Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Jak żyć w związku, aby się wzajemnie nie wkurwiać?

Zwiń to zdjęcie

Śpieszyło nam się do tej całej dorosłości, co?
A teraz przeklinamy i marzymy o beztroskich nastoletnich latach.

Tęsknimy za małymi cyckami tamtejszych nastolatek, cyckami, które nie miały większego „ale”, abyśmy korzystali z nich i wszystkich innych dobrodziejstw ich właścicielek. Chcieliśmy miłość jak z seriali? Proszę bardzo, mieliśmy. Seks? Nie ważne gdzie, czy to ławka w parku czy łóżko rodziców – weekendowy wyjazd czy piątkowe wagary w domu.

Liczyła się tylko chwila, spojrzenie, motyle w brzuchu i pochopne „kocham Cię!”. Życie wtedy nie było złe, może ciut infantylne, ale na pewno kurwa prawdziwsze. I co z tego, że czas pozwolił nam zarobić na sportowe fury i mieszkania w kredycie? Przyniósł nam narzeczeństwo, żony, mężów, a co za tym idzie – problemy.

Problemy są domeną dorosłości.

Domeną dorosłych pań, które oglądają za dużo seriali i dorosłych panów, którzy za dużo piją. Jednym jak i drugim Kobus zalecałby zejść na ziemię. A kiedy się już na niej znajdą, zastanowienie się – jak by szczęśliwym staruszkiem z pięćdziesięcioletnim stażem w małżeństwie z jedną i tą samą osobą, która nie wyprze się nas przy podcieraniu dupy na starość. 

Możecie się zatem zastanawiać, ale założę się, że w przyszłości i tak większości z Was zapłaczę za utraconym szczęściem.

Takie mamy czasy.

Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które nie uczy się na błędach. Pokoleniem, które zderza się z pokusami współczesności. Pokoleniem, które żyje szybko i intensywnie – coraz częściej zapominając o jakichkolwiek zasadach i moralności. Pokoleniem próżnym, które jest nastawione na konsumpcje – zwłaszcza w związkach, w których mamy tak duże oczekiwania do partnera, że łatwiej go wymienić na tinderze twierdząc „Tej idiotce kompletnie pojebało się w głowie, kiedyś taka nie była” (lub w wersja dla Pań, „Boże, jak mogłam być taka naiwna i wierzyć, że ten podły skurwiel się kiedykolwiek zmieni”.

Dlaczego, więc nam nie wychodzi?

Po 1: Jesteśmy próżni. 

Czasy wychowały nas na egoistów, samotników. Nauczyliśmy się, że wszystko nam się należy – wszystko powinno być na wyciągniecie ręki. Lenistwo sprawiło, że chcemy być wygodni w życiu, a związki m.in. wymagają zainteresowania i odpowiedzialności za osoby, które w pewnych ich aspektach są od nas słabsze.

Zamiast brać garściami od partnera, zacznijmy dawać coś od siebie. Wysilmy się i postarajmy, aby dało się czuć przy nas dobrze, aby osoba nam bliska mogła się przy nas realizować przede wszystkim jako człowiek, ale także partner. Nie oczekujmy wiele od drugiej połówki, oczekujmy wiele od siebie, bo kiedy razem zaczniecie myśleć w takich kategoriach, to przestaniecie żyć ze sobą, a zaczniecie żyć dla siebie.

Po 2: Przestaliśmy się lubić. 

Bo widzicie, miłość to nie wyższy level lubienia się. Lubimy się, w momencie poznawania i późniejszego idealizowania – lubimy spędzać ze sobą czas, rozmawiać, słuchać, itp. Później pojawia się miłość, która zostaje, albo się kończy. Możemy kochać (ze względu na przeszłość, wspomnienia, przywiązanie), ale przy tym niespecjalnie się lubić. Jedno nie wyklucza drugiego.

Spójrz na dzisiejsze związki – ludzie się kochają i nie potrafią z siebie zrezygnować, mimo tego, że ciągle się kłócą, wkurwiają, a na myśl o tym, że mają wspólnie gdzieś wyjść robią wszystko, aby zostać w domu („Nie mam siły, ochoty, chcę odpocząć”). Sprawa wygląda już nieco inaczej kiedy do niego zadzwoni kumpel i zaproponuje piwo – wtedy on leci jak pies Lampo za koleją lub kiedy jej koleżanka chce wyskoczyć na wspólne zakupy lub solarium.

