Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Dzisiejsi blogerzy to prostytutki. Czy warto pisać dalej?

Zwiń to zdjęcie

Stoję w korku i słucham radia,
w którym znów stary poczciwy Enrique śpiewa o niespełnionej miłości.

Tyle lat na fali – zastanawiam się czy jest dobry, a może po prostu umiejętnie daje dupy? I tak każdego lata – to samo radio, Ci sami artyści i te same myśli towarzyszące wpadającym w horyzont samochodom. Dziś co piąta osoba potrafi śpiewać, kręcić dupą, a na dodatek dobrze przy tym wygląda. Co więc świadczy o sukcesie i przebiciu? Niezliczona ilość zrobionych lasek właścicielom wytwórni fonograficznych? Każdy chcę być na szczycie, niezależnie od ceny… a my?

A my łykamy te plastikowe owoce mainstreamu, hit za hitem, jeden po drugim. A ilu z nas, tak naprawdę ma świadomość tych treści? Słuchamy angielskich, hiszpańskich, francuskich numerów, nie wiedząc nawet o czym są. I utwierdzam się w tym przekonaniu spoglądając w lewą stronę szyby – patrzę na faceta stojącego w tym samym korku. Dobrze ubrany, choć spocony, przeżuwający bagietę, której mlask nadaje charakterystycznej barwy piosence, którą właśnie podśpiewuje. I być może nawet byłbym wzruszony, w końcu dżentelmen śpiewa o innym kolesiu, który wtargnął w jego życie niczym niszcząca kula. Uderzył w ich miłość jak w mur, niszcząc przy tym jego samego (Miley Cyrus – Wrecking Ball). Spoko, może tak było… a może po prostu gość jest nafaszerowany jałowością współczesnej branży rozrywkowej. Nie oceniam – każdy odnajduje w muzyce, to co chcę, ale uświadamiam sobie, że…

Nigdy nie będę blogerem. Właśnie z podobnego powodu.

Nie chcę uważać się za buntownika, bo dziś stało się modne rzucanie hasełek w stylu „Mam coś do powiedzenia, więc idę pod prąd srając na mainstream”. I szkoda, że Ci współcześni Bravehearci nie dostrzegają metek, którymi obrandowane są ich tyłki. Szkoda, że obrońcy praw zwierząt i antyglobaliści noszą Nike szyte w Chinach. A tolerancji do homoseksualistów chcą nas uczyć socjaliści. Na każdym kroku relatywizm i konformizm w najbardziej zakłamanym wydaniu. Wszyscy brodzimy w jednym i tym samym gównie.

Bycie popularnym blogerem polega na byciu głupią dziwką, która chce wierzyć w swoją wyjątkowość.

Dziwka, która się do tego nie przyzna, bo bardziej opłacalne będzie kąpanie gęby w blasku fleszy. W końcu co może mieć na sumieniu? Co jest złego w umówieniu się z przyszłym klientem (publikowaniu jeszcze zgodnie ze swoimi przekonaniami)? Jemy, rozmawiamy, a z biegiem czasu, spotkań jest coraz więcej. I w pewnym momencie dochodzimy do momentu, w którym trzeba iść dalej, a więc wypada dać dupy, bo przecież klient (rynek) tego oczekuje i dobrze za to zapłaci. Blogerzy otrzymują propozycje współpracy – posty/sesje sponsorowane, w zamian za kosmetyki/ciuszki i inne materialne gówno o wartości pensji ich starych.

Naprawdę?
Wolność waszego słowa, przekonań jest tyle tyle warta? Wasi czytelnicy znaczą dla Was tyle, że będziecie im wmawiać kremy na pryszcze i specyfiki do wybielania odbytu?

Jak niewiele może różnić człowieka od drewnianej marionetki, która nagle zapomina o swoich doczesnych przekonaniach?

