Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Po co nam ograniczenia, kontrola i zazdrość?

Zwiń to zdjęcie

Pada słowo klucz, „zazdrość w związku”,
oho, twój wzrok ochoczo wertuje kolejne litery tego tekstu – wiesz coś o tym. W twojej głowie pojawiają się myśli – czym ten Kobus znów zaskoczy, czy bywa zazdrosny, jakie ma doświadczenia? Ano ma, podobnie zresztą jak Ty. Różnica polega jednak na tym, że jedni o zazdrości mogą powiedzieć niewiele, a innym do dzisiaj odbija się czkawką, dlatego piszą książki. Mówi się, że zazdrość to jeden z nieodłącznych elementów prawdziwej miłości. Miłości, której się nie zaprzedaje dla nóg Adriany Limy czy skórzanego portfela wypchanego złotymi kartami kredytowymi. Miłości, która wymaga zazdrości, bo tylko ta pokazuje jak bardzo zależy nam drugiej osobie, bla bla bla… stop. Właśnie zwymiotowałem – w taka definicję chcecie wierzyć?

Ja uważam, że ludziom zazdrosnym powinno się fundować pobyt na bezludnej wyspie – brzmi atrakcyjnie? Nie powinno. Ludzie powinni uświadomić sobie jak bardzo destruktywnie na związek wpływa zazdrość i jak wiele niepokojących rzeczy mówi o nich samych, ale po kolei.

 

Zazdrość to egoistyczna suma twoich kompleksów. 

Zazdrość nie jest troską o partnera. Zazdrość jest problemem, twoją negatywną emocją, która potrafi wzbudzić lęk, smutek, gniew, a nawet nienawiść. To oczy twojej wyobraźni, zestaw wewnętrznych przekonań i towarzyszący im krzyk kompleksów, które zaślepiają i przysłaniają rzeczywisty obraz partnera. I partner boleśnie się o tym przekona, kiedy przyjdzie mu się zderzyć z brakiem twojego zaufania, a co za tym idzie, ciągłymi pretensjami, podejrzeniami, zarzutami, a nawet prześladowaniem. Nie brzmi najlepiej, nie? To dlaczego to sobie fundujecie? Nie da się uchronić partnera przed całym złem tego świata, a próbując, sam tym złem się dla niego stajesz.

I owszem, masz prawo do zazdrości, ale tylko na początku związku – kiedy wszystko jest świeżę, niepewne, tajemnicze, a fundamenty zaufania dopiero powstają. Ale w długotrwałych związkach? Kiedy to znamy siebie jak łyse konie, a o miłości mówimy już z pełnym przekonaniem?

Zazdrość wtedy to nic innego jak suma twoich kompleksów. Czujemy się niepewnie sami z sobą, dewaluujemy swoją wartość i uważamy partnera za swoiste zbawienie, które należy zamknąć w klatce, a kluczyk włożyć sobie głęboko w dupę – tak, aby nikt kto w niej nie grzebie nie mógł go znaleźć. I nie mów, że to miłość, bo to nic innego jak próbą zawłaszczenia człowieka przez drugiego człowieka. Osoba, która nie akceptuje siebie, nie zdaje sobie sprawy ze swojej wartości, a więc będzie próbowała łatać swoje emocjonalne dziur ptaszkiem zamkniętym w złotej klatce.

Zaakceptuj rzeczywistość.

To największy problem ludzi chorobliwie zazdrosnych, których receptą na udany szczęśliwy związek stały się wieczne fochy, zakazy i ograniczenia wymierzone w stronę partnera. Cel jest jeden – stworzyć na pozór bezpieczną fortecę, z której nikt, ani nic nie wyrwie księżniczki – i żyć tak długo, i szczęśliwie. Metody? Inwigilacja, sprawdzanie telefonów, wypytywanie, jednym słowem osaczenie. Skrupuły? Nie mają żadnych, a przynajmniej nie dopuszczają myśli z tym związanych. I szkoda, bo może byś zrozumiał jak bardzo jest to egoistyczne i frustrujące. Chcieliście żyć w bajkach, a pobudowaliście pałace, w których trzymacie na szyi ukochanych zaciśnięte ręce. O czym marzy księżniczka? O oddechu – ucieczce w miejsce, które zagwarantuje wytchnienie – może to być bar mleczny, weekendowe picie winka z przyjaciółką lub łóżko kochanka. Nie takich happy end sobie wyobrażałeś? Cóż, idiotyczne działania prowadzą do idiotycznych zakończeń.

