Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

O męskiej dumie i pewnej Pani stomatolog.

Zwiń to zdjęcie

Mam wiele problemów, a jednym z nich jest moja duma.
Może wiecie co mam na myśli, bo przychodzi Wam przecież żyć z facetami. Rozdmuchane ego i irracjonalna duma, która przyprawia Was o grymas niezadowolenia i totalny brak zrozumienia jego męskiej mentalności.

Bycie dumnym w dzisiejszych czasach to problem?
Fajnie jakbyś umiała odpowiedzieć na to pytanie sobie sama. Wybierz tak jak lubisz. W końcu kiedy zderzasz się z prawdziwym samcem czujesz się onieśmielona, słaba, zdana na rozwój sytuacji, który zaraz podyktują jego działania… ale kiedy masz go w sobie, nad i pod sobą – w mieszkaniu i poza nim, ba w życiu! Często sprawia Ci to zagwozdkę – bo jest uparty i zdeterminowany w działaniu – przez co często trudno w zrozumieniu.

Tacy byli faceci kiedyś. Wasze matki czuły od nich wodę po goleniu, czerwone malboro i niewątpliwie zakrapiany weekend, a dziś od mężczyzn przychodzi czuć odżywkę do brody, bo tacy to już z nich „drwale”, którzy na szczęście nie musza mieszkać w lesie, bo wątpliwe czy potrafiliby przetrwać bez wiedzy jak upolować bezglutenowy hummus.

Mało dziś dumnych mężczyzn.
Mimo iż nie śmierdzę wódką i nie nosze brody – a hummusu i wody po goleniu nie lubię, to te wszystkie kobiety, z którymi przyszło mi żyć ceniły we mnie to, że potrafię postępować tak, aby nie tracić godności. Moje „nie”, to dźwięk dumy, która nie pozwalała postąpić mi inaczej. Nie byłem uległy przy podejmowaniu decyzji, nie ulegałem emocją. Moje słowa zawsze coś znaczyły – nawet wtedy kiedy tylko chciałem dobrać im się do majtek.

Kobiety lubią takich mężczyzn – bo są ich przeciwieństwem. Jesteście uległy, działacie pod wpływem emocji, które potrafią sprawić, że w sekundę całkowicie zmienicie swoje zdanie. Nie lubicie tego u siebie, prawda? Ale uzupełniamy się i to jest piękne. Chyba, że przychodzi Ci uzupełniać się z mało zdecydowanym, delikatnie stąpającym po ziemi ciepłym wypierdkiem, który zrobi wszystko co powiesz. To na dłuższa metę nudne, a ludzie nie chcą mieć długiego i nudnego życia.

Ale duma u faceta to też problem, chociażby w sytuacjach kiedy twardo będziemy odpowiadać ekspedientce, że poradzimy sobie sami ze znalezieniem spodni w odpowiednim rozmiarze – mimo że przeglądamy tą samą półkę drugi czy trzeci raz.

Duma to też problem w sytuacji kiedy na wakacjach ostatnią rzeczą jaką zrobi zagubiony facet będzie zapytanie innego faceta o drogę – prędzej wytrę dziurę palcem w mapie niż to zrobię.

Duma to też problem kiedy twój facet będzie wolał przejść z buta kolejne 5 km w deszczu niż wsiąść do samochodu z twoim dobrym znajomym, który kiedyś się w Tobie podkochiwał.

Duma to też problem w sytuacji kiedy facet rano do Ciebie się nie odezwie (wymyślając dziwne usprawiedliwienia), bo wieczorem mu napisałaś, że idziesz na piwo z kolegą.

Głupie, niezrozumiałe, ale prawdziwe…

I ja na swojej dumie ostatnio się przejechałem. Nie będzie to heroiczny przykład, ale pierwszy lepszy z życia wzięty.

Jako Mateusz nie lubię odkładać planów na później – a tak się złożyło, że jednym z nich były systematyczne wizyty u stomatologa, bo jakoś zawsze omijałem to miejsce.

Była to trzecia, przedostatnia wizyta – kilka zmian wypełnień i jedna czwórka do zrobienia, niby nic wielkiego… do tamtego pamiętnego piątku.

