Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2017
Wyróżnienie w konkursie Męski Blog Roku Men's Health 2016
Mateusz Kobus - Blog

Obserwuję, a później o tym piszę.
Nie mam boga, polityki i idei.

Twoje szczęście, to tylko 14 dni w roku.

Zwiń to zdjęcie

Tutejsze wrześniowe noce są upalne do tego stopnia, że można siedzieć tuż po północy przy balkonowym świetlne w samych hilfigerach z butelką wyśmienitej rakij i nadgryzionym twarogowym burke, patrząc na przepięknie oświetlona promenadę malarskiej riwiery. Właśnie tak wyglądały moje ostatnie noce w tym Chorwackim mieście. Wieczory wolne od pracy, blogowania i polskości – chwilę z samym sobą, tutaj na tym balkonie.

Lubię być uległy w stosunku do swoich filozoficznych myśli, które przychodzą i odchodzą jak wschody i zachody słońca. Podczas tej ostatniej nocy i widoku tego gwieździstego nieba padło na przemyślenia dotyczące urlopu. Inspiracją, jak zawsze byli ludzie.

Wszystkich turystów z jakimi przyszło mi rozmawiać i mijać podczas wieczornych spacerów po centrum miasta łączyły dwa wspólne aspekty.

Byli na urlopie.
Byli szczęśliwi.

Też jestem, ale chyba zapominam często co tak naprawdę jest potrzebne, aby móc cieszyć się każdym dniem tak do końca, bezgranicznie i prawdziwie. Potrzebna jednej i jedynej rzeczy. Na pozór błaha, bo mamy ja wszyscy, tylko nie wszyscy o niej wiemy. Wiecie już co to? To wielkie NIC.

Właśnie tyle jest potrzebne do szczęścia.

W bardzo inspirującej książce prawiącej o buddyjskich naukach, przeczytałem pewne zdanie, które bardzo głęboko osiadło w czeluściach mojej świadomości. Brzmiało ono tak:

„Ludzie są wolno tylko przez 14 dni w roku, podczas urlopu”.

To w dużej mierze prawda.
Urlop stwarza poczucie, dzięki któremu dajemy sobie więcej wszystkiego – więcej alkoholu, więcej seksu, więcej słodyczy… wpisz swoje „wszystko”. Nie chcemy, aby ten czas nie być chujowy jak prezerwatywy, a więc staramy się ŻYĆ. Większość z nas może zaprzeczać, ale podejrzewam, że żyjąc często ulegamy rzeczywistości, która wywołuje w nas wewnętrzny wkurw, strach, bezsilność i uczucie pogoni za nie wiadomo do końca za czym. Pytanie po co? Po co pozwalamy sobie na wewnętrzne haluny i wyobrażenia, które nas unieszczęśliwiają, dołują, zabierają to poczucie bycia na urlopie (BYCIA W ŻYCIU I ŻYCIA ŻYCIEM) 365 dni w roku?

Co stoi na przeszkodzie, aby żyć chwilą i cieszyć się nią zawsze i wszędzie? Czy naprawdę jest to możliwe tylko przez dwa tygodnie w roku kiedy wyjeżdżając uciekamy od codzienności? Czy praca powinna mieć wpływ na nasz uśmiech po niej? Pracować będziemy do późnej starości, trzeba zaakceptować ten fakt, zmienić zajęcia które wypalają w nas chęć do bycia szczęśliwym. Wiem, możecie sądzić, że to nie łatwe, ale wszystkie tego typu kwestię, to tylko wasz wewnętrzny strach, który przemawia przez Was w obliczu zmian – lubimy narzekać, ale nie lubimy się zmieniać (bo to niewygodne dla naszego ego i długotrwałe – przez co męczące) szukacie usprawiedliwień do bycia nieszczęśliwymi.

Jeśli chodzi o mnie.
Pozostała mi tylko praca nad sobą (odnajdowanie we wszystkim pozytywów) oraz ten finansowy wymiar pracy, który jest potrzebny, aby tworzyć swój byt w społeczeństwie. Wszystko inne co jest ponad to, to takie same balkonowe chwilę, jak te które miewałem tutaj na urlopie, bo głowę można mieć spokojna w każdym miejscu na ziemi – i nie potrzebne jest do tego złudne poczucie czternastu dni. Nie potrzebne do tego są zawierające w dech piersiach chorwackie góry, piękne jachty w Miami czy turkusowe niebo nad chińskimi prowincjami. Czas jest zawsze odpowiedni do tego, aby się uśmiechać i cieszyć życiem – jeśli myślisz inaczej, to zmień nastawienie wewnątrz siebie, bo świat wszędzie jest taki sam.

Komentarze

Polecane wpisy

Dzień dobry

Jestem Mateusz, a to miejscu, w którym dzielę się przemyśleniami i poglądami - często kontrowersyjnymi, ale z poczuciem humoru oraz autoironią. Mam dość wyrachowane, ekstremistyczne spojrzenie na to wszystko czym osacza nas dzisiejszy świat. Obserwuję ludzi, bo robią rzeczy o jakich nawet mi się nie śniło. Róbcie zatem to co robicie, a ja później o tym opowiem.