Czy pierwsze wypowiedziane słowo dziecka, z którego publicznie cieszy się młody tata (bloger), musi być najpierw rozpatrywane w kontekście statystyk i wyświetleń? Czy szafiarki, muszą zakładać na siebie szmaty, w których wyglądają jak klauny, tylko po to, aby wmówić Wam, że nowa kolekcja firmy X jest naprawdę zajebista? Ile z nich w rzeczywistości w to wierzy? Ile z nich tak się nosi?

Wszyscy zaczynają tak samo – jako nieświadome dzieciaki z sąsiedztwa. Problem w tym, że niektóre dzieciaki wsiadają do podejrzanych samochodów z przyciemnianymi szybami i wjeżdżają na salony – jako luksusowe dziwki. Im mniej rozumiesz realia rynku, tym bardziej im jest to na rękę. Kupuj, konsumuj i o nic nie pytaj.

I ja rozumiem, że prawdziwą sztuką jest zarabiać i móc się utrzymać ze swojej pasji. Dlatego szanuję osoby, które umieją zachować twarz i swoje przekonania, nie tracą się w tym całym mule – i kilku takich ludzi w blogosferze istnieje. Ale większość publikuje tylko po to, aby móc wykorzystać swoje możliwości i sprzedać wasze zaufanie. Czym to się różni od prostytucji? Biorą udział w kiepskim pornosie na oczach swoich odbiorców. I to historie bez górnolotnych orgazmów i szczerego uśmiechu zaraz po – za tymi ludźmi stoi chciwość i ego rozmiarów Burdży Chalifa. Ego, które pachnie najlepszymi kosmetykami, ego widywane na salonach wśród bohemy wzajemnej adoracji. Wasze 5 minut trwa tylko 5 minut, a później zostaje przykry powrót do rzeczywistości i wycieranie twarzy z natchnienia, twarzy skąpanej w kałuży łez.

Współczesne blogowanie nie ma nic wspólnego z niezależnością i wolnością słowa. Owszem jak zaczynasz, to możesz być wolny i pisać co Ci się podoba – jednak gdy zostaniesz zauważony, to otwierasz przed sobą drzwi, z których wypływa to całe gówno – a za tobą ściana, nie ma drogi ucieczki – wchodzisz i starasz się płynąć, albo toniesz, i zostajesz jednym z nich.

I jakiś czas temu było o tym głośno za sprawą popularnej, 19-letniej blogerki modowej, Esseny O’Neill z Australii. Całkiem zacna dziewczyna czołowała w Australijskim instagramie i niespodziewanie postanowiła usunąć wszystkie swoje zdjęcia i głośno opowiedzieć o kulisach branży, w której działała. To co powiedziała o mediach społecznościowych i całej internetowej obłudzie było mocno zatrważające, i nie obeszło się bez echa w mediach na całym świecie. Jej barwne życie było tylko iluzją wykreowaną na potrzeby biznesowe – i owszem za tym stały duże pieniądze, która była w stanie zarabiać na kontraktach z markami, ale czy było warto? W jej mniemaniu nie – dlatego zrezygnowała z popularności i dalszej gonitwy.

Od tamtej pory nic się nie zmieniło – ludzie dalej dają dupy i zabijają się w tym chorym wyścigu. Nie wiem jakie wartości chcecie, aby ten świat przekazał Wam i waszym późniejszym dzieciom, ale…

Kobus nie chcę kupować prawd w ciemno, bo wolność we współczesnym świecie jest wartością bezcenną.

Za kogo się mam i czego chcę?

Jestem zwykłym gościem, który pewnego dnia stwierdził, że nie chce być zależny od wszystkiego w koło. Nie chce utożsamiać swojej samopoczucia, losu, życia od osób trzecich. Nie chcę słuchać jak mam żyć, co mam mówić, aby mnie lubili i cenili. Dlaczego? Ponieważ mam to wszystko w dupie. Tak po prostu, nie jestem tu po to, aby spełniać czyjeś oczekiwania.