Otwórz oczy i zaakceptuj rzeczywistość, bo związki to nie bajki braci Grimm. Związki to gra zespołowa, a nie zabawa w pilnowanie zakładnika. Jesteśmy ludźmi wolnymi, a nie ubezwłasnowolnionymi marionetkami bez duszy – mamy uczucia, o które należy dbać. Jeśli twój partner będzie chciał Cię zdradzić, to po prostu to zrobi – nie masz na to wpływu, a tym bardziej go nie upilnujesz. I powtórzę to kilka razy, uwaga.

Jeśli twój partner będzie chciał Cię zdradzić, to po prostu to zrobi.
Jeśli twój partner będzie chciał Cię zdradzić, to po prostu to zrobi.
Jeśli twój partner będzie chciał Cię zdradzić, to po prostu to zrobi.

Niestety znam sporo związków, do których te słowa nie trafiają, a kontrola jest tak duża, że ludziom zakazuje się nawet rozmawiać ze znajomymi. Pretensji nie ma końca i zaczynają się już wraz z pojawieniem głupiego lajka pod zdjęciem na fejsbuku.

I przyznaje się – sam nawet w takich związkach uczestniczyłem – raz w roli dobrego, a raz złego gliny. Mimo to szybko złożyłem odznakę na stół. Zrozumiałem, że związek nie idzie w parze z ograniczeniem i kontrolą – i świadczą o tym te wszystkie lata, które są już tylko związkowymi wspomnieniami. Wierzyłem w swoje chore wyobrażenia, które nie miały nic wspólnego z prawdą. Wmawiałem sobie haluny, w które chciałem wierzyć, a zarazem najbardziej się ich obawiałem. Skutek jaki osiągnąłem był przeciwny do zamierzonego – w tym układnie nikt nie był szczęśliwy, bo wspólnie szczaliśmy na zaufanie. Zazdrość wyniszcza – i moje życie nie musiało tak wyglądać, wystarczyło pozbyć się strachu i zaakceptował rzeczywistość. Dziś wiem, że tylko zaufanie jest w stanie przeprowadzić Was przez wspólne życie – bez tego już możecie pakować rozrzucone po kątach seks zabawki, szkoda tracić czas na związki o wątłych, zajszczanych fundamentach.

Zrozumienie i niezamykanie się na potrzeby drugiej osoby daje Wam możliwość wspólnego rozwoju na wielu płaszczyznach – to wspaniała wartość i poczucie dobrze spędzanego czasu, z dala od związkowych marazmów, o których tak często przychodzi mi pisać. Nie uda Wam się pozbyć strachu przed utratą – tym rządzi się życie, a chcąc żyć musisz AKCEPTOWAĆ reguły tego życia. Jedna z nich mówi, że nic w życiu nie jest pewne.

Zaakceptuj ten fakt jak powietrze, którym oddychasz. Przestańcie bać się prawdy. Zamiast gnębić się zazdrością, spójrzcie na swój związek i przyjrzyjcie się swoim działaniom – to to są elementy, które są zależne tylko od Was i wartości jaką w to wkładacie. Nieuczciwość i zdrada nie pojawia się bez powodu – na skoki w bok, każdy z nas pracuje sobie dniami, miesiącami, latami. Jeśli partner będzie nieszczęśliwy, to zdradzi lub spakuje do walizki wyżej wspomniane gadżety – i jedynym co możecie robić, aby do tego nie doszło, to dbać o wasze relacje każdego pieprzonego dnia. Brzmi infantylnie? Być może, ale „jak dbasz, tak masz”.

Niech zazdrość będzie kompasem.

Katalizatorem pozytywnych zmian, który wskaże Wam kierunek w jakim należy pożądać. Ja przekułem swoje słabości w zalety i dziś traktuję zazdrość jako inspirację, która popycha mnie w kierunku zmiany na lepsze. Zamiast zachowywać się jako zazdrosny mięczak, włożyłem spodnie, które pozwoliły mi pożegnać się z wiecznym fochem, który rozdawałem w gratisie do pytań typu „Kochanie, nie będziesz miał nic do tego jak wyjdę dziś wieczorem z dziewczynami?”. „Nie kochanie, nie będę miał” – ale to, że nie odpisywałem już jej na smsy, bo byłem wkurwiony, pominę. I być może jeszcze do niedawna miałbym problem w tym, że moja partnerka tańczy w klubie z innym gościem do tego stopnia, że rozwaliłby tego gościa i pół klubu… a dziś? Dziś skończyłem szukać dla siebie usprawiedliwienia w gadaniu „Kochanie ufam tobie, ale nie ufam jemu”. Prawda jest taka, że jak suka nie da, to pies nie weźmie – sorry dziewczyny, ktoś musiał im to wyjaśnić. Dziś ufam przede wszystkim sobie i nie szukam na siłę rzeczy których nie ma… a na pytanie zdziwionych kumpli: „Nie przeszkadza Ci to, że imprezuje po mieście?” odpowiadam „Przecież jest ciepło ubrana”. I w tym jest siła udanych związków – zazdrość powinna uczyć Was pokory do samego siebie, szacunku do partnera, ale także uświadomić co jeszcze musicie zmienić, ulepszyć, usprawnić, aby czuć się z nią komfortowo (i znać swoją wartość).

