Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Jedna prosta prawda, która uratuje Twój związek.

Zwiń to zdjęcie

Tej nocy po raz ostatni łzy przemierzały jej ciepłe policzki. Nie zamierzała już nigdy więcej odkręcać wody w łazience, aby zagłuszyć płacz, wycie swojej bezradności. Tak bardzo go kochała, a on tak bardzo obiecywał, że się zmieni, że zawsze i wszędzie już będą mogli polegać na sobie. Dziś przychodzi jej spojrzeć w lustro – w ból, który był jak krzyk, którego nikt nie słyszał. A on? On znów poniósł klęskę widząc jej łzy i drżące ręce.

Nazywała się Kamila. Nie była nikim nadzwyczajnym, nie pragnęła uwagi i z całą pewnością nie była królowa balów, rodem z amerykańskich filmów. Miała małe cycki, twardy tyłek i długie blond włosy, które świetnie pasowały do jej małego zgrabnego nosa i śniadej karnacji. Była absolwentką studiów lekarsko-dentystycznych i to właśnie na pierwszym roku na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi poznała Marcina.

Był przystojnym brunetem z delikatnie odstającymi uszami, które totalnie nie ujmowały mu uroku, a to za sprawą jego magicznego spojrzenia. Uwierz, Marcin potrafi patrzeć na kobiety tak jak nie patrzy nikt – jego wzrok to pierdolony magnes, który ściągnąłby twoje majtki już na drugim spotkaniu. Świetnie umiał to wykorzystać – doskonale wiedział, że wszystkie miały zasady, ale tylko do drugiego spotkania. Z całą pewnością wtedy nie był dobrym gościem, choć jako kumpel – nie narzekaliśmy. Miał plany i szczęście i ego tak wielkie, że przyznać się do porażki byłoby dla niego przekleństwem. Panny się za nim oglądały, a później już tylko przeklinały. Cały on, ale…

Z Kamilą miało być inaczej.

Zaczepił ją na wykładach pod pretekstem poszukiwania zeszłotygodniowych notatek z periodontologii.
Później był facebook, a następnie spotkanie. Chwilę po tym drugie, na którym nikt nie zgubił majtek. Następnie już tylko kolejne i kolejne. I tak się zaczęło.

Nikt kto ich znał nie zakładał, że to będzie początek historii pełnej uniesień, fascynacji, zwierzeń pod płachtą gwiaździstych nocy, ale także bólu, niepotrzebnie wypowiedzianych i nie wypowiedzianych słów. Byli jak dwa na pozór niepasujące do siebie końce sznurka, które los na przekór wszystkiemu postanowił spleść ze sobą.

Już po trzech miesiącach wynieśli się na stałe do Łodzi, a po roku byli już zaręczeni. Serio, nigdy nie widziałem, żeby ktoś się tak rozumiał. Marcin wielokrotnie podkreślał, że by za nią umarł.

Ona, uwielbiała jego uśmiech i potrafiła godzinami leżeć w wannie, nie zważając na chłód wody, wpatrując się w niego.

Wspólnie uwielbiali wypady za miasto do jej rodziny w świętokrzyskim – gubili się po drodze, nie ważne gdzie, przed siebie, daleko. Rozmawiali nocami w przydrożnych barach, tracili dech w piersiach w zaparkowanym przy drodze samochodzie. Tańczyli w błocie i krzyczeli w deszczu, sami pośrodku bezkres rolniczego krajobrazu. Byli szczęśliwi, kochali się.

On nigdy nie przypuszczałby, że ktoś mógłby kiedykolwiek dla niego tak wiele znaczyć. Bez jej dobra czuł się jak śmieć, wstydził się, że jest dla niego tak cholernie ważna, tak bardzo mu potrzebna. Cholernie się przy niej zmienił – na lepsze rzecz jasna. Przestał imprezować, pić, ograniczył z nami kontakt – liczyła się już tylko ona.

Rozumieliśmy to.
Wy chyba też znacie to uczucie?
Miłość nie wybiera.