Moje życie jest zwyczajne. I nie będę Wam wciskał ładnie wyglądających zdjęć na instagramie, szalonych snapów, tylko po to, abyście myśleli „boże, ale on ma zajebiste życie”. Bo tak naprawdę te wszystkie godne pozazdroszczenia klatki na kontach waszych medialnych inspiracji, to tylko ułamki, drobne chwilę z ich zwyczajnego życia. Reszta ich czasu to picie, dymanie i oglądanie starych filmów. Nie wierzcie w internetowe wyjątkowości.

Dziś młodzi ludzie z roku na rok stają się coraz głupsi. Dziesięć lat temu nie podali by imienia i nazwiska w internecie, a dziś chwalą się głębokością swojej pochwy na kamerkach internetowych. Obrośliśmy w niesamowitą technologie, a tymczasem wykorzystujemy telefony (którymi jesteśmy w stanie zrobić już niemalże wszystko) jako maszynki do dymania, #tinder. Postęp miał nas wyzwolić i zdemokratyzować, a tymczasem założył nam jeszcze większe kajdany internetowego ekshibicjonizmu, i co najwyżej dał całodobowy dostęp do piorącej mózgi pornografii. Młodzi ludzie żyją jak emeryci (słowa zwierzchnika Kościoła katolickiego – tak bardzo prawdziwe) nie potrafiący ze sobą rozmawiać, bo łatwiej wysrać na kiblu smsa. Zamiast rozmawiać blogują, używają skrótów i slangów, które nie mają nic wspólnego z językiem i budowaniem relacji między ludźmi. Ślepo powtarzają usłyszane wzorce, nie mają własnego zdania. Młodzi idioci, którzy komunikują się za pomocą protojęzyka, który nigdy nie był jeszcze tak blisko mowie jaskiniowców.

I wiecie co mi ciąży na sercu?
Że w jakimś stopniu się do tego dokładam.

Choć… mój blog to moja piaskownica, w której opowiadam historie leżące mi na wątrobie. Swoista nicość i niebyt, w której stoją moje wieże z piasku – moje wartości i przekonania. I obiecuje, że gdy moje zamki zaczną kruszeć, to skończę pisać – bo twórca umiera wraz z utrata swojej niezależności, a ja nie zamierzam być pudelkową hieną. I nie wybaczyłbym sobie, gdyby przyszło mi karmić Was tą całą współczesną tandetą.

I nie podzielę się z Tobą swoimi foremkami, tylko z jednego powodu. Ponieważ brzydzę się jednostkami, które mówią innym jak maja żyć. Nie chcę być opiniotwórczy, nie chcę Ci dawać gotowych przepisów na udane relację z ludźmi i wpisów typu „10 sposobów na…”. Nie doszukuj się we mnie autorytetu, bo nie jestem godny piastowania takimi tytułami. I w tym całym moim świecie, mogę Ci jedynie pokazać jak ja sobie poradziłem z problemami, przed którymi być może dziś stoisz Ty. Potraktuj to jak prezent, bo moja spowiedź to pokuta, która przychodzi mi spłacać za swoje grzeszki.

Kobus ma puca i serce – takie samo jak Ty.
Kobus popełnia błędy i zawodzi – tak samo jak Ty.
Kobus jest chamem, prostakiem i idiotą, którym Ty być już nie musisz.

Tylko,
po prostu myśl

…i nie nazywaj go blogerem.


Dzięki, że zagłosowałaś/eś na mnie w konkursie Męski Blog Roku Men’s Health 2016. Nie jestem zwolennikiem takich szopek, ale jeśli to ma mi pomóc dotrzeć do szerszego grona męskich odbiorców – to warto. Może dzięki temu pół kutasy z jednym jajem w końcu dorosną. Zobaczymy.

K.

Komentarze

Autorem zdjęcia jest: Kobus

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

The Best of:

Sorry. No data so far.