Więcej na Facebook:

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden z tekstów zamieszczonych na tej stronie nie może być kopiowany, publikowany,
reprodukowy i wykorzystywany w jakikolwiek sposób bez zgody autora.

Twoje szczęście, to tylko 14 dni w roku.

Tutejsze wrześniowe noce są upalne do tego stopnia, że można siedzieć tuż po północy przy balkonowym świetlne w samych hilfigerach z butelką wyśmienitej rakij i nadgryzionym twarogowym burke, patrząc na przepięknie oświetlona promenadę malarskiej riwiery. Właśnie tak wyglądały moje ostatnie noce w tym Chorwackim mieście. Wieczory wolne od pracy, blogowania i polskości – chwilę z samym sobą, tutaj na tym balkonie.

Lubię być uległy w stosunku do swoich filozoficznych myśli, które przychodzą i odchodzą jak wschody i zachody słońca. Podczas tej ostatniej nocy i widoku tego gwieździstego nieba padło na przemyślenia dotyczące urlopu. Inspiracją, jak zawsze byli ludzie.

Wszystkich turystów z jakimi przyszło mi rozmawiać i mijać podczas wieczornych spacerów po centrum miasta łączyły dwa wspólne aspekty.

Byli na urlopie.
Byli szczęśliwi.

Też jestem, ale chyba zapominam często co tak naprawdę jest potrzebne, aby móc cieszyć się każdym dniem tak do końca, bezgranicznie i prawdziwie. Potrzebna jednej i jedynej rzeczy. Na pozór błaha, bo mamy ja wszyscy, tylko nie wszyscy o niej wiemy. Wiecie już co to? To wielkie NIC.

Właśnie tyle jest potrzebne do szczęścia.

W bardzo inspirującej książce prawiącej o buddyjskich naukach, przeczytałem pewne zdanie, które bardzo głęboko osiadło w czeluściach mojej świadomości. Brzmiało ono tak:

„Ludzie są wolno tylko przez 14 dni w roku, podczas urlopu”.

To w dużej mierze prawda.
Urlop stwarza poczucie, dzięki któremu dajemy sobie więcej wszystkiego – więcej alkoholu, więcej seksu, więcej słodyczy… wpisz swoje „wszystko”. Nie chcemy, aby ten czas nie być chujowy jak prezerwatywy, a więc staramy się ŻYĆ. Większość z nas może zaprzeczać, ale podejrzewam, że żyjąc często ulegamy rzeczywistości, która wywołuje w nas wewnętrzny wkurw, strach, bezsilność i uczucie pogoni za nie wiadomo do końca za czym. Pytanie po co? Po co pozwalamy sobie na wewnętrzne haluny i wyobrażenia, które nas unieszczęśliwiają, dołują, zabierają to poczucie bycia na urlopie (BYCIA W ŻYCIU I ŻYCIA ŻYCIEM) 365 dni w roku?

Co stoi na przeszkodzie, aby żyć chwilą i cieszyć się nią zawsze i wszędzie? Czy naprawdę jest to możliwe tylko przez dwa tygodnie w roku kiedy wyjeżdżając uciekamy od codzienności? Czy praca powinna mieć wpływ na nasz uśmiech po niej? Pracować będziemy do późnej starości, trzeba zaakceptować ten fakt, zmienić zajęcia które wypalają w nas chęć do bycia szczęśliwym. Wiem, możecie sądzić, że to nie łatwe, ale wszystkie tego typu kwestię, to tylko wasz wewnętrzny strach, który przemawia przez Was w obliczu zmian – lubimy narzekać, ale nie lubimy się zmieniać (bo to niewygodne dla naszego ego i długotrwałe – przez co męczące) szukacie usprawiedliwień do bycia nieszczęśliwymi.

Jeśli chodzi o mnie.
Pozostała mi tylko praca nad sobą (odnajdowanie we wszystkim pozytywów) oraz ten finansowy wymiar pracy, który jest potrzebny, aby tworzyć swój byt w społeczeństwie. Wszystko inne co jest ponad to, to takie same balkonowe chwilę, jak te które miewałem tutaj na urlopie, bo głowę można mieć spokojna w każdym miejscu na ziemi – i nie potrzebne jest do tego złudne poczucie czternastu dni. Nie potrzebne do tego są zawierające w dech piersiach chorwackie góry, piękne jachty w Miami czy turkusowe niebo nad chińskimi prowincjami. Czas jest zawsze odpowiedni do tego, aby się uśmiechać i cieszyć życiem – jeśli myślisz inaczej, to zmień nastawienie wewnątrz siebie, bo świat wszędzie jest taki sam.

Komentarze
Powrót na stronę główną