Niestety, wszyscy znajdujemy miłość w złym momencie. W dużym przyśpieszeniu – wszystko pękło mniej więcej po trzech latach, problemy zaczęły się gdy przyszła codzienność i zaczęli żyć na odpierol. Nerwy, pretensje, przelewanie frustracji, a w konsekwencji kłótnie, bezsenność i poszło im się jebać całe ich piękno.

Spotkałem go jakiś czas temu na Sokolskiej, to nie był ten sam gość. Z twarzy znikł mu wieczny uśmiech i powiedział tylko „nie chcę żyć, idź po wódkę”. To nie był Marcin, którego znaliśmy. Tamten gość zniknął wraz ze swoją iskrą w oczach.

A Kamila?
Jakiś czas siedziała w Łodzi, wynajmowała mieszkanie z koleżanką z pracy, a później wyleciała robić borowania dzieciakom w Anglii. Smutne, bo mieli być tu, a jakoś ich zabrakło.

I tutaj przychodzi refleksja.

Bo nasze pokolenie błędnie definiuje miłość i związki.

Nie chcę definiować tych pojęć, ale z własnego doświadczenia wiem, że miłość, to nie związek idealny, bo taki nie istnieje, ale pełen kłótni, łez, godzenia i uśmiechów. I mimo tego, że jest ciężko i ma się dość, nie poddajesz się, bo wiesz, że tylko z tą osobą jesteś i będziesz najszczęśliwszy na ziemi. Miłość oznacza dawanie szans, gdy tak naprawdę wyczerpał się ich limit – być może to też naiwność, ale problem dzisiejszych ludzi polega na tym, że nie potrafią, nie chcą się starać. Kiedy jest źle odpuszczają walkę o siebie – nie dają z siebie pierdolonych 120%. Lepiej jest rzucić wszystko i za kilka miesięcy znaleźć sobie nowego partnera, partnerkę… w końcu mamy tindera.

Potwierdzają to zdrady i rozwody, ich liczba wziąć rośnie. Być może ludzie wierzą w więź małżeńską, chcą ją tworzyć, ale nie potrafią rozwiązywać problemów życia codziennego. Łatwiej wziąć rozwód. To takie remedium na każdy kryzys. Bez sensu jak leniwi staliśmy się.

Kiedyś usłyszałem, że młodzi ludzie idą przed ołtarz z powodu zakochania, a starsi z powodu miłości.
I to jest cholerna prawda przez którą powinniśmy mieć bezsenne noce.

Moje pokolenie nie rozumie, że miłość to coś więcej niż tylko ZAKOCHANIE, które jest tylko mniej dojrzałą formą.
Miłość oznacza tutaj stan, w którym kochamy partnera, którego akceptujemy w pełni (mimo wad) – jeśli twój partner chcę, abyś się zmieniła, cóż… wiesz co chcę Ci napisać. Zakochanie składa się z elementu idealizacji partnera, osaczania go swoimi oczekiwaniami – co nieuchronnie prowadzi do mniejszego lub większego zawodu.

Dla mnie miłość to nie świece tylko jej dłoń przy podcieraniu dupy na starość. I chyba warto się tego trzymać, zwłaszcza jak widzi się starych ludzi, którzy mimo upływu 50 lat małżeństwa nadal trzymają się za ręce.

Dziś oczekiwania wobec miłości zmieniają się i mają na to wpływ czasy, styl życia i system wartości, który zmienia nasze wyobrażenia o prawdziwej miłości, związkach, małżeństwie czy partnerstwie. Wydaje mi się, że dzisiejsze role i tożsamość związana z płcią ulega zmianie.

Męska część mojego pokolenia coraz częściej krzyczy, że „coraz bardziej nie rozumie tych kobiet”, często w ich związkach kobiety przejmują inicjatywę, noszą spodnie, mają jaja. Słabo, nie? Nawet już o tym kiedyś pisałem – koniec ery mężczyzn, to Twoja wina, pamiętasz?

Dziewczyny z mojego pokolenia pytają mnie często gdzie te prawdziwe samce. I tutaj rodzi się konflikt, bo współcześni faceci szukają uznania i akceptacji, a współczesne kobiety utraconej męskiej adoracji i wsparcia. Łączy nas jedynie wspólna pogoń za tym co dziś jest najbardziej deficytowe, a w pokoleniu naszych dziadków nie było – mowa tu o czasie i zainteresowaniu drugiej strony, bo to jest dziś najtrudniej. I to pogrążyło Marcina i Kamilę, mnie i Ciebie… pewnie wielokrotnie.