Kobus, czyli zazdrość w Twoim życiu nie istnieje?
Nie. Oczywiście, że istnieje. Jednak przestałem ją przenosić na drugą osobę, dając jej swobodę do tego, aby życie ze mną nie wiązało się dla niej z rezygnacją z chęci, marzeń i planów. Skoro jesteśmy sobie pisani i mamy przed sobą wspólną drogą, to żadne z nas nie zasługuje na to, aby przejść ją na smyczy. Co ma być to będzie – zdrady się zdarzają, ponieważ niektórzy ludzie najzwyczajniej w świecie nie zasługują na naszą uwagę i wręcz powinniśmy im dziękować, że nas zawiedli właśnie teraz (kiedy nie straciliśmy jeszcze za dużo czasu). Mówcie „sprawdzam” już na początku waszego związku i nie traćcie czasu na grę, której rozstrzygnięcia pewni być nie możecie. Jeśli będą szczęśliwi – będą trwać, jeśli nie, odejdą.

Wrzuć na luz, odłóż odznakę szeryfa, a wraz z nią XIX wieczny sposób myślenia, że związek polega na przejmowaniu odpowiedzialności za życie drugiej osoby. Naucz się panować nad sobą i swoimi emocjami. Przestań idealizować partnera, pogódź się z tym, że w każdej chwili może Ci podziękować, ale żyj z nim tak, aby tego nigdy nie musieć usłyszeć. Szanuj wspólne wartości, niezależność i udowodnij, że jesteś zajebistym gościem, z którym żyje się „bo chcę”, a nie „bo muszę”.

To jak?
Bilet na bezludną wyspę, czy w końcu przestaniesz pierdolić?

Nie ma za co.

Komentarze

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

The Best of:

Sorry. No data so far.

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Po co nam ograniczenia, kontrola i zazdrość?

Pada słowo klucz, „zazdrość w związku”,
oho, twój wzrok ochoczo wertuje kolejne litery tego tekstu – wiesz coś o tym. W twojej głowie pojawiają się myśli – czym ten Kobus znów zaskoczy, czy bywa zazdrosny, jakie ma doświadczenia? Ano ma, podobnie zresztą jak Ty. Różnica polega jednak na tym, że jedni o zazdrości mogą powiedzieć niewiele, a innym do dzisiaj odbija się czkawką, dlatego piszą książki. Mówi się, że zazdrość to jeden z nieodłącznych elementów prawdziwej miłości. Miłości, której się nie zaprzedaje dla nóg Adriany Limy czy skórzanego portfela wypchanego złotymi kartami kredytowymi. Miłości, która wymaga zazdrości, bo tylko ta pokazuje jak bardzo zależy nam drugiej osobie, bla bla bla… stop. Właśnie zwymiotowałem – w taka definicję chcecie wierzyć?

Ja uważam, że ludziom zazdrosnym powinno się fundować pobyt na bezludnej wyspie – brzmi atrakcyjnie? Nie powinno. Ludzie powinni uświadomić sobie jak bardzo destruktywnie na związek wpływa zazdrość i jak wiele niepokojących rzeczy mówi o nich samych, ale po kolei.

 

Zazdrość to egoistyczna suma twoich kompleksów. 

Zazdrość nie jest troską o partnera. Zazdrość jest problemem, twoją negatywną emocją, która potrafi wzbudzić lęk, smutek, gniew, a nawet nienawiść. To oczy twojej wyobraźni, zestaw wewnętrznych przekonań i towarzyszący im krzyk kompleksów, które zaślepiają i przysłaniają rzeczywisty obraz partnera. I partner boleśnie się o tym przekona, kiedy przyjdzie mu się zderzyć z brakiem twojego zaufania, a co za tym idzie, ciągłymi pretensjami, podejrzeniami, zarzutami, a nawet prześladowaniem. Nie brzmi najlepiej, nie? To dlaczego to sobie fundujecie? Nie da się uchronić partnera przed całym złem tego świata, a próbując, sam tym złem się dla niego stajesz.

