrze ubrany – to wszystko buduje twój błysk w oku, reszta to już tylko dokarmianie twojej idealizacji historyjkami, które chcesz usłyszeć. Dziś każdy chce stwarzać jak najlepsze wrażenie – takie czasy. Prześcigamy się w stwarzaniu pozorów (interesujące pasje, praca, życie) i pożeraniu cudzej aprobaty, lecz ostatnim co powinniśmy przy tym oddawać jest zaufanie.

Zostaw lajka na moim fanpage i bądź na bieżąco z moimi tekstami:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

 

Komentarze

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Faceci kochają zaliczać naiwne panienki, będące świeżo po rozstaniu.

Miała 21 lat, a na dupie dobrze skrojone czarne rajstopy. Stała przed lustrem wykonując ostatnie szlify swojej grubo zarysowanej brwi. Szklana tafla zdradzała amarantowy odcień jej szminki, który świetnie współgrał z kasztanową grzywką. Mogła podobać się facetom, nie tylko tego wieczoru. Nie tylko tyłem. Wiecie, takie mocne 7/10, za które faceci płacili w maku, wiedząc, że i tak z tego nic nie będzie.

Szykowała się na spotkanie z kolesiem, którego poznała na Tinderze.

I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że odkąd ją znałem, to powtarzała, że to aplikacja dla desperatek, a jej jedyny kontakt z nią ogranicza się tylko do bekowego przewijania naiwniaków – podczas wizyt u przyjaciółek. Najwidoczniej tego wieczoru zmieniła zdanie. I choć miała prawo szukać księcia, bo ostatni rycerzyk, któremu poświęciła minione 2 lata skończył w dupie jakiejś blondyny, to powtarzałem jej, że to nie jest najlepszy pomysł.

Facet z aplikacji miał na imię Tomek.
Jego profil? Tylko trzy zdjęcia.

Pierwsze, to zwykła profilówka, niebieska koszulka z dobrze znanym konikiem, modnie ułożona fryzura i uśmiech jak u aktora z młodzieżowych seriali. Drugie chyba z ulic Bangkoku – strzelane z kijka, bo w dłoni trzyma drinka podanego w skorupie po kokosie. Ostatnie zdjęcie na sportowo z jakiegoś Warszawskiego biegu – wygrał, zawsze wygrywa, przynajmniej tak o sobie pisał. Niby nic, zwyczajny facet z fajnymi zainteresowaniami, z którym łączyły ją książki Nicholasa Sparksa, Filip Chajzer i Uniwersytet Warszawski.

W tym momencie przerwałem pisać ten wpis, było to z dobre 7 miesięcy temu. Siedem długich miesięcy temu, podczas, których moje dłonie drapały mnie po jajach, pisały kolejne notki, wiązały sznurowadła, wyciskały sztangę i pociągały za spłuczkę od kibla. Nadal wierzycie, że jestem interesujący?

Dziś jest mi dane kończyć ten wpis – domyślam się, że chcecie zapytać co u Natalii?

Jakoś leci – nie przesiaduje już na Tinderze, skupiła się na studiach, uczy się francuskiego i chodzi na wieczorne zajęcia z salsy.
A i bym zapomniał – nienawidzi facetów.

Tomek, okazał się fiutem, którego głównym zainteresowaniem nie był marny prezenter z TVNu czy kobiece romansidła Sparksa, a obracanie naiwnych cipko-dupci. Natalia przekonała się o tym po miesiącu intensywnej znajomości, kiedy to podczas jednego z wieczorów jej psiapsiuła odnalazła go ponownie w randkowej aplikacji. On zaś twierdził przez cały czas ich związku, że skasował konto, bo nie jest mu potrzebne do szczęścia nic poza nią. Mimo to nie zniechęciła się i po niewiernym Tomaszu byli następni.

Darek, fotograf z dużym, który kochał podróżować. Lecz jemu również szybko odwidziało się bycie tym jedynym i zerwał z nią zaraz po ich pierwszym razie – ostatnim co usłyszała przed tym jak strzeliła go w pysk było „związek, to nie jest to czemu chcę się teraz oddać. Życie jest zbyt interesujące, aby bawić się w dom”.

Maciek, sprzedawca w salonie Peugeota (wielkość członka nieznana), z którym mogłaby być pomimo tego, że miział po cycku niczym niedoświadczony licealista. Niby miły, wygadany intelektualista w markowych okularkach, który również sprytnie wywinął się ze znajomości, wymyślając pretekst, że ma tyle pracy, iż nie da rady angażować się w związki – „Nie chcę Cię ranić, nie będziesz przy mnie szczęśliwa, zasługuje na kogoś lepszego. Odejdź”.

I jeszcze kilku innych gości, którzy nazywali ją płatkiem śniegu, rysowali uśmiech na twarzy i komplementowali włosy oraz sukienkę.

Drogie dziewczyny,
z racji tego, że na Tinderze nie znajdziecie inteligentnego, przecudnego i zabawnego pismaka, którego nazwisko zaczyna się na K, a kończy na S, to dajcie sobie spokój z randkowaniem przez neta. To dobra rada starszego kolegi, który w dawnych czasach był jednym z takich gości. Statystycznie raz w tygodniu utwierdzacie mnie w moim podejściu do tematu – bo zazwyczaj co tydzień jest mi dane koić wasze złamane przez Tinder serca i pupy.

I zaufajcie mi, jestem facetem, a więc potrafię myśleć jak facet.