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Dzisiejsi blogerzy to prostytutki. Czy warto pisać dalej?

Stoję w korku i słucham radia,
w którym znów stary poczciwy Enrique śpiewa o niespełnionej miłości.

Tyle lat na fali – zastanawiam się czy jest dobry, a może po prostu umiejętnie daje dupy? I tak każdego lata – to samo radio, Ci sami artyści i te same myśli towarzyszące wpadającym w horyzont samochodom. Dziś co piąta osoba potrafi śpiewać, kręcić dupą, a na dodatek dobrze przy tym wygląda. Co więc świadczy o sukcesie i przebiciu? Niezliczona ilość zrobionych lasek właścicielom wytwórni fonograficznych? Każdy chcę być na szczycie, niezależnie od ceny… a my?

A my łykamy te plastikowe owoce mainstreamu, hit za hitem, jeden po drugim. A ilu z nas, tak naprawdę ma świadomość tych treści? Słuchamy angielskich, hiszpańskich, francuskich numerów, nie wiedząc nawet o czym są. I utwierdzam się w tym przekonaniu spoglądając w lewą stronę szyby – patrzę na faceta stojącego w tym samym korku. Dobrze ubrany, choć spocony, przeżuwający bagietę, której mlask nadaje charakterystycznej barwy piosence, którą właśnie podśpiewuje. I być może nawet byłbym wzruszony, w końcu dżentelmen śpiewa o innym kolesiu, który wtargnął w jego życie niczym niszcząca kula. Uderzył w ich miłość jak w mur, niszcząc przy tym jego samego (Miley Cyrus – Wrecking Ball). Spoko, może tak było… a może po prostu gość jest nafaszerowany jałowością współczesnej branży rozrywkowej. Nie oceniam – każdy odnajduje w muzyce, to co chcę, ale uświadamiam sobie, że…

Nigdy nie będę blogerem. Właśnie z podobnego powodu.

Nie chcę uważać się za buntownika, bo dziś stało się modne rzucanie hasełek w stylu „Mam coś do powiedzenia, więc idę pod prąd srając na mainstream”. I szkoda, że Ci współcześni Bravehearci nie dostrzegają metek, którymi obrandowane są ich tyłki. Szkoda, że obrońcy praw zwierząt i antyglobaliści noszą Nike szyte w Chinach. A tolerancji do homoseksualistów chcą nas uczyć socjaliści. Na każdym kroku relatywizm i konformizm w najbardziej zakłamanym wydaniu. Wszyscy brodzimy w jednym i tym samym gównie.

Bycie popularnym blogerem polega na byciu głupią dziwką, która chce wierzyć w swoją wyjątkowość.

Dziwka, która się do tego nie przyzna, bo bardziej opłacalne będzie kąpanie gęby w blasku fleszy. W końcu co może mieć na sumieniu? Co jest złego w umówieniu się z przyszłym klientem (publikowaniu jeszcze zgodnie ze swoimi przekonaniami)? Jemy, rozmawiamy, a z biegiem czasu, spotkań jest coraz więcej. I w pewnym momencie dochodzimy do momentu, w którym trzeba iść dalej, a więc wypada dać dupy, bo przecież klient (rynek) tego oczekuje i dobrze za to zapłaci. Blogerzy otrzymują propozycje współpracy – posty/sesje sponsorowane, w zamian za kosmetyki/ciuszki i inne materialne gówno o wartości pensji ich starych.

Naprawdę?
Wolność waszego słowa, przekonań jest tyle tyle warta? Wasi czytelnicy znaczą dla Was tyle, że będziecie im wmawiać kremy na pryszcze i specyfiki do wybielania odbytu?

Jak niewiele może różnić człowieka od drewnianej marionetki, która nagle zapomina o swoich doczesnych przekonaniach?