Dziś mit o romantycznej miłości przygasa, każdy o niej czyta, każdy chcę w nią wierzyć, a w zamian otrzymuje bajkowe wyobrażenia rodem z życia celebrytów. Oglądamy piękne instagramy, chwytliwe pinterestowe hasełka i romantyczne filmiki – na nich wszystko jest zajebiste – duże kutasy, nieskazitelne twarze, drogie samochody i daiquiri spijane pod palemką w Palma Nova – wszyscy się uśmiechają, nie mają problemów i jest zajebiście. Ale ja nie wierzę w ten Matrix. To wszystko to tylko kadry, wyjęte chwile, które przecież nie zawsze tak wyglądają – nikt nie mówił, że związki są proste, a nie są – i doskonale o tym wiecie, bo przechodziliście zawody miłosne. Uświadomcie sobie, że nasze marzenia, mniej lub bardziej potajemnie są pewnego stopnia kreowane przez ukazywany w kolorowych pismach świat. Świat zakłamany, plastikowy i tandetny. To taki zestaw współczesnych bajek dla dorosłych o życiu, miłości i związkach.

Ja w to uwierzę jak zacznę wierzyć w kłamstwa.

Póki co wierzę, że utrzymanie miłości przy życiu wymaga poświęceń, inicjatyw, czasu i ciężkiej pracy.
A część z Was tak często o tym zapomina. Otwórz drzwi, wytrzyj łzy i wyjdź z łazienki.

Bo jeśli wariujesz przez ból jak Kamila to zastanów się obok kogo zasypiasz. Spójrz mu/jej w oczy, a następnie spójrz w gwiazdy i zastanów się czy aby twoja miłość nie pieprzy się teraz z niewłaściwą osobą.


Zostaw lajka na facebooku i bądź na bieżąco z moimi tekstami:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

Komentarze

Autorem zdjęcia jest: Dahiana Candelo

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

The Best of:

Sorry. No data so far.

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Jedna prosta prawda, która uratuje Twój związek.

Tej nocy po raz ostatni łzy przemierzały jej ciepłe policzki. Nie zamierzała już nigdy więcej odkręcać wody w łazience, aby zagłuszyć płacz, wycie swojej bezradności. Tak bardzo go kochała, a on tak bardzo obiecywał, że się zmieni, że zawsze i wszędzie już będą mogli polegać na sobie. Dziś przychodzi jej spojrzeć w lustro – w ból, który był jak krzyk, którego nikt nie słyszał. A on? On znów poniósł klęskę widząc jej łzy i drżące ręce.

Nazywała się Kamila. Nie była nikim nadzwyczajnym, nie pragnęła uwagi i z całą pewnością nie była królowa balów, rodem z amerykańskich filmów. Miała małe cycki, twardy tyłek i długie blond włosy, które świetnie pasowały do jej małego zgrabnego nosa i śniadej karnacji. Była absolwentką studiów lekarsko-dentystycznych i to właśnie na pierwszym roku na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi poznała Marcina.

Był przystojnym brunetem z delikatnie odstającymi uszami, które totalnie nie ujmowały mu uroku, a to za sprawą jego magicznego spojrzenia. Uwierz, Marcin potrafi patrzeć na kobiety tak jak nie patrzy nikt – jego wzrok to pierdolony magnes, który ściągnąłby twoje majtki już na drugim spotkaniu. Świetnie umiał to wykorzystać – doskonale wiedział, że wszystkie miały zasady, ale tylko do drugiego spotkania. Z całą pewnością wtedy nie był dobrym gościem, choć jako kumpel – nie narzekaliśmy. Miał plany i szczęście i ego tak wielkie, że przyznać się do porażki byłoby dla niego przekleństwem. Panny się za nim oglądały, a później już tylko przeklinały. Cały on, ale…

Z Kamilą miało być inaczej.

Zaczepił ją na wykładach pod pretekstem poszukiwania zeszłotygodniowych notatek z periodontologii.
Później był facebook, a następnie spotkanie. Chwilę po tym drugie, na którym nikt nie zgubił majtek. Następnie już tylko kolejne i kolejne. I tak się zaczęło.