Nie znałem stomatologów w tej klinice, więc pierwszą wizytę umówiłem do kogokolwiek – trafił się szef wszystkich szefów, właściciel. Ciemny, nieco grubawy o bujnej serferskiej fryzurze, ale za to z właściwym poczuciem humoru i drogich markowch jeansach. Zawsze ceniłem sobie stomatologów z poczuciem humoru (jeansy były mniej ważne), bo skutecznie wyrzucali mi z głowy obrazy sadystycznych praktyk, które pamiętałem z dzieciństwa. Tamci potrafili wiercić – i jeśli wiercili tak w życiu wszystko, to chapeau bas dla ich dzisiejszych żon.

Klinika w gruncie rzeczy to całkiem gustowne przez co ładne miejsce. Nowe, modne pomieszczenia z ciemnymi skórzanymi kanapami, które po godzinie 17 potrafiły zrelaksować każdego oczekującego – zwłaszcza, że wizyta miała odbyć się w pokoju o bujnej nazwie „Nowy Jork”.

I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie pewna blondynka w ciemnych rajstopach i śnieżnobiałym białym uniformie, która wpływała swoim uwodzicielskim, pełnym gracji krokiem do gabinetu doktora z kartami pacjentów? Tak przynajmniej wtedy pomyślałem.
Widziałem ją dosłownie przez chwilę, ale to wystarczyło, aby zrozumieć, że Bóg niektórym osobom daje więcej, a niektórym mniej. Nie miejcie sobie tego za ze – obwiniajcie ładniejsze koleżanki, miały po prostu szczęście. Jeśli chodzi o nią – ona dostała absolutnie wszystko. Smukła, niska blondynka o jasnej cerze i perfekcyjnie prostych blond włosach, które świetnie współgrały z pięknym uśmiechem opakowanym w szminkę koloru passionate red – kurewsko passionate red.

Blondynka, która sprawiła, że gabinet „Nowy Jork” starł się króliczą norą rodem z Alicji z krainy czarów – królik był w środku, a ja czekałem przed drzwiami tej bajki na magiczne „Pan Kobus, proszę”. W końcu się doczekałem.

W środku całkiem fajny klimat – Ameryka spokojnie mogłaby w nim mieć swój pierwszy raz – jasno żółtawe ściany z fototapetą przedstawiającą Time Square, a na środku wielki, nowoczesny fotel dentystyczny koloru żółtego. Zapowiadała się całkiem fajna przejażdżka.

Ktoś wtedy poprosił, abym usiadł na fotelu i poczekał. Czekałem, nerwowo potupując noga w rytm spotifyowej playlisty. W między czasie podszedł do mnie wspomniany wcześniej śnieżnobiały króliczek, a za nim cała gama bajkowych zapachów – lepiej być nie mogło.
Natalia, bo jak się okazało tak miała na imię, chwilę ze mną porozmawiała, skutecznie odpierając przy tym moje śmieszkowate zaczepki. Odłożyła długopis i założyła papierową maskę – wszystko stało się jasne. Błysk jej błękitnych oczu zakomunikował, że to ona dziś zastępuje mojego stomatologa – „Witaj w mojej bajce”.

Co w takich sytuacjach podpowiada męska duma? Jeśli facet ma przed sobą taką kobietę – to zrobi wszystko, aby się pokazać. I tak też zrobiłem – bo zapytany, bez chwili namysłu odpowiedziałem jej, że żadne znieczulenie nie będzie mi potrzebne. Pytała dwa razy – dziś wiem czemu.

Ale czy ja, prawie 100 kg mężczyzna nie dam sobie rady w konfrontacji z niską blondynką z małym wiertełkiem w ręce? Na swoje nieszczęście postanowiłem to sprawdzić, a z każda kolejną minutą mój wzrok robił się coraz mniej wyrazisty, mętny, bezosobowy – nowojorska taksówka jechała dalej.