Chyba warto pomyśleć o tym i uświadomić sobie, że sama miłość to za mało. Skoro kiedyś umieliście wspólnie rozmawiać przy porannej jajecznicy, a dziś milczycie, albo kłócicie się o pilot do telewizora… cóż…

Po 3: Nieustannie oczekujemy.

To jeden z największych problemów. Przypomnijcie sobie czasy młodości – żyliście beztrosko, bo nie mieliście względem siebie żadnych oczekiwań. Liczyła się tylko ta szaleńcza miłość, która miała trwać do grobowej deski. Wraz z każdym nieudanym związkiem, twój życiowy plecak stawał się coraz cięższy, pełniejszy oczekiwań względem drugiej osoby. Tylko czy oczekując dajesz też coś od siebie?

Partner oczywiście się stara, bo mu zależy na soku z twoich majtek – później tobie.

Tylko jak długo uda mu się spełniać twoje oczekiwania, skoro one nigdy nie maleją?

Oczekujesz kwiatów i czekoladek, celebrowania walentynek, miesięcznic, rocznic. Chcesz nieustającego romantyzmu, odczytywania twoich emocji, odnajdywania się w chwili, codziennej czułości, stabilizacji – i najchętniej to wszystko byś otuliła w nieustające zaskakiwanie twojej osoby.

Możesz teraz się burzyć i twierdzić, że nie potrzebujesz kwiatów, a prawdziwy facet powinien dbać o kobietę. I masz rację, zgadzam się – jednak mimo to, że nie oczkujesz to o tym myślisz, porównując swój sztampowy związek do związków twoich przyjaciółek. Zazdrościsz im. Twoje oczekiwania zatem dalej rosną.

Egzotyczne wakacje, wspólne mieszkanie, oświadczyny, huczny ślub, potomstwo, dzielenie obowiązków, zdolność materialna i tak dalej i dalej. Później wszystko się nawarstwia – oczekujesz jeszcze fajniejszych wakacji, jeszcze większego mieszkania, kolejnego dziecka, lepszej pensji, (wstawić dziesięć kolejnych oczekiwań).

Ciągle dokładasz do tego wózka, lecz nigdy z niego nie ściągasz. Twojemu facetowi już puchną jaja od ciężaru twoich oczekiwań. Poluzuj kucyki maleńka, bo w przeciwnym razie on w mgnieniu oka stanie się starym chamem, a Ty tłustą jędzą – a przecież chcecie być razem do końca życia, po co więc unieszczęśliwiać się aż do śmierci?
Zamiast oczekiwać, zacznij doceniać chwile i cieszyć się nią – na wszystko przyjdzie czas w odpowiednim momencie.

I nie zrozum mnie źle – facet jak i kobieta, powinni się o siebie starać, ale nie popadajmy w skrajności i pozwólmy sobie cieszyć się życiem, przestańmy ciągle gonić, bo to zacznie przypominać drzwi obrotowe, w które wejdziecie i będziecie się już tak tylko kręcić?

Po 4: Nie próbujcie się zmieniać.

Z racji kobiecych potrzeb i biologii, kobietom podobają się dominujący faceci. Kiedy jednak już takiego dosiądą, to zaczynają bronić go przed innymi samicami, zabójczo zmieniają go w smuta, którym szybko się znudzą. Faceci sobie oczywiście na to pozwalają, bo brak im charakteru. Tłumaczą sobie swoją pizdowatość faktem, że chcą dla niej jak najlepiej, że nie chce im się kłócić, że wolą odpuścić lub iść na kompromis (w którym zazwyczaj tracą).

Ilu znacie takich pantofli? Którzy tylko chuchają i dmuchają na swoje panienki?

Te panienki oczywiście na początku są szczęśliwe, a później zaczynają mu wytykać brak stanowczości w działaniu, lub co gorsza męskości – drogie panie, przypominam, że same chciałyście go zmieniać, a teraz zastanawiacie się czy nie ściągnąć majtek przed kolegą z pracy, który jest takim tajemniczym, pociągającym ogierem… wasz facet też taki był, zanim zaczęłyście przy nim kombinować.

W drugą stronę działa to podobnie – kiedy facet przestaje idealizować swoją księżniczkę, to zaczyna od niej oczekiwać zmian. Nie powinnaś przeklinać, mogłabyś założyć coś bardziej kobiecego, nie powinnaś się o wszystko wkurwiać i co najważniejsze, mogłabyś w końcu zacząć połykać – w końcu tyle już ze sobą jesteśmy…

Oczekiwanie od partnera, że się zmieni jest wygodne. Przecież „jak kocha to się zmieni”. Łatwiej jest kogoś wychować niż się do niego dostosować – to zajmuje mniej czasu i kosztuje mniej energii, samoluby.