Nikt kto ich znał nie zakładał, że to będzie początek historii pełnej uniesień, fascynacji, zwierzeń pod płachtą gwiaździstych nocy, ale także bólu, niepotrzebnie wypowiedzianych i nie wypowiedzianych słów. Byli jak dwa na pozór niepasujące do siebie końce sznurka, które los na przekór wszystkiemu postanowił spleść ze sobą.

Już po trzech miesiącach wynieśli się na stałe do Łodzi, a po roku byli już zaręczeni. Serio, nigdy nie widziałem, żeby ktoś się tak rozumiał. Marcin wielokrotnie podkreślał, że by za nią umarł.

Ona, uwielbiała jego uśmiech i potrafiła godzinami leżeć w wannie, nie zważając na chłód wody, wpatrując się w niego.

Wspólnie uwielbiali wypady za miasto do jej rodziny w świętokrzyskim – gubili się po drodze, nie ważne gdzie, przed siebie, daleko. Rozmawiali nocami w przydrożnych barach, tracili dech w piersiach w zaparkowanym przy drodze samochodzie. Tańczyli w błocie i krzyczeli w deszczu, sami pośrodku bezkres rolniczego krajobrazu. Byli szczęśliwi, kochali się.

On nigdy nie przypuszczałby, że ktoś mógłby kiedykolwiek dla niego tak wiele znaczyć. Bez jej dobra czuł się jak śmieć, wstydził się, że jest dla niego tak cholernie ważna, tak bardzo mu potrzebna. Cholernie się przy niej zmienił – na lepsze rzecz jasna. Przestał imprezować, pić, ograniczył z nami kontakt – liczyła się już tylko ona.

Rozumieliśmy to.
Wy chyba też znacie to uczucie?
Miłość nie wybiera.

Niestety, wszyscy znajdujemy miłość w złym momencie. W dużym przyśpieszeniu – wszystko pękło mniej więcej po trzech latach, problemy zaczęły się gdy przyszła codzienność i zaczęli żyć na odpierol. Nerwy, pretensje, przelewanie frustracji, a w konsekwencji kłótnie, bezsenność i poszło im się jebać całe ich piękno.

Spotkałem go jakiś czas temu na Sokolskiej, to nie był ten sam gość. Z twarzy znikł mu wieczny uśmiech i powiedział tylko „nie chcę żyć, idź po wódkę”. To nie był Marcin, którego znaliśmy. Tamten gość zniknął wraz ze swoją iskrą w oczach.

A Kamila?
Jakiś czas siedziała w Łodzi, wynajmowała mieszkanie z koleżanką z pracy, a później wyleciała robić borowania dzieciakom w Anglii. Smutne, bo mieli być tu, a jakoś ich zabrakło.

I tutaj przychodzi refleksja.

Bo nasze pokolenie błędnie definiuje miłość i związki.

Nie chcę definiować tych pojęć, ale z własnego doświadczenia wiem, że miłość, to nie związek idealny, bo taki nie istnieje, ale pełen kłótni, łez, godzenia i uśmiechów. I mimo tego, że jest ciężko i ma się dość, nie poddajesz się, bo wiesz, że tylko z tą osobą jesteś i będziesz najszczęśliwszy na ziemi. Miłość oznacza dawanie szans, gdy tak naprawdę wyczerpał się ich limit – być może to też naiwność, ale problem dzisiejszych ludzi polega na tym, że nie potrafią, nie chcą się starać. Kiedy jest źle odpuszczają walkę o siebie – nie dają z siebie pierdolonych 120%. Lepiej jest rzucić wszystko i za kilka miesięcy znaleźć sobie nowego partnera, partnerkę… w końcu mamy tindera.

Potwierdzają to zdrady i rozwody, ich liczba wziąć rośnie. Być może ludzie wierzą w więź małżeńską, chcą ją tworzyć, ale nie potrafią rozwiązywać problemów życia codziennego. Łatwiej wziąć rozwód. To takie remedium na każdy kryzys. Bez sensu jak leniwi staliśmy się.