Koniec końców przetrwałem – dla ciekawskich dodam, że sprawa byłą o tyle skomplikowana, że ten zabieg miał mnie uchronić przed leczeniem kanałowym – a więc był bolesny, bo ingerował w miazgę zęba.  Natalia ściągając maskę nie pozbywając się przy tym uśmiechu – ja również się starałem nie dać nic po sobie poznać, w końcu pokazałem jej przez ostatnie 15 minut jakim to twardzielem nie jestem. Mogła mi wyrwać rękę i bym nie pisnął – może superman z campton lub jakiś inny skurwiel tak, ale nie ja. W końcu oboje siedzieliśmy przy pokerowym stole, więc emocje trzeba było trzymać na wodzy – choć oboje nie mieliśmy wątpliwości, kto wygrał tą batalie. Schodząc z żółtego fotela zdążyłem tylko zapytać czy zostawiła mi inicjały na wypełnieniu – oczywiście z serduszkiem – dodała. Była słodka, ale nie pragnąłem już od niej niczego więcej. I nie chodziłoby o to, że bym ją rwał jak ona zęby swoim pacjentom – chodziło o to, że gdybyśmy spotkali się w innych okolicznościach, to miałbym większe szanse. Miała żałować, że to koniec tego spotkania, że się odwracam i wychodzę, że już mnie nigdy nie zobaczy, że nigdy nie wyrwie mi ani jednego zęba. Tymczasem, pewnie już po 30 sekundach od mojego wyjścia, nawet już nie pamiętała mojego imenia.

Bolało jak jasna cholera – nie wiem czy ząb czy duma… ale bolało.
Mimo to do końca trzeba stwarzać pozory – i faceci to robią.
Taka jest ta nasza męska duma. W pizdu z tym wszystkim… do następnej takiej sytuacji kiedy przyjdzie udawać mi RoboCopa.

Zostaw lajka na moim fanpage i bądź na bieżąco z moimi tekstami:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

Komentarze

Polecane wpisy

  • Czego kobiety oczekują w łóżku?Czego kobiety oczekują w łóżku? Ostatnio popełniłem wpis o tym czego oczekują w łóżku mężczyźni i to wystarczyło, aby tamtego wieczoru niejedne kobiecie zmokły majtki, a […]
  • Prolog. Wstęp do blogu.Prolog. Wstęp do blogu. Trafiłeś/aś tu z jakiegoś powodu lub bez powodu - wszystko jedno. Jestem Kobus i nie wiem czy jestem dobrym czy złym pismakiem. Na pewno […]
  • Friendzone oczami dwóch płci.Friendzone oczami dwóch płci. Duże piersi zwieńczone błękitnymi oczyma miały na imię Agnieszka i z racji studiów zamieszkiwały skromne m3 z paczką przyjaciół - Ewą […]

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

O męskiej dumie i pewnej Pani stomatolog.

Mam wiele problemów, a jednym z nich jest moja duma.
Może wiecie co mam na myśli, bo przychodzi Wam przecież żyć z facetami. Rozdmuchane ego i irracjonalna duma, która przyprawia Was o grymas niezadowolenia i totalny brak zrozumienia jego męskiej mentalności.

Bycie dumnym w dzisiejszych czasach to problem?
Fajnie jakbyś umiała odpowiedzieć na to pytanie sobie sama. Wybierz tak jak lubisz. W końcu kiedy zderzasz się z prawdziwym samcem czujesz się onieśmielona, słaba, zdana na rozwój sytuacji, który zaraz podyktują jego działania… ale kiedy masz go w sobie, nad i pod sobą – w mieszkaniu i poza nim, ba w życiu! Często sprawia Ci to zagwozdkę – bo jest uparty i zdeterminowany w działaniu – przez co często trudno w zrozumieniu.

Tacy byli faceci kiedyś. Wasze matki czuły od nich wodę po goleniu, czerwone malboro i niewątpliwie zakrapiany weekend, a dziś od mężczyzn przychodzi czuć odżywkę do brody, bo tacy to już z nich „drwale”, którzy na szczęście nie musza mieszkać w lesie, bo wątpliwe czy potrafiliby przetrwać bez wiedzy jak upolować bezglutenowy hummus.