Po 5: Miej też swoje życie. 

Kiedy jedno z Was staje się orłem i rozwija skrzydła, a drugie pozostaje kurą, zaakceptujcie ten fakt. Nauczmy się akceptować siebie wzajemnie. Każdy powinien mieć odrobinę czasu dla siebie. Nie powinniśmy być od siebie uzależnieni, nie powinniśmy być przez siebie kontrolowani. Jeśli jedno z Was od życia chcę kanapy i telewizora, to czy warto mu to zabierać? Każdy ma prawo do takiego życia o jakim marzy. Po co się denerwować, spinać i próbować narzucać swój świat drugiej osobie?

Jeśli zabraniasz mu wyjścia na piwo lub zabraniasz jej, spotkania się ze znajomym, bo boisz się zdrady, to wbij sobie do głowy, że takie ograniczenia tylko działają na twoją niekorzyść. Nikt nie będzie chciał być twoim kanarkiem, którego więzisz w złotej klatce. Jak kobieta będzie chciała to i tak Cię zdradzi – nie upilnujesz jej. Czy nie lepiej zatem zająć się życiem, niż wiecznie żyć w cieniu swojego strachu i zatruwać wszystko w koło zaborczością? Do osoby, która jest ubezwłasnowolniona traci się szacunek. Prędzej czy później znienawidzi Cię za to.

I to byłoby na tyle.

Burzliwe życie nauczyło mnie szacunku do siebie, ale przede wszystkim cholernego szacunku, do osób, które zdecydowały się dzielić to życie ze mną. Nie uważam, abym tymi kilkoma radami rozwiązał wasze wszystkie problemy, ale wiem, że czasem wystarczy jedna mała zmiana, jeden mały moment, aby odmienić wszystko. Mam nadzieję, że zatrzymacie się na chwilę i pomyślicie – zanim znów wyładujecie na partnerze złość i wszystkie inne przykre rzeczy. Bo widzicie – lubić się, to nie seks i pocałunki. To nie miłość i sentyment do wspólnej przeszłość… to przede wszystkim szacunek i poczucie humoru – a nie złość i pretensję o chuj wie co…

„Dzień dobry przystojniaku… Poprowadziłam twoją ciężarówkę wprost do jeziora wczorajszej nocy.
Mam nadzieję, że ona była tego warta.
Nie martw się, spało mi się świetnie.

Zadajesz ciosy, ale nie wygrasz tej walki.
Nie pomagasz sobie, kiedy nie czytasz wskazówek.
Idę do kuchni, a wrócę z nożem.
Bo mam już tego powyżej uszu!”

Zostaw lajka na moim fanpage i bądź na bieżąco z moimi tekstami:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

 

  • http://bysiak.com/ Adrian Bysiak

    Rada jest dobra, problem jest tylko taki, że ludzie poza swoją próżnością nie uczą się ani na swoich błędach, ani na cudzych. Co z tego, że Ty czy ja prawimy mądrości – ludzie są mądrzejsi, pozjadali wszystkie rozumy, lepiej sprzedać komuś hejta niż uczyć się od niego. Lepiej chodzić i narzekać niż spojrzeć na swoje porażki i wyciągnąć wnioski. Problem jest jeden, do tego trzeba intelektu, a kto go dziś ma – społeczeństwo tvnu i polsatu czy może społeczeństwo PO i PIS ? Ani jedno ani drugie w mojej ocenie nie jest zdolne do racjonalnego podejmowania decyzji – nawet jak podasz na tacy – musiałbyś mieć telewizję – by zaczęli wierzyć.

    A tak na marginesie – dobry art. 😉

  • http://www.siadamipisze.pl Rozi

    Te punkty ludzie powinni wbić sobie do głowy. To właściwie skrót do wszystkich moich myśli i tekstów, które do tej pory napisałam i które mam w planach. I podstawa – jeśli nie szanujesz siebie, nie będziesz szanować innych. Oczekuj od siebie, potem od innych.

  • http://www.majniakifashion.pl/ Majniaki

    Trzeba przede wszystkim umieć ze sobą żyć i szanować się nawzajem. Kompromisy jednak są nieuniknione, bo jeśli obydwoje nie garniecie się do jakiegoś obowiązku, to albo ktoś się poświęca, co na dłuższą metę jest strasznie frustrujące, albo ustalacie zasady i pomagacie sobie nawzajem. Życie wtedy jest o wiele bardziej znośne 😉

  • Kozlowy

    Trafiles w sedno!!! Ide dzisiaj na browar , a potem sex z moją ukochaną 🙂 I tak do bólu … Super artykuł .