Kiedyś usłyszałem, że młodzi ludzie idą przed ołtarz z powodu zakochania, a starsi z powodu miłości.
I to jest cholerna prawda przez którą powinniśmy mieć bezsenne noce.

Moje pokolenie nie rozumie, że miłość to coś więcej niż tylko ZAKOCHANIE, które jest tylko mniej dojrzałą formą.
Miłość oznacza tutaj stan, w którym kochamy partnera, którego akceptujemy w pełni (mimo wad) – jeśli twój partner chcę, abyś się zmieniła, cóż… wiesz co chcę Ci napisać. Zakochanie składa się z elementu idealizacji partnera, osaczania go swoimi oczekiwaniami – co nieuchronnie prowadzi do mniejszego lub większego zawodu.

Dla mnie miłość to nie świece tylko jej dłoń przy podcieraniu dupy na starość. I chyba warto się tego trzymać, zwłaszcza jak widzi się starych ludzi, którzy mimo upływu 50 lat małżeństwa nadal trzymają się za ręce.

Dziś oczekiwania wobec miłości zmieniają się i mają na to wpływ czasy, styl życia i system wartości, który zmienia nasze wyobrażenia o prawdziwej miłości, związkach, małżeństwie czy partnerstwie. Wydaje mi się, że dzisiejsze role i tożsamość związana z płcią ulega zmianie.

Męska część mojego pokolenia coraz częściej krzyczy, że „coraz bardziej nie rozumie tych kobiet”, często w ich związkach kobiety przejmują inicjatywę, noszą spodnie, mają jaja. Słabo, nie? Nawet już o tym kiedyś pisałem – koniec ery mężczyzn, to Twoja wina, pamiętasz?

Dziewczyny z mojego pokolenia pytają mnie często gdzie te prawdziwe samce. I tutaj rodzi się konflikt, bo współcześni faceci szukają uznania i akceptacji, a współczesne kobiety utraconej męskiej adoracji i wsparcia. Łączy nas jedynie wspólna pogoń za tym co dziś jest najbardziej deficytowe, a w pokoleniu naszych dziadków nie było – mowa tu o czasie i zainteresowaniu drugiej strony, bo to jest dziś najtrudniej. I to pogrążyło Marcina i Kamilę, mnie i Ciebie… pewnie wielokrotnie.

Dziś mit o romantycznej miłości przygasa, każdy o niej czyta, każdy chcę w nią wierzyć, a w zamian otrzymuje bajkowe wyobrażenia rodem z życia celebrytów. Oglądamy piękne instagramy, chwytliwe pinterestowe hasełka i romantyczne filmiki – na nich wszystko jest zajebiste – duże kutasy, nieskazitelne twarze, drogie samochody i daiquiri spijane pod palemką w Palma Nova – wszyscy się uśmiechają, nie mają problemów i jest zajebiście. Ale ja nie wierzę w ten Matrix. To wszystko to tylko kadry, wyjęte chwile, które przecież nie zawsze tak wyglądają – nikt nie mówił, że związki są proste, a nie są – i doskonale o tym wiecie, bo przechodziliście zawody miłosne. Uświadomcie sobie, że nasze marzenia, mniej lub bardziej potajemnie są pewnego stopnia kreowane przez ukazywany w kolorowych pismach świat. Świat zakłamany, plastikowy i tandetny. To taki zestaw współczesnych bajek dla dorosłych o życiu, miłości i związkach.

Ja w to uwierzę jak zacznę wierzyć w kłamstwa.

Póki co wierzę, że utrzymanie miłości przy życiu wymaga poświęceń, inicjatyw, czasu i ciężkiej pracy.
A część z Was tak często o tym zapomina. Otwórz drzwi, wytrzyj łzy i wyjdź z łazienki.

Bo jeśli wariujesz przez ból jak Kamila to zastanów się obok kogo zasypiasz. Spójrz mu/jej w oczy, a następnie spójrz w gwiazdy i zastanów się czy aby twoja miłość nie pieprzy się teraz z niewłaściwą osobą.


Zostaw lajka na facebooku i bądź na bieżąco z moimi tekstami:
https://www.facebook.com/mkobuscom/?ref=hl

Komentarze

Powrót na stronę główną