Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Dlaczego faceci boją się mieć dzieci?

Zwiń to zdjęcie
Żaden z tematów nie spędza mi tak snu z powiek jak temat ojcostwa. Są we mnie dwie sprzeczności, gdyż rozum podpowiada, że posiadanie dziecka to nie tylko rola społeczna, a wywrócenie wszystkiego do góry nogami. Druga zaś, chciałaby latać po domu za roześmianą pociechą, bo tyle dobrego się o tym nasłuchała. Jako młody, pełnosprawny mężczyzna, mam pewne zdanie na temat ojcostwa.

Generalnie to chcę mieć dziecko – KIEDYŚ na pewno. Zawsze uważałem, że idealnym układem byłoby posiadanie trójki brzdąców – z tym, że trzecie dziecko miałoby być młodsze od dwójki pozostałych o jakieś 10 lat.
Suprise motherfucker!
Jestem zdania, że nic nie wniesie do związku tyle powiewu świeżości i szczęścia co kolejne dziecko, właśnie po tak długim czasie. Niestety wraz z upływem kartek z kalendarza ta wizja wydaje mi się coraz mniej prawdopodobna, ponieważ musiałbym już zacząć roznosić materiał genetyczny – chyba, że w stwierdzeniu, że moja żona jeszcze się nie urodziła jest coś więcej niż tylko piwne prześmiewki. Zawsze zakładałem, że będę miał córkę – i mógłbym nawet czesać z nią kucyki pony! Syn również wolałby miód na moje serce, bo wizja przekazania mu wszystkich męskich ideologii, to coś więcej niż wychowanie – to męska misja i obowiązek każdego samca. Posadzilibyśmy wspólnie drzewo, tak jak zawsze chciałem posadzić drzewo z ojcem.Posiadanie dużej, zgranej rodziny, która przede wszystkim jest dla siebie wsparciem i jest ze sobą całkowicie szczera jest dla mnie czymś niewyobrażalnie bezcennym. Możliwość kupowania tych wszystkich kolorowych ciuszków, które są dostępne w centrach handlowych, złożenia tych wszystkich klocków lego i co najważniejsze, pozbawienie się z synem Action Manem i pogranie w piłkę. Kurde… kto by tego nie chciał? Bycie ojcem to musi być wyjątkowe zajęcie, ale…

Boję się mieć dzieci.

I tutaj nie chodzi o strach przed nocnym wstawaniem, zmianę pieluch czy późniejsze problemy wychowawcze. Mały człowiek który przychodzi na świat, bo tatuś leżał na mamusi lub mamusia na tatusiu, to przede wszystkim wielka odpowiedzialność i przebudowa doczesnego życia. I to największy argument, który dziś mnie zniechęca. Nie wiem czy to niedojrzałość emocjonalna, choć skupiałbym się na stwierdzeniu, że to „niepewność życiowa”. Jak można być pewnym życiowo w czasach, w których tyle się zmienia, a tak mało rzeczy jest stabilnych? Uważam też, że teraz mam swój czas na realizowanie siebie, poszerzanie horyzontów, budowanie kariery i rozwijanie pasji. Czy mógłbym to robić będąc ojcem? Na pewno i zapewne wiele ojców godzi wszystkie obowiązki życia codziennego. Może nie byłem w Tokio i choć planuje Paryż, to nie zrobiłem jeszcze takiej kariery, a przyjście na świat dziecka powinno być uzależnione od pewnej stabilności finansowej i ukierunkowaniu drogi zawodowej. Tak myślą odpowiedzialni faceci, którzy przecież muszą wpisać się w rolę głowy rodziny i zagwarantować bezpieczeństwo osobom, które kochają. Nie chciałbym również wpisać się w syndrom ojca, którego wiecznie nie ma w domu i nie może uczestniczyć w stu procentach w kształtowaniu i rozwoju tego małego człowieka. Bycie tatą na pół gwiazdka lub z doskoku tylko w weekendy, to marna opcja, przynajmniej mi zawsze brakowało ojca do zabaw i bywałem skazywany na podróżowanie z kieszeniami pełnymi wiśni i mirabelek, samotnie. Chciałbym mieć świetny kontakt ze swoim dzieckiem – przyjacielski, wyrozumiały, partnerski. Chciałbym być na bieżąco z ich zainteresowaniami – orientować się co jest na topie, czym się interesują, jakiej muzyki słuchają, kto jest ich idolem, itp. Unikałbym zachowań, które są praktykowane przez dzisiejszych rodziców, czyli argumentowanie z góry narzuconych racji stwierdzeniem „bo tak” – to apodyktyczne, terrorystyczne czyny, które są głupie i nie produktywne. Sztuką jest osiągnięcie kompromisów, aktywne słuchanie i pokazanie temu człowieczkowi, w którym płynie twoja krew, świata w sposób ciekawy i mądry, przynajmniej tak mi się wydaje 🙂

Jak widzicie nie dotarłem się jeszcze sam ze sobą w tej kwestii, bo to temat pełny niewiadomych, które powinny być oblane odpowiednią dawką odpowiedzialności. Ojcostwo wymaga przygotowań, a jego odkrywanie jest bez wątpienia przygodą, a mężczyźni potrzebują przygód, które uczą i pozwalają im być jeszcze lepszymi dla siebie i świata, którym się otaczają. Jaki będzie mój świat kiedy będę gotowy na posiadanie dziecka? Moje życie wtedy na pewno się zmieni, ale wiem jedno – zrobię wszystko, aby odpowiedzialnie dążyć do zagwarantowania bezpiecznej i stabilnej przyszłości córce, synowi i kobiecie, z którą przyjdzie mi żyć.