  • Kamila

    Jestem zachwycona tym blogiem, tym w jaki sposób piszesz oraz tym jak trafiasz w sedno ! Trzymaj tak dalej 😉 Pozdrawiam

  • Damian Turbobączek

    Trafiłeś. Jestem raz u ciebie, pierwszy raz czytam twojego bloga.. poezja, dzięki !

  • Bartek Szaraniec

    Więc…. moja odpowiedź będzie się odnosiła do treści artykułu a nie samego problemu (jak żyć ze
    sobą i się nie wkruwiać). Na początku tekstu jest pokazany etap zakochania. Jest on pokazany na przykładzie nastolatków bo to dla tego wieku najbardziej naturalne. Oczywiście później też ale dojrzały człowiek nawet będą zakochany zdaje sobie sprawę z
    ulotności emocji i pragnie czegoś więcej niż tylko emocje. TEŻ EMOCJI ale nie TYLKO EMOCJI. Nieco inaczej ale właśnie pokazane jest że zakochanie jest za coś. Za jaką cechę wyróżniającą dla nas partnera – urodę, humor, seks, cokolwiek. Może być zakochani przez chwilę ;P Po prostu to silne emocje wyzwolone pod wpływem impulsu – cechy partnera. Takie życie jest beztroskie. I będą zakochanymi w dojrzałym wieku doświadczamy tego podobnie. To cudowne uczucie ale ulotne z samej swojej natury. Jeśli ktoś nie jest dojrzały – do tego sprowadza całą miłość…. i klops. Bo po prostu z czasem ona pojawia się i znika. Taka życiowa sinusuida (fala – dla niematematyków). I gdy przychodzi dół – a nie ma między ludźmi głębokiej więzi za którymś razem związek się rozpada. Bo właśnie on nie jest taki jak dawniej itp. itp. Zgodzę się że problem wielu związków opisuje akapit „takie mamy czasy”. Nic dodać ująć. Jesteśmy pokoleniem które jak coś się zepsuje – kupujemy nowe a nie naprawiamy stare. Nie potrafimy pracować nad samymi sobą. Hasła „bądź sobą” itp. rządzą. A jak to moje ja każe mi bić żonę bo okazała się
    inteligentniejsza ode mnie i się wymądrza? Albo każde mi pić – bo mam na to ochotę? Albo zostać przy partnerze który się nade
    mną znęca bo jest dobry w łóżku? Od uczyliśmy się walczyć z własnymi skłonnościami autodestrukcji. Przestaliśmy zastanawiać
    się co w nas jest dobre a co złe. Nie pracujemy nad tym co złe. Po co? Można znaleźć kolejną osobę w której się zakochamy, i z
    którą powtórymy schemat poprzednich związków… a potem „wszyscy faceci to świnie” 😛 Podczas gdy za wybór takich a nie innych partnerów odpowiadają właśnie nasze skłonności autodestrukcyjne. To co napisałem zawiera też część odpowiedzi
    na punkt „jesteśmy próżni”. Autorka tekstu tylko pominęła to że często w związkach występuje nie zdrowa emocjonalna
    rywalizacja pt. „moje musi być na wierzchu”. Zwłaszcza osoby z charakterem narcystycznym moją do tego skłonność. Zawsze muszą mieć rację. Dla nich przyznanie się do najmniejszego błędu to utrata poczucia bezpieczeństwa płynącego z poczucia własnej idealności. To osobny problem i może nie będę się teraz rozpisywał. Wracając do rywalizacji – bardzo plnujemy żeby ni
    dać więcej z siebie niż partner. Mamy w głowie gotową wyliczankę „ile to ja dla ciebie zrobiłem/łam” a ty nic. Itp. itp. Nasze
    poczucie wartości w związku czerpiemy z wkłądu wysiłku a za razem porównujemy się z partnerem który oczywiście musi być
    gorszy 😛 Ba nawet nie dajemy mu sposobności się wykazać lub deprecjonujemy wszystko co robi… bo mógłby okazać się „lepszy” 😛 A już to co pisze autorka – wspieranie drugiej połówki w dążeniu do JEJ celów i ssamorealizacji to dla wielu osób czarna magia. Dobra nie czarna magia ;P po prostu czują się upokorzone i frajerami dając coś z siebie 😛 oczywiście to fałszywe uczucie ale to tak wewnętrzna blokada psychiczna.