Czy pierwsze wypowiedziane słowo dziecka, z którego publicznie cieszy się młody tata (bloger), musi być najpierw rozpatrywane w kontekście statystyk i wyświetleń? Czy szafiarki, muszą zakładać na siebie szmaty, w których wyglądają jak klauny, tylko po to, aby wmówić Wam, że nowa kolekcja firmy X jest naprawdę zajebista? Ile z nich w rzeczywistości w to wierzy? Ile z nich tak się nosi?

Wszyscy zaczynają tak samo – jako nieświadome dzieciaki z sąsiedztwa. Problem w tym, że niektóre dzieciaki wsiadają do podejrzanych samochodów z przyciemnianymi szybami i wjeżdżają na salony – jako luksusowe dziwki. Im mniej rozumiesz realia rynku, tym bardziej im jest to na rękę. Kupuj, konsumuj i o nic nie pytaj.

I ja rozumiem, że prawdziwą sztuką jest zarabiać i móc się utrzymać ze swojej pasji. Dlatego szanuję osoby, które umieją zachować twarz i swoje przekonania, nie tracą się w tym całym mule – i kilku takich ludzi w blogosferze istnieje. Ale większość publikuje tylko po to, aby móc wykorzystać swoje możliwości i sprzedać wasze zaufanie. Czym to się różni od prostytucji? Biorą udział w kiepskim pornosie na oczach swoich odbiorców. I to historie bez górnolotnych orgazmów i szczerego uśmiechu zaraz po – za tymi ludźmi stoi chciwość i ego rozmiarów Burdży Chalifa. Ego, które pachnie najlepszymi kosmetykami, ego widywane na salonach wśród bohemy wzajemnej adoracji. Wasze 5 minut trwa tylko 5 minut, a później zostaje przykry powrót do rzeczywistości i wycieranie twarzy z natchnienia, twarzy skąpanej w kałuży łez.

Współczesne blogowanie nie ma nic wspólnego z niezależnością i wolnością słowa. Owszem jak zaczynasz, to możesz być wolny i pisać co Ci się podoba – jednak gdy zostaniesz zauważony, to otwierasz przed sobą drzwi, z których wypływa to całe gówno – a za tobą ściana, nie ma drogi ucieczki – wchodzisz i starasz się płynąć, albo toniesz, i zostajesz jednym z nich.

I jakiś czas temu było o tym głośno za sprawą popularnej, 19-letniej blogerki modowej, Esseny O’Neill z Australii. Całkiem zacna dziewczyna czołowała w Australijskim instagramie i niespodziewanie postanowiła usunąć wszystkie swoje zdjęcia i głośno opowiedzieć o kulisach branży, w której działała. To co powiedziała o mediach społecznościowych i całej internetowej obłudzie było mocno zatrważające, i nie obeszło się bez echa w mediach na całym świecie. Jej barwne życie było tylko iluzją wykreowaną na potrzeby biznesowe – i owszem za tym stały duże pieniądze, która była w stanie zarabiać na kontraktach z markami, ale czy było warto? W jej mniemaniu nie – dlatego zrezygnowała z popularności i dalszej gonitwy.

Od tamtej pory nic się nie zmieniło – ludzie dalej dają dupy i zabijają się w tym chorym wyścigu. Nie wiem jakie wartości chcecie, aby ten świat przekazał Wam i waszym późniejszym dzieciom, ale…

Kobus nie chcę kupować prawd w ciemno, bo wolność we współczesnym świecie jest wartością bezcenną.

Za kogo się mam i czego chcę?

Jestem zwykłym gościem, który pewnego dnia stwierdził, że nie chce być zależny od wszystkiego w koło. Nie chce utożsamiać swojej samopoczucia, losu, życia od osób trzecich. Nie chcę słuchać jak mam żyć, co mam mówić, aby mnie lubili i cenili. Dlaczego? Ponieważ mam to wszystko w dupie. Tak po prostu, nie jestem tu po to, aby spełniać czyjeś oczekiwania.