I owszem, masz prawo do zazdrości, ale tylko na początku związku – kiedy wszystko jest świeżę, niepewne, tajemnicze, a fundamenty zaufania dopiero powstają. Ale w długotrwałych związkach? Kiedy to znamy siebie jak łyse konie, a o miłości mówimy już z pełnym przekonaniem?

Zazdrość wtedy to nic innego jak suma twoich kompleksów. Czujemy się niepewnie sami z sobą, dewaluujemy swoją wartość i uważamy partnera za swoiste zbawienie, które należy zamknąć w klatce, a kluczyk włożyć sobie głęboko w dupę – tak, aby nikt kto w niej nie grzebie nie mógł go znaleźć. I nie mów, że to miłość, bo to nic innego jak próbą zawłaszczenia człowieka przez drugiego człowieka. Osoba, która nie akceptuje siebie, nie zdaje sobie sprawy ze swojej wartości, a więc będzie próbowała łatać swoje emocjonalne dziur ptaszkiem zamkniętym w złotej klatce.

Zaakceptuj rzeczywistość.

To największy problem ludzi chorobliwie zazdrosnych, których receptą na udany szczęśliwy związek stały się wieczne fochy, zakazy i ograniczenia wymierzone w stronę partnera. Cel jest jeden – stworzyć na pozór bezpieczną fortecę, z której nikt, ani nic nie wyrwie księżniczki – i żyć tak długo, i szczęśliwie. Metody? Inwigilacja, sprawdzanie telefonów, wypytywanie, jednym słowem osaczenie. Skrupuły? Nie mają żadnych, a przynajmniej nie dopuszczają myśli z tym związanych. I szkoda, bo może byś zrozumiał jak bardzo jest to egoistyczne i frustrujące. Chcieliście żyć w bajkach, a pobudowaliście pałace, w których trzymacie na szyi ukochanych zaciśnięte ręce. O czym marzy księżniczka? O oddechu – ucieczce w miejsce, które zagwarantuje wytchnienie – może to być bar mleczny, weekendowe picie winka z przyjaciółką lub łóżko kochanka. Nie takich happy end sobie wyobrażałeś? Cóż, idiotyczne działania prowadzą do idiotycznych zakończeń.

Otwórz oczy i zaakceptuj rzeczywistość, bo związki to nie bajki braci Grimm. Związki to gra zespołowa, a nie zabawa w pilnowanie zakładnika. Jesteśmy ludźmi wolnymi, a nie ubezwłasnowolnionymi marionetkami bez duszy – mamy uczucia, o które należy dbać. Jeśli twój partner będzie chciał Cię zdradzić, to po prostu to zrobi – nie masz na to wpływu, a tym bardziej go nie upilnujesz. I powtórzę to kilka razy, uwaga.

Jeśli twój partner będzie chciał Cię zdradzić, to po prostu to zrobi.
Jeśli twój partner będzie chciał Cię zdradzić, to po prostu to zrobi.
Jeśli twój partner będzie chciał Cię zdradzić, to po prostu to zrobi.

Niestety znam sporo związków, do których te słowa nie trafiają, a kontrola jest tak duża, że ludziom zakazuje się nawet rozmawiać ze znajomymi. Pretensji nie ma końca i zaczynają się już wraz z pojawieniem głupiego lajka pod zdjęciem na fejsbuku.

I przyznaje się – sam nawet w takich związkach uczestniczyłem – raz w roli dobrego, a raz złego gliny. Mimo to szybko złożyłem odznakę na stół. Zrozumiałem, że związek nie idzie w parze z ograniczeniem i kontrolą – i świadczą o tym te wszystkie lata, które są już tylko związkowymi wspomnieniami. Wierzyłem w swoje chore wyobrażenia, które nie miały nic wspólnego z prawdą. Wmawiałem sobie haluny, w które chciałem wierzyć, a zarazem najbardziej się ich obawiałem. Skutek jaki osiągnąłem był przeciwny do zamierzonego – w tym układnie nikt nie był szczęśliwy, bo wspólnie szczaliśmy na zaufanie. Zazdrość wyniszcza – i moje życie nie musiało tak wyglądać, wystarczyło pozbyć się strachu i zaakceptował rzeczywistość. Dziś wiem, że tylko zaufanie jest w stanie przeprowadzić Was przez wspólne życie – bez tego już możecie pakować rozrzucone po kątach seks zabawki, szkoda tracić czas na związki o wątłych, zajszczanych fundamentach.

Zrozumienie i niezamykanie się na potrzeby drugiej osoby daje Wam możliwość wspólnego rozwoju na wielu płaszczyznach – to wspaniała wartość i poczucie dobrze spędzanego czasu, z dala od związkowych marazmów, o których tak często przychodzi mi pisać. Nie uda Wam się pozbyć strachu przed utratą – tym rządzi się życie, a chcąc żyć musisz AKCEPTOWAĆ reguły tego życia. Jedna z nich mówi, że nic w życiu nie jest pewne.

Zaakceptuj ten fakt jak powietrze, którym oddychasz. Przestańcie bać się prawdy. Zamiast gnębić się zazdrością, spójrzcie na swój związek i przyjrzyjcie się swoim działaniom – to to są elementy, które są zależne tylko od Was i wartości jaką w to wkładacie. Nieuczciwość i zdrada nie pojawia się bez powodu – na skoki w bok, każdy z nas pracuje sobie dniami, miesiącami, latami. Jeśli partner będzie nieszczęśliwy, to zdradzi lub spakuje do walizki wyżej wspomniane gadżety – i jedynym co możecie robić, aby do tego nie doszło, to dbać o wasze relacje każdego pieprzonego dnia. Brzmi infantylnie? Być może, ale „jak dbasz, tak masz”.

Niech zazdrość będzie kompasem.

Katalizatorem pozytywnych zmian, który wskaże Wam kierunek w jakim należy pożądać. Ja przekułem swoje słabości w zalety i dziś traktuję zazdrość jako inspirację, która popycha mnie w kierunku zmiany na lepsze. Zamiast zachowywać się jako zazdrosny mięczak, włożyłem spodnie, które pozwoliły mi pożegnać się z wiecznym fochem, który rozdawałem w gratisie do pytań typu „Kochanie, nie będziesz miał nic do tego jak wyjdę dziś wieczorem z dziewczynami?”. „Nie kochanie, nie będę miał” – ale to, że nie odpisywałem już jej na smsy, bo byłem wkurwiony, pominę. I być może jeszcze do niedawna miałbym problem w tym, że moja partnerka tańczy w klubie z innym gościem do tego stopnia, że rozwaliłby tego gościa i pół klubu… a dziś? Dziś skończyłem szukać dla siebie usprawiedliwienia w gadaniu „Kochanie ufam tobie, ale nie ufam jemu”. Prawda jest taka, że jak suka nie da, to pies nie weźmie – sorry dziewczyny, ktoś musiał im to wyjaśnić. Dziś ufam przede wszystkim sobie i nie szukam na siłę rzeczy których nie ma… a na pytanie zdziwionych kumpli: „Nie przeszkadza Ci to, że imprezuje po mieście?” odpowiadam „Przecież jest ciepło ubrana”. I w tym jest siła udanych związków – zazdrość powinna uczyć Was pokory do samego siebie, szacunku do partnera, ale także uświadomić co jeszcze musicie zmienić, ulepszyć, usprawnić, aby czuć się z nią komfortowo (i znać swoją wartość).

Kobus, czyli zazdrość w Twoim życiu nie istnieje?
Nie. Oczywiście, że istnieje. Jednak przestałem ją przenosić na drugą osobę, dając jej swobodę do tego, aby życie ze mną nie wiązało się dla niej z rezygnacją z chęci, marzeń i planów. Skoro jesteśmy sobie pisani i mamy przed sobą wspólną drogą, to żadne z nas nie zasługuje na to, aby przejść ją na smyczy. Co ma być to będzie – zdrady się zdarzają, ponieważ niektórzy ludzie najzwyczajniej w świecie nie zasługują na naszą uwagę i wręcz powinniśmy im dziękować, że nas zawiedli właśnie teraz (kiedy nie straciliśmy jeszcze za dużo czasu). Mówcie „sprawdzam” już na początku waszego związku i nie traćcie czasu na grę, której rozstrzygnięcia pewni być nie możecie. Jeśli będą szczęśliwi – będą trwać, jeśli nie, odejdą.

Wrzuć na luz, odłóż odznakę szeryfa, a wraz z nią XIX wieczny sposób myślenia, że związek polega na przejmowaniu odpowiedzialności za życie drugiej osoby. Naucz się panować nad sobą i swoimi emocjami. Przestań idealizować partnera, pogódź się z tym, że w każdej chwili może Ci podziękować, ale żyj z nim tak, aby tego nigdy nie musieć usłyszeć. Szanuj wspólne wartości, niezależność i udowodnij, że jesteś zajebistym gościem, z którym żyje się „bo chcę”, a nie „bo muszę”.

To jak?
Bilet na bezludną wyspę, czy w końcu przestaniesz pierdolić?

Nie ma za co.

Komentarze

Powrót na stronę główną