    Co do punktu przestaliśmy się lubić. Ja bym bym nie nazwał tego lubieniem… tylko właśnie dojrzałą miłością ;P Przecież nie pójdziemy chętnie na piwo z kumplem którego się boimy? No właśnie. Wiele osób „kocha” emocjami…. i z tym kojarzy miłość. A miłość to zupełnie co innego. Miłość to nie uczucie. Miłość to akceptacji, poczucie bezpieczeństwa, zrozumienie, oparcie i kilka podobnych cech. Jeśli to jest to nawet jeśli wystepują kłótnie na poziomie emocji – bo po prostu jesteśmy ludźmi – to te cechy stawowią fundament- twardy kamień przy którym emocje przypominają fale które się o niego rozbijają. (poetycko wyszło nie?:P) Autorka pisze o zaniku początkowej fascynacji. Tak to prawda. Przyzwyczajamy się do siebie a też poznajemy partnera jakim jet naprawdę – a nie nieco upiększony wizerunek 😛 To miejsce aby uczucie za coś przeszło w miłość pomimo czegoś. Tylko to trudne. Wymaga wysiłku… a po co się wysilać skoro tyle nowych potencjalnych partnerów czeka? 😛
    Sami w sobie często gasimy pierwotną fascynację… Bo łatwiej być nie zadowolnym zrzędą niż zachwycać się realną osobą z wadami. NA początku tych wad nie widzieliśmy więć było łatwiej.

    Nieustannie oczekujemy – to prawda. Ale tutaj trzeba podzielić na to czego mamy prawo bezwzględnie wymagać. Czyli właśnie poczucie bezpieczeństwa (przemoc do koniec jakiekolwiek relacji dla mnie), wysłuchania, oparcia, itp. Tego mam prawy wymagać. A czasem mam wrażenie że wymagamy zabawy emocji adrenaliny itp. itp. Sorry bez tego można przeżyć jakiś czas. A
    gdy nie masz poczucia bezpieczeństwa – to nie wiązę się tylko z przemocą, ale też wiernością, lojalnością, pewnością że ktoś
    jest szczery – to tak naprawdę nie ma związku. Bo jakiś czas można przetrwać bez uniesień emocjonalnych. Bez tego co opisałem – nie. Bo to po prostu jest podstawa… o której zapominamy. Więc…. oczekujmy tego co naprawdę ważne a fajerwerki typu romatyczne kolacje itp. niech będą wisienką na torcie a nie głównym składnikiem związku.

    Co do prób zmian osobowości drugiej połówki. Nie wiem jak trzeba być zarozumiałbym żeby uzurpować sobie prawo „ja wiem lepiej jaki on ma być” ok. JA wiem lepiej jaki on ma być żebym ja była szczęśliwa… no właśnie JA. A gdzie tu druga osoba? Gdzie jej wolność i prawo do bycia sobą? Wiele – zwłaszcza kobiet – uważa że ma prawo wywierać presję na swoich partnerów żeby zmieniali się z godnie z ich oczekiwaniami. Ok facet ustępuje (jak jest opisane przez autorkę) i zmienia się w pantofla. Wbrew pozorom to to lepsze zakończenie. Bo jest i drugie – facet ustępuje, kobieta widzi że presja przynosi efekt, więc ją zwiększa. Facet znowu ustępuje choć powoli się burzy… kobieta zwiększa presję. Facet pęka. Zaczyna pić, albo i bić. Oczywiście wtedy to kobieta uchodzi za biedną ofiarę… i nią jest . Nic nie usprawiedliwia przemocy wobec niej…. ale też nic nie usprawiedliwia tego że wywierając coraz większą presję po prostu znęcała się nad swoim partnerem psychicznie a on teraz znęca się nad nią fizycznie. Nikt nie ma prawa dopasowywać drugiej połówki do swoich potrzeb. Naturalne jest na początku relacji pewne dotarcie – ale też to każdy z nas własnej woli się nieco zmienia a nie pod wpływem presji. Bo jak napisała autorka „jeśli kocha to się zmieni”- ok ale to dlaczego TY nie masz się zmienić pod jego wymagania? A on pod twoje? 😛