Mało dziś dumnych mężczyzn.
Mimo iż nie śmierdzę wódką i nie nosze brody – a hummusu i wody po goleniu nie lubię, to te wszystkie kobiety, z którymi przyszło mi żyć ceniły we mnie to, że potrafię postępować tak, aby nie tracić godności. Moje „nie”, to dźwięk dumy, która nie pozwalała postąpić mi inaczej. Nie byłem uległy przy podejmowaniu decyzji, nie ulegałem emocją. Moje słowa zawsze coś znaczyły – nawet wtedy kiedy tylko chciałem dobrać im się do majtek.

Kobiety lubią takich mężczyzn – bo są ich przeciwieństwem. Jesteście uległy, działacie pod wpływem emocji, które potrafią sprawić, że w sekundę całkowicie zmienicie swoje zdanie. Nie lubicie tego u siebie, prawda? Ale uzupełniamy się i to jest piękne. Chyba, że przychodzi Ci uzupełniać się z mało zdecydowanym, delikatnie stąpającym po ziemi ciepłym wypierdkiem, który zrobi wszystko co powiesz. To na dłuższa metę nudne, a ludzie nie chcą mieć długiego i nudnego życia.

Ale duma u faceta to też problem, chociażby w sytuacjach kiedy twardo będziemy odpowiadać ekspedientce, że poradzimy sobie sami ze znalezieniem spodni w odpowiednim rozmiarze – mimo że przeglądamy tą samą półkę drugi czy trzeci raz.

Duma to też problem w sytuacji kiedy na wakacjach ostatnią rzeczą jaką zrobi zagubiony facet będzie zapytanie innego faceta o drogę – prędzej wytrę dziurę palcem w mapie niż to zrobię.

Duma to też problem kiedy twój facet będzie wolał przejść z buta kolejne 5 km w deszczu niż wsiąść do samochodu z twoim dobrym znajomym, który kiedyś się w Tobie podkochiwał.

Duma to też problem w sytuacji kiedy facet rano do Ciebie się nie odezwie (wymyślając dziwne usprawiedliwienia), bo wieczorem mu napisałaś, że idziesz na piwo z kolegą.

Głupie, niezrozumiałe, ale prawdziwe…

I ja na swojej dumie ostatnio się przejechałem. Nie będzie to heroiczny przykład, ale pierwszy lepszy z życia wzięty.

Jako Mateusz nie lubię odkładać planów na później – a tak się złożyło, że jednym z nich były systematyczne wizyty u stomatologa, bo jakoś zawsze omijałem to miejsce.

Była to trzecia, przedostatnia wizyta – kilka zmian wypełnień i jedna czwórka do zrobienia, niby nic wielkiego… do tamtego pamiętnego piątku.

Nie znałem stomatologów w tej klinice, więc pierwszą wizytę umówiłem do kogokolwiek – trafił się szef wszystkich szefów, właściciel. Ciemny, nieco grubawy o bujnej serferskiej fryzurze, ale za to z właściwym poczuciem humoru i drogich markowch jeansach. Zawsze ceniłem sobie stomatologów z poczuciem humoru (jeansy były mniej ważne), bo skutecznie wyrzucali mi z głowy obrazy sadystycznych praktyk, które pamiętałem z dzieciństwa. Tamci potrafili wiercić – i jeśli wiercili tak w życiu wszystko, to chapeau bas dla ich dzisiejszych żon.

Klinika w gruncie rzeczy to całkiem gustowne przez co ładne miejsce. Nowe, modne pomieszczenia z ciemnymi skórzanymi kanapami, które po godzinie 17 potrafiły zrelaksować każdego oczekującego – zwłaszcza, że wizyta miała odbyć się w pokoju o bujnej nazwie „Nowy Jork”.

I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie pewna blondynka w ciemnych rajstopach i śnieżnobiałym białym uniformie, która wpływała swoim uwodzicielskim, pełnym gracji krokiem do gabinetu doktora z kartami pacjentów? Tak przynajmniej wtedy pomyślałem.
Widziałem ją dosłownie przez chwilę, ale to wystarczyło, aby zrozumieć, że Bóg niektórym osobom daje więcej, a niektórym mniej. Nie miejcie sobie tego za ze – obwiniajcie ładniejsze koleżanki, miały po prostu szczęście. Jeśli chodzi o nią – ona dostała absolutnie wszystko. Smukła, niska blondynka o jasnej cerze i perfekcyjnie prostych blond włosach, które świetnie współgrały z pięknym uśmiechem opakowanym w szminkę koloru passionate red – kurewsko passionate red.

Blondynka, która sprawiła, że gabinet „Nowy Jork” starł się króliczą norą rodem z Alicji z krainy czarów – królik był w środku, a ja czekałem przed drzwiami tej bajki na magiczne „Pan Kobus, proszę”. W końcu się doczekałem.

W środku całkiem fajny klimat – Ameryka spokojnie mogłaby w nim mieć swój pierwszy raz – jasno żółtawe ściany z fototapetą przedstawiającą Time Square, a na środku wielki, nowoczesny fotel dentystyczny koloru żółtego. Zapowiadała się całkiem fajna przejażdżka.

Ktoś wtedy poprosił, abym usiadł na fotelu i poczekał. Czekałem, nerwowo potupując noga w rytm spotifyowej playlisty. W między czasie podszedł do mnie wspomniany wcześniej śnieżnobiały króliczek, a za nim cała gama bajkowych zapachów – lepiej być nie mogło.
Natalia, bo jak się okazało tak miała na imię, chwilę ze mną porozmawiała, skutecznie odpierając przy tym moje śmieszkowate zaczepki. Odłożyła długopis i założyła papierową maskę – wszystko stało się jasne. Błysk jej błękitnych oczu zakomunikował, że to ona dziś zastępuje mojego stomatologa – „Witaj w mojej bajce”.

Co w takich sytuacjach podpowiada męska duma? Jeśli facet ma przed sobą taką kobietę – to zrobi wszystko, aby się pokazać. I tak też zrobiłem – bo zapytany, bez chwili namysłu odpowiedziałem jej, że żadne znieczulenie nie będzie mi potrzebne. Pytała dwa razy – dziś wiem czemu.

Ale czy ja, prawie 100 kg mężczyzna nie dam sobie rady w konfrontacji z niską blondynką z małym wiertełkiem w ręce? Na swoje nieszczęście postanowiłem to sprawdzić, a z każda kolejną minutą mój wzrok robił się coraz mniej wyrazisty, mętny, bezosobowy – nowojorska taksówka jechała dalej.

Koniec końców przetrwałem – dla ciekawskich dodam, że sprawa byłą o tyle skomplikowana, że ten zabieg miał mnie uchronić przed leczeniem kanałowym – a więc był bolesny, bo ingerował w miazgę zęba.  Natalia ściągając maskę nie pozbywając się przy tym uśmiechu – ja również się starałem nie dać nic po sobie poznać, w końcu pokazałem jej przez ostatnie 15 minut jakim to twardzielem nie jestem. Mogła mi wyrwać rękę i bym nie pisnął – może superman z campton lub jakiś inny skurwiel tak, ale nie ja. W końcu oboje siedzieliśmy przy pokerowym stole, więc emocje trzeba było trzymać na wodzy – choć oboje nie mieliśmy wątpliwości, kto wygrał tą batalie. Schodząc z żółtego fotela zdążyłem tylko zapytać czy zostawiła mi inicjały na wypełnieniu – oczywiście z serduszkiem – dodała. Była słodka, ale nie pragnąłem już od niej niczego więcej. I nie chodziłoby o to, że bym ją rwał jak ona zęby swoim pacjentom – chodziło o to, że gdybyśmy spotkali się w innych okolicznościach, to miałbym większe szanse. Miała żałować, że to koniec tego spotkania, że się odwracam i wychodzę, że już mnie nigdy nie zobaczy, że nigdy nie wyrwie mi ani jednego zęba. Tymczasem, pewnie już po 30 sekundach od mojego wyjścia, nawet już nie pamiętała mojego imenia.

Bolało jak jasna cholera – nie wiem czy ząb czy duma… ale bolało.
Mimo to do końca trzeba stwarzać pozory – i faceci to robią.
Taka jest ta nasza męska duma. W pizdu z tym wszystkim… do następnej takiej sytuacji kiedy przyjdzie udawać mi RoboCopa.

Zostaw lajka na moim fanpage i bądź na bieżąco z moimi tekstami:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

Komentarze
Powrót na stronę główną