Nie ma nic prostszego jak rwanie loszek przez telefon – i kolesie doskonale zdają sobie z tego sprawę, a na domiar złego znają wasze oczekiwania i potrzeby, więc doskonale wiedzą co napisać i jak to zrobić, abyście, w krótkiej perspektywie czasu jedli samcze sushi z ich majtek.

Przestańcie wierzyć we wszystkie piękne love story waszych koleżanek, które znalazły tinderowskiego księcia na białym koniu. Owszem, być może się udało, ale te koleżanki zazwyczaj już nie chwalą się tym jaka była cena dotarcia do królewskiej znajomości. Ile bezmózgiej męskiej ignorancji trzeba było przegrzebać, z iloma prostakami, chamami i nudziarzami przyszło pić im kawę, a ilu oddało się seksualną satysfakcję.

Wiecie co mówi większość moich kumpli, którzy bawią się w „idealnych” panów z Tindera? Że to kopalnia panienek z odzysku, które są najlepszym i najłatwiejszym celem. I mają rację, bo jeśli już mamy generalizować, to większość kobiet na Tinder trafia z dwóch powodów.

Są w długotrwałym związku z ciepłym misiem, który już dawno przestał o nie zabiegać/adorować i zaczął zachowywać się tak jakby miał wyjebane na życie i ich związek. Takie lasie ściągają na Tindera, bo mają świadomość, że mimo swoich bezsensownych związków nadal są fajne, ładne, zgrabne i mogą się podobać. Przybywają bo chcą się poczuć docenione i skomplementowane – pragną męskiego zainteresowania, uwagi i poczucia własnej wartości. I gdy dostaną to wszystko, to w zamian oddadzą cipkę jednemu czy drugiemu facetowi, który był miły. I to wszystko tylko po to, aby później potulnie wrócić do „ukochanego” i sprawdzonego misia – bo kochanek nie chciał zbyt długo bawić się w dom.

Drugie grupa to dziewczyny, które przybywają, ponieważ facet okazał się zdradliwym palantem. Jedną z nich była wspomniana wyżej Natalia, która chciała zrzucić na kogoś lizanie ran po jej nieudanym związku. Ile takich Natalii uśmiecha się codziennie do telefonu, nieświadome tego, że facet, z którym flirtują po prostu chce je przelecieć? Niestety, tamci kolesie w dużej większości są idiotami bez powodzenia. I jeśli trafi Wam się ich przeciwieństwo, to podniecone i rozkochane zawierzacie w fałszywe maski gości, którzy reprezentują nurt osób, które nie chcą stabilnych więzi, a raczej stabilnego, niezobowiązującego ruchania. Nóż otwiera się w mojej kieszeni, kiedy słucham swoich kumpli – bo potwierdzają, że liczba porządnych i poukładanych dziewczyn zaliczających się do tej grupy jest zatrważająca. Faceci z Was korzystają. Jesteście jak ławica dryfujących cycków, która ślepo płynie w kierunku męskiej atencji – a my korzystamy i wyławiamy Was garściami.

I nie mam Wam za złe (choć współczuje, że nie wyłapujecie tych wszystkich na kilometr śmierdzących męskich gierek), bo wiem, że niesie Was nadzieja na odnalezienie tego jedynego. Presja społeczna, upływający czas, doskwierająca samotność czy instynkt macierzyński – chcecie złapać i okiełznać faceta, ale dlaczego już po kilku dniach rozmowy pchacie się na spotkania z ludźmi, których ideał dopowiedzieliście sobie same? Idealizujecie kolesi, których charakteryzuje kilka wyphotoshopowanych zdjęć i chwytliwe (jak dla mnie mało wyszukane, zerżnięte z neta) opisy. Uznajecie ich za interesujących i jesteście łase na każde miłe słówko – „bo mnie docenił”, „rozśmieszył”, „bo był w równie bezsensownym związku”, „bo pragnie miłości”, „bo został zraniony”- wyrachowany facet sprzeda Wam każda bajeczkę, na którą czekacie.

Wiecie jaki Natalia miała opis o sobie?
„Nie jestem wszyscy, nie jestem każda.”

A prawda jest taka, że była jak wszystkie, bo była jak każda naiwniara, który wierzyła w swoją wyjątkowość potwierdzoną przez randomowego Romana. Nie ma sensu leczyć kompleksów i budować swojej wartości na kolesiach, którzy chcą doładowywać Wam telefony, jeździć z Wami na wakacje i do hotelów. Szukanie miłości na Tinderze jest jak szukanie złota w szambie – kiedy wydaje się, że właśnie je znaleźliście, okazuje się, że jest to tylko niestrawiony archaidowy orzeszek, który niemiłosiernie śmierdzi – z tym, że często dostrzegacie to po czasie. Facet, który chcę uwodzić kobiety, doskonale wie, że musi być interesujący, pociągający i dobrze ubrany – to wszystko buduje twój błysk w oku, reszta to już tylko dokarmianie twojej idealizacji historyjkami, które chcesz usłyszeć. Dziś każdy chce stwarzać jak najlepsze wrażenie – takie czasy. Prześcigamy się w stwarzaniu pozorów (interesujące pasje, praca, życie) i pożeraniu cudzej aprobaty, lecz ostatnim co powinniśmy przy tym oddawać jest zaufanie.

Zostaw lajka na moim fanpage i bądź na bieżąco z moimi tekstami:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

 

Komentarze
Powrót na stronę główną