    Co do „miej też swoje życie” zgadzam się. Po prostu je miej. Nikt nie da rady wypełnić 100% „pola widzenia” drugiej osoby. Dążenie do tego jest tak naprawdę dążeniem do zniewolenia tej osoby. Niech każdy na prawo być sobą w związku i rozwijać swoje pasje. Czasem pasje są podobne czasem nie. A już doskonałością jest gdy oboje wspierają się w rozwijaniu nawzajem i pasji i samorealizacji.

    czasem sięprzydają, dodają pieprzu ale… to trochę takie
    amerykańskofilmowe. W rzeczywistości zbyt częste kłotnie powodują
    że właśnie tracimy coś głębszego – poczucie bezpieczeństwa,
    akceptacji…. I zostaje nam wierzyć w szaloną miłość… jak
    nastolatkom. A chyba jednak mamy kilka lat więcej…

  • Dot

    „przypominam, że same chciałyście go zmieniać, a teraz zastanawiacie się czy nie ściągnąć majtek przed kolegą z pracy, który jest takim tajemniczym, pociągającym ogierem… wasz facet też taki był, zanim zaczęłyście przy nim kombinować.” Zgadzam się. Generalnie uważam, że drugiego człowieka akceptuje się albo w 100% z zaletami, wadami, przyzwyczajeniami, albo wcale. Nie ma tu stanu pośredniego: „teraz jakoś to zniosę, ale na dłuższą metę będę starać się to w nim/niej zmienić”.

    „Bo widzicie – lubić się, to nie seks i pocałunki. To nie miłość i sentyment do wspólnej przeszłość… to przede wszystkim szacunek i poczucie humoru – a nie złość i pretensję o chuj wie co…” Pięknie to powiedziałeś! 🙂

  • Adam

    Pięknie!

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Jak żyć w związku, aby się wzajemnie nie wkurwiać?

Śpieszyło nam się do tej całej dorosłości, co?
A teraz przeklinamy i marzymy o beztroskich nastoletnich latach.

Tęsknimy za małymi cyckami tamtejszych nastolatek, cyckami, które nie miały większego „ale”, abyśmy korzystali z nich i wszystkich innych dobrodziejstw ich właścicielek. Chcieliśmy miłość jak z seriali? Proszę bardzo, mieliśmy. Seks? Nie ważne gdzie, czy to ławka w parku czy łóżko rodziców – weekendowy wyjazd czy piątkowe wagary w domu.

Liczyła się tylko chwila, spojrzenie, motyle w brzuchu i pochopne „kocham Cię!”. Życie wtedy nie było złe, może ciut infantylne, ale na pewno kurwa prawdziwsze. I co z tego, że czas pozwolił nam zarobić na sportowe fury i mieszkania w kredycie? Przyniósł nam narzeczeństwo, żony, mężów, a co za tym idzie – problemy.

Problemy są domeną dorosłości.

Domeną dorosłych pań, które oglądają za dużo seriali i dorosłych panów, którzy za dużo piją. Jednym jak i drugim Kobus zalecałby zejść na ziemię. A kiedy się już na niej znajdą, zastanowienie się – jak by szczęśliwym staruszkiem z pięćdziesięcioletnim stażem w małżeństwie z jedną i tą samą osobą, która nie wyprze się nas przy podcieraniu dupy na starość. 

Możecie się zatem zastanawiać, ale założę się, że w przyszłości i tak większości z Was zapłaczę za utraconym szczęściem.

Takie mamy czasy.

Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które nie uczy się na błędach. Pokoleniem, które zderza się z pokusami współczesności. Pokoleniem, które żyje szybko i intensywnie – coraz częściej zapominając o jakichkolwiek zasadach i moralności. Pokoleniem próżnym, które jest nastawione na konsumpcje – zwłaszcza w związkach, w których mamy tak duże oczekiwania do partnera, że łatwiej go wymienić na tinderze twierdząc „Tej idiotce kompletnie pojebało się w głowie, kiedyś taka nie była” (lub w wersja dla Pań, „Boże, jak mogłam być taka naiwna i wierzyć, że ten podły skurwiel się kiedykolwiek zmieni”.

Dlaczego, więc nam nie wychodzi?

Po 1: Jesteśmy próżni. 

Czasy wychowały nas na egoistów, samotników. Nauczyliśmy się, że wszystko nam się należy – wszystko powinno być na wyciągniecie ręki. Lenistwo sprawiło, że chcemy być wygodni w życiu, a związki m.in. wymagają zainteresowania i odpowiedzialności za osoby, które w pewnych ich aspektach są od nas słabsze.

Zamiast brać garściami od partnera, zacznijmy dawać coś od siebie. Wysilmy się i postarajmy, aby dało się czuć przy nas dobrze, aby osoba nam bliska mogła się przy nas realizować przede wszystkim jako człowiek, ale także partner. Nie oczekujmy wiele od drugiej połówki, oczekujmy wiele od siebie, bo kiedy razem zaczniecie myśleć w takich kategoriach, to przestaniecie żyć ze sobą, a zaczniecie żyć dla siebie.

Po 2: Przestaliśmy się lubić. 

Bo widzicie, miłość to nie wyższy level lubienia się. Lubimy się, w momencie poznawania i późniejszego idealizowania – lubimy spędzać ze sobą czas, rozmawiać, słuchać, itp. Później pojawia się miłość, która zostaje, albo się kończy. Możemy kochać (ze względu na przeszłość, wspomnienia, przywiązanie), ale przy tym niespecjalnie się lubić. Jedno nie wyklucza drugiego.

Spójrz na dzisiejsze związki – ludzie się kochają i nie potrafią z siebie zrezygnować, mimo tego, że ciągle się kłócą, wkurwiają, a na myśl o tym, że mają wspólnie gdzieś wyjść robią wszystko, aby zostać w domu („Nie mam siły, ochoty, chcę odpocząć”). Sprawa wygląda już nieco inaczej kiedy do niego zadzwoni kumpel i zaproponuje piwo – wtedy on leci jak pies Lampo za koleją lub kiedy jej koleżanka chce wyskoczyć na wspólne zakupy lub solarium.

Chyba warto pomyśleć o tym i uświadomić sobie, że sama miłość to za mało. Skoro kiedyś umieliście wspólnie rozmawiać przy porannej jajecznicy, a dziś milczycie, albo kłócicie się o pilot do telewizora… cóż…

Po 3: Nieustannie oczekujemy.

To jeden z największych problemów. Przypomnijcie sobie czasy młodości – żyliście beztrosko, bo nie mieliście względem siebie żadnych oczekiwań. Liczyła się tylko ta szaleńcza miłość, która miała trwać do grobowej deski. Wraz z każdym nieudanym związkiem, twój życiowy plecak stawał się coraz cięższy, pełniejszy oczekiwań względem drugiej osoby. Tylko czy oczekując dajesz też coś od siebie?

Partner oczywiście się stara, bo mu zależy na soku z twoich majtek – później tobie.

Tylko jak długo uda mu się spełniać twoje oczekiwania, skoro one nigdy nie maleją?

Oczekujesz kwiatów i czekoladek, celebrowania walentynek, miesięcznic, rocznic. Chcesz nieustającego romantyzmu, odczytywania twoich emocji, odnajdywania się w chwili, codziennej czułości, stabilizacji – i najchętniej to wszystko byś otuliła w nieustające zaskakiwanie twojej osoby.

Możesz teraz się burzyć i twierdzić, że nie potrzebujesz kwiatów, a prawdziwy facet powinien dbać o kobietę. I masz rację, zgadzam się – jednak mimo to, że nie oczkujesz to o tym myślisz, porównując swój sztampowy związek do związków twoich przyjaciółek. Zazdrościsz im. Twoje oczekiwania zatem dalej rosną.

Egzotyczne wakacje, wspólne mieszkanie, oświadczyny, huczny ślub, potomstwo, dzielenie obowiązków, zdolność materialna i tak dalej i dalej. Później wszystko się nawarstwia – oczekujesz jeszcze fajniejszych wakacji, jeszcze większego mieszkania, kolejnego dziecka, lepszej pensji, (wstawić dziesięć kolejnych oczekiwań).

Ciągle dokładasz do tego wózka, lecz nigdy z niego nie ściągasz. Twojemu facetowi już puchną jaja od ciężaru twoich oczekiwań. Poluzuj kucyki maleńka, bo w przeciwnym razie on w mgnieniu oka stanie się starym chamem, a Ty tłustą jędzą – a przecież chcecie być razem do końca życia, po co więc unieszczęśliwiać się aż do śmierci?
Zamiast oczekiwać, zacznij doceniać chwile i cieszyć się nią – na wszystko przyjdzie czas w odpowiednim momencie.

I nie zrozum mnie źle – facet jak i kobieta, powinni się o siebie starać, ale nie popadajmy w skrajności i pozwólmy sobie cieszyć się życiem, przestańmy ciągle gonić, bo to zacznie przypominać drzwi obrotowe, w które wejdziecie i będziecie się już tak tylko kręcić?

Po 4: Nie próbujcie się zmieniać.

Z racji kobiecych potrzeb i biologii, kobietom podobają się dominujący faceci. Kiedy jednak już takiego dosiądą, to zaczynają bronić go przed innymi samicami, zabójczo zmieniają go w smuta, którym szybko się znudzą. Faceci sobie oczywiście na to pozwalają, bo brak im charakteru. Tłumaczą sobie swoją pizdowatość faktem, że chcą dla niej jak najlepiej, że nie chce im się kłócić, że wolą odpuścić lub iść na kompromis (w którym zazwyczaj tracą).

Ilu znacie takich pantofli? Którzy tylko chuchają i dmuchają na swoje panienki?

Te panienki oczywiście na początku są szczęśliwe, a później zaczynają mu wytykać brak stanowczości w działaniu, lub co gorsza męskości – drogie panie, przypominam, że same chciałyście go zmieniać, a teraz zastanawiacie się czy nie ściągnąć majtek przed kolegą z pracy, który jest takim tajemniczym, pociągającym ogierem… wasz facet też taki był, zanim zaczęłyście przy nim kombinować.

W drugą stronę działa to podobnie – kiedy facet przestaje idealizować swoją księżniczkę, to zaczyna od niej oczekiwać zmian. Nie powinnaś przeklinać, mogłabyś założyć coś bardziej kobiecego, nie powinnaś się o wszystko wkurwiać i co najważniejsze, mogłabyś w końcu zacząć połykać – w końcu tyle już ze sobą jesteśmy…

Oczekiwanie od partnera, że się zmieni jest wygodne. Przecież „jak kocha to się zmieni”. Łatwiej jest kogoś wychować niż się do niego dostosować – to zajmuje mniej czasu i kosztuje mniej energii, samoluby.

Po 5: Miej też swoje życie. 

Kiedy jedno z Was staje się orłem i rozwija skrzydła, a drugie pozostaje kurą, zaakceptujcie ten fakt. Nauczmy się akceptować siebie wzajemnie. Każdy powinien mieć odrobinę czasu dla siebie. Nie powinniśmy być od siebie uzależnieni, nie powinniśmy być przez siebie kontrolowani. Jeśli jedno z Was od życia chcę kanapy i telewizora, to czy warto mu to zabierać? Każdy ma prawo do takiego życia o jakim marzy. Po co się denerwować, spinać i próbować narzucać swój świat drugiej osobie?

Jeśli zabraniasz mu wyjścia na piwo lub zabraniasz jej, spotkania się ze znajomym, bo boisz się zdrady, to wbij sobie do głowy, że takie ograniczenia tylko działają na twoją niekorzyść. Nikt nie będzie chciał być twoim kanarkiem, którego więzisz w złotej klatce. Jak kobieta będzie chciała to i tak Cię zdradzi – nie upilnujesz jej. Czy nie lepiej zatem zająć się życiem, niż wiecznie żyć w cieniu swojego strachu i zatruwać wszystko w koło zaborczością? Do osoby, która jest ubezwłasnowolniona traci się szacunek. Prędzej czy później znienawidzi Cię za to.

I to byłoby na tyle.

Burzliwe życie nauczyło mnie szacunku do siebie, ale przede wszystkim cholernego szacunku, do osób, które zdecydowały się dzielić to życie ze mną. Nie uważam, abym tymi kilkoma radami rozwiązał wasze wszystkie problemy, ale wiem, że czasem wystarczy jedna mała zmiana, jeden mały moment, aby odmienić wszystko. Mam nadzieję, że zatrzymacie się na chwilę i pomyślicie – zanim znów wyładujecie na partnerze złość i wszystkie inne przykre rzeczy. Bo widzicie – lubić się, to nie seks i pocałunki. To nie miłość i sentyment do wspólnej przeszłość… to przede wszystkim szacunek i poczucie humoru – a nie złość i pretensję o chuj wie co…

„Dzień dobry przystojniaku… Poprowadziłam twoją ciężarówkę wprost do jeziora wczorajszej nocy.
Mam nadzieję, że ona była tego warta.
Nie martw się, spało mi się świetnie.

Zadajesz ciosy, ale nie wygrasz tej walki.
Nie pomagasz sobie, kiedy nie czytasz wskazówek.
Idę do kuchni, a wrócę z nożem.
Bo mam już tego powyżej uszu!”

Zostaw lajka na moim fanpage i bądź na bieżąco z moimi tekstami:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

 

Powrót na stronę główną