Komentarze

Autorem zdjęcia jest: "Gliniarz w przedszkolu"

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Dlaczego faceci boją się mieć dzieci?

Żaden z tematów nie spędza mi tak snu z powiek jak temat ojcostwa. Są we mnie dwie sprzeczności, gdyż rozum podpowiada, że posiadanie dziecka to nie tylko rola społeczna, a wywrócenie wszystkiego do góry nogami. Druga zaś, chciałaby latać po domu za roześmianą pociechą, bo tyle dobrego się o tym nasłuchała. Jako młody, pełnosprawny mężczyzna, mam pewne zdanie na temat ojcostwa.

Generalnie to chcę mieć dziecko – KIEDYŚ na pewno. Zawsze uważałem, że idealnym układem byłoby posiadanie trójki brzdąców – z tym, że trzecie dziecko miałoby być młodsze od dwójki pozostałych o jakieś 10 lat.
Suprise motherfucker!
Jestem zdania, że nic nie wniesie do związku tyle powiewu świeżości i szczęścia co kolejne dziecko, właśnie po tak długim czasie. Niestety wraz z upływem kartek z kalendarza ta wizja wydaje mi się coraz mniej prawdopodobna, ponieważ musiałbym już zacząć roznosić materiał genetyczny – chyba, że w stwierdzeniu, że moja żona jeszcze się nie urodziła jest coś więcej niż tylko piwne prześmiewki. Zawsze zakładałem, że będę miał córkę – i mógłbym nawet czesać z nią kucyki pony! Syn również wolałby miód na moje serce, bo wizja przekazania mu wszystkich męskich ideologii, to coś więcej niż wychowanie – to męska misja i obowiązek każdego samca. Posadzilibyśmy wspólnie drzewo, tak jak zawsze chciałem posadzić drzewo z ojcem.Posiadanie dużej, zgranej rodziny, która przede wszystkim jest dla siebie wsparciem i jest ze sobą całkowicie szczera jest dla mnie czymś niewyobrażalnie bezcennym. Możliwość kupowania tych wszystkich kolorowych ciuszków, które są dostępne w centrach handlowych, złożenia tych wszystkich klocków lego i co najważniejsze, pozbawienie się z synem Action Manem i pogranie w piłkę. Kurde… kto by tego nie chciał? Bycie ojcem to musi być wyjątkowe zajęcie, ale…

Boję się mieć dzieci.

I tutaj nie chodzi o strach przed nocnym wstawaniem, zmianę pieluch czy późniejsze problemy wychowawcze. Mały człowiek który przychodzi na świat, bo tatuś leżał na mamusi lub mamusia na tatusiu, to przede wszystkim wielka odpowiedzialność i przebudowa doczesnego życia. I to największy argument, który dziś mnie zniechęca. Nie wiem czy to niedojrzałość emocjonalna, choć skupiałbym się na stwierdzeniu, że to „niepewność życiowa”. Jak można być pewnym życiowo w czasach, w których tyle się zmienia, a tak mało rzeczy jest stabilnych? Uważam też, że teraz mam swój czas na realizowanie siebie, poszerzanie horyzontów, budowanie kariery i rozwijanie pasji. Czy mógłbym to robić będąc ojcem? Na pewno i zapewne wiele ojców godzi wszystkie obowiązki życia codziennego. Może nie byłem w Tokio i choć planuje Paryż, to nie zrobiłem jeszcze takiej kariery, a przyjście na świat dziecka powinno być uzależnione od pewnej stabilności finansowej i ukierunkowaniu drogi zawodowej. Tak myślą odpowiedzialni faceci, którzy przecież muszą wpisać się w rolę głowy rodziny i zagwarantować bezpieczeństwo osobom, które kochają. Nie chciałbym również wpisać się w syndrom ojca, którego wiecznie nie ma w domu i nie może uczestniczyć w stu procentach w kształtowaniu i rozwoju tego małego człowieka. Bycie tatą na pół gwiazdka lub z doskoku tylko w weekendy, to marna opcja, przynajmniej mi zawsze brakowało ojca do zabaw i bywałem skazywany na podróżowanie z kieszeniami pełnymi wiśni i mirabelek, samotnie. Chciałbym mieć świetny kontakt ze swoim dzieckiem – przyjacielski, wyrozumiały, partnerski. Chciałbym być na bieżąco z ich zainteresowaniami – orientować się co jest na topie, czym się interesują, jakiej muzyki słuchają, kto jest ich idolem, itp. Unikałbym zachowań, które są praktykowane przez dzisiejszych rodziców, czyli argumentowanie z góry narzuconych racji stwierdzeniem „bo tak” – to apodyktyczne, terrorystyczne czyny, które są głupie i nie produktywne. Sztuką jest osiągnięcie kompromisów, aktywne słuchanie i pokazanie temu człowieczkowi, w którym płynie twoja krew, świata w sposób ciekawy i mądry, przynajmniej tak mi się wydaje 🙂

Jak widzicie nie dotarłem się jeszcze sam ze sobą w tej kwestii, bo to temat pełny niewiadomych, które powinny być oblane odpowiednią dawką odpowiedzialności. Ojcostwo wymaga przygotowań, a jego odkrywanie jest bez wątpienia przygodą, a mężczyźni potrzebują przygód, które uczą i pozwalają im być jeszcze lepszymi dla siebie i świata, którym się otaczają. Jaki będzie mój świat kiedy będę gotowy na posiadanie dziecka? Moje życie wtedy na pewno się zmieni, ale wiem jedno – zrobię wszystko, aby odpowiedzialnie dążyć do zagwarantowania bezpiecznej i stabilnej przyszłości córce, synowi i kobiecie, z którą przyjdzie mi żyć.

Komentarze

Powrót na stronę główną