Moje życie jest zwyczajne. I nie będę Wam wciskał ładnie wyglądających zdjęć na instagramie, szalonych snapów, tylko po to, abyście myśleli „boże, ale on ma zajebiste życie”. Bo tak naprawdę te wszystkie godne pozazdroszczenia klatki na kontach waszych medialnych inspiracji, to tylko ułamki, drobne chwilę z ich zwyczajnego życia. Reszta ich czasu to picie, dymanie i oglądanie starych filmów. Nie wierzcie w internetowe wyjątkowości.

Dziś młodzi ludzie z roku na rok stają się coraz głupsi. Dziesięć lat temu nie podali by imienia i nazwiska w internecie, a dziś chwalą się głębokością swojej pochwy na kamerkach internetowych. Obrośliśmy w niesamowitą technologie, a tymczasem wykorzystujemy telefony (którymi jesteśmy w stanie zrobić już niemalże wszystko) jako maszynki do dymania, #tinder. Postęp miał nas wyzwolić i zdemokratyzować, a tymczasem założył nam jeszcze większe kajdany internetowego ekshibicjonizmu, i co najwyżej dał całodobowy dostęp do piorącej mózgi pornografii. Młodzi ludzie żyją jak emeryci (słowa zwierzchnika Kościoła katolickiego – tak bardzo prawdziwe) nie potrafiący ze sobą rozmawiać, bo łatwiej wysrać na kiblu smsa. Zamiast rozmawiać blogują, używają skrótów i slangów, które nie mają nic wspólnego z językiem i budowaniem relacji między ludźmi. Ślepo powtarzają usłyszane wzorce, nie mają własnego zdania. Młodzi idioci, którzy komunikują się za pomocą protojęzyka, który nigdy nie był jeszcze tak blisko mowie jaskiniowców.

I wiecie co mi ciąży na sercu?
Że w jakimś stopniu się do tego dokładam.

Choć… mój blog to moja piaskownica, w której opowiadam historie leżące mi na wątrobie. Swoista nicość i niebyt, w której stoją moje wieże z piasku – moje wartości i przekonania. I obiecuje, że gdy moje zamki zaczną kruszeć, to skończę pisać – bo twórca umiera wraz z utrata swojej niezależności, a ja nie zamierzam być pudelkową hieną. I nie wybaczyłbym sobie, gdyby przyszło mi karmić Was tą całą współczesną tandetą.

I nie podzielę się z Tobą swoimi foremkami, tylko z jednego powodu. Ponieważ brzydzę się jednostkami, które mówią innym jak maja żyć. Nie chcę być opiniotwórczy, nie chcę Ci dawać gotowych przepisów na udane relację z ludźmi i wpisów typu „10 sposobów na…”. Nie doszukuj się we mnie autorytetu, bo nie jestem godny piastowania takimi tytułami. I w tym całym moim świecie, mogę Ci jedynie pokazać jak ja sobie poradziłem z problemami, przed którymi być może dziś stoisz Ty. Potraktuj to jak prezent, bo moja spowiedź to pokuta, która przychodzi mi spłacać za swoje grzeszki.

Kobus ma puca i serce – takie samo jak Ty.
Kobus popełnia błędy i zawodzi – tak samo jak Ty.
Kobus jest chamem, prostakiem i idiotą, którym Ty być już nie musisz.

Tylko,
po prostu myśl

…i nie nazywaj go blogerem.


Dzięki, że zagłosowałaś/eś na mnie w konkursie Męski Blog Roku Men’s Health 2016. Nie jestem zwolennikiem takich szopek, ale jeśli to ma mi pomóc dotrzeć do szerszego grona męskich odbiorców – to warto. Może dzięki temu pół kutasy z jednym jajem w końcu dorosną. Zobaczymy.

K.

Komentarze

Powrót